Showing posts with label wille pałace zamki. Show all posts
Showing posts with label wille pałace zamki. Show all posts

o dupie maryny, ciągnięcie tego samego kota za ogon, opowieść dziadka Alfreda o tym jak to za Piłsudskiego było, czyli jeszcze raz o tym samym: wróciłam do Tivoli. Tym razem z JC i Anielką. W pierwszych dniach czerwca. Inna pora roku, inny aparat, inne widoki, choć ogrody niby te same.


Przede wszystkim pachniały jak tytułowa perfumeria, bukietem kwiatowo-żywicznym. Były lilie, róże i mocna dawka jaśminu, wszystko wymieