Showing posts with label Austria. Show all posts
Showing posts with label Austria. Show all posts
W Mozarteum koncertował Włoch. W składzie Orkiestry 1765 najwięcej było polsko brzmiących imion i nazwisk. Na ulicach Starego Salzburga słychać więcej włoskiego niż niemieckiego. A na moście dla pieszych zagościły kłódki. Rzymska lucchettomania trafiła więc i do Salzburga.


Na placu przed katedrą na złotej planecie stał Mały Książę w wieku przedemerytalnym. Natomiast w restauracji Triangel (polecam tak dania główne jak i desery) rządził slow food. W wersji austriackiej.

====
Restaurant Triangel
strona internetowa,
Wiener Philharmonikerg. 7
A-5020 Salzburg
 tel. +43-662-84 22 29
od wtorku do soboty: 12.00 - 24.00

Radicchio z Treviso najlepiej smakuje z grilla, skropione oliwą i posypane gruboziarnistą solą. Inny specjał Treviso, Giuliano Carmignola, dobry jest z dysku, ale najlepszy na żywo, nawet wtedy, gdy ciągnąc smyczkiem po stradivariusie, ciągnie barokowy dzwonek komórki Nokii, czyli Cztery Pory Roku Vivaldiego.
Treviso od najsmaczniejszej strony

W ubiegłą sobotę byliśmy w Salzburgu, właśnie na koncercie Carmignoli, ale ponieważ nie wypracowałam języka pisania o muzyce i czytanie nut nadal idzie mi kiepsko, więc omawiania ritornelli, arpeggi i tremoli nie będzie. Będzie natomiast o narodowości.


Z programu koncertu dowiedziałam się, że Vivaldi - z racji miejsca pochówku - był prawdziwym Austriakiem. Pochowano go w Wiedniu -  i nie tak, jak Mozarta, w mogile zbiorowej - a na cmentarzu w pobliżu Karlskirche. Cmentarza już nie ma, stoi na jego miejscu politechnika. Dom, w którym Vivaldi zmarł, został wyburzony sporo lat temu by na jego fundamentach wybudować Hotel Sacher. Tak więc w Wiedniu Vivaldi niby jest, a go nie ma i co najwyżej można udawać, że duch rudzielca szwenda się między budową silnika a całkami, lub podaje kawałek tortu czekoladowego. Najlepsze szczątki Vivaldiego ma jednak Turyn, a nie Wiedeń, gdyż to na piemonckim, a nie austriackim, strychu znaleziono najwięcej rękopisów Vivaldiego.

Ponowne odkrycie muzyki Vivaldiego przypisuje się Fritzowi Kreislerowi, urodzonemu w Wiedniu muzykowi i wirtuozowi, który znany jest nie tylko z koncertu inspirowanego muzyką Vivaldiego, ale chyba przede wszystkim z kandencji koncertu skrzypcowego Beethovena, innego słynnego Austriaka....sam Fritz Kreisler, choć urodził się w Wiedniu,  był jednak Amerykaninem. Zmarł bowiem w Nowym Jorku ;)


wsiadł Jerzy na konia. Patataj, patataj. gna po drogach. Stukają końskie kopyta na kamieniach, w słońcu zbroja błyszczy aż strach. Patataj, patajaj gna Jerzy, na lancy łopocze chorągiewka. Patataj, patataj, wjechał Jerzy do lasu. Ucichło stukanie końskich kopyt, a zaczęło się kląskanie podmogłej ściółki i brzęczenie komarów.

Jerzy, zbroja i smok


Jedzie Jerzy, jedzie, i jedzie przez las. Patrzy Jerzy, a tu na drodze leży smok. Zielony jak jaszczurka, nakrapiany jak jaszczurka, tylko że większy. Chciałby go Jerzy objechać, ale po jednej stronie chaszcze, a po drugiej mokradło. Koń zapadnie mi się w błocie, myśli Jerzy.  W końcu dźga Jerzy smoka lancą. Smok mówi au, co znaczy oj boli, i umiera.

ciemny las
bolesne dźgnięcie lancy

Mamy w Austrii między Braunau a Salzburgiem wioskę S. Georg i wioskę, a właściwie wioszczynę, Au.

Zdjęcia z Antwerpii i Gandawy

Wszystkim czytelnikom życzymy miłych świąt i udanego Sylwestra. Do zobaczenia w nowym już roku


z tego że od zjazdu na Kufstein trzeba mieć winietę. Inny powód do sławy to widoki na góry, twierdza na skale, dwie ulice pięknego i ciemnego starego miasta, resztki murów obronnych wzdłuż rzeki. Gdybym rzuciła się do niej jak Wanda to moje zwłoki zatrzymałyby się na tamie pod Wasserburgiem. bowiem i Kufstein i moja rezydencja leżą nad tą samą rzeką.

Do Kufstein pojechaliśmy w ramach projektu poznaj sąsiadów (niestety, bez grantów z Unii) Trasa przez góry była ciekawsza niż samo miasto, ale przynajmniej wiem, że do Kufstein nie ma po co jechać bo twierdza i tak wygląda lepiej z austostrady.

A na zakończenie powiem że ktoś kiedyś stwierdził dowcipnie, że bawarczycy są formą przejściową między austriakami a homo sapiens.
Zielonoświątkowy koncert w Salzburgu
koncert na drugie śniadanie, czyli o 11 rano. Mieliśmy słuchać pieśni neapolitańskich. Tak przynajmniej reklamował koncert Hans. Tematyka, powiedzmy sobie, trochę podchodząca pod folklor...ale grała Europa Galante i Biondi. Czyli nadal potencjał na ciekawy koncert nawet z wyświechtanym O sole mio.

Na miejscu okazało się, że program był ciekawszy nie tylko muzycznie ale i tematycznie, bo raz że nie pieśni neapolitańskie a kompozycje muzyków z Neapolu, a dwa, że Biondi wybrał kompozycje dwóch muzyków z czasów wojny o sukcesję hiszpańska (1701-1714). Alessandro Scarlatti (grano jego concerti grossi: Nr 4 g-moll i nr 5 d-moll) wyjechał za chlebem szukajac mecenatu poza zubożałym Neapolem, a Francesco Nicola Fago pozostał. W 1709 roku skomponowal oratorium "Faraone sommerso", które stanowiło główną część koncertu w Salzburgu. I tu błyszczeła nie tylko Europa Galante ale i wokaliści: Lucia Cirillo (Messo), James Gilchrist (Moise), Marianne Beate Kieland (Aronne) i Havard Stensvold (Faraone). Cirillo (sopran) i Stensvold (bass) błyszczeli od początku; Gilchrist (tenor) i Kieland (alto) w drugiej części. Koncert się podobał nie tylko nam; nigdy nie słyszałam w Mozarteum tak głośnych oklasków i takiego tupania (czyżby cześć widowni była włoska?). Były kwiatki, był bis, było całowanie po paluszkach. Czyli rozrywkowo. W sam raz na drugie śniadanie w sobotę.

Co o oratorium ma do powiedzenia Fabulous Fabio (Biondi):
Z oratorium przetrwało do naszych czasów libretto. Muzyka znana jest jedynie z manuskryptów: jeden, zachowal sie we Florencji, drugi w Tenbury Wells (Anglia), i ten ostatni sugeruje datę powstania oratorium. Muzycznie wydaje się napisane dla artystów z pewnymi umiętnościami technicznymi i talentem aktorskim. Struktura oratorium powiela XVIII-wieczne schematy. Recitativi prowadzą narrację wydarzeń. arie dają podkład emocjonalny. Całość zwieńczona jest częścią kwartetem.
I co mogę dodać od siebie:
Faraon śpiewa zza grobu, bo się utopił, Posłaniec bogów przeszedł najwyraźniej na strone boga mojżeszowego. A Mojżesz i Aron śpiewają o nadziei i koronie cierniowej, żeby za bardzo starotestamentowo nie było.
Powered by Blogger.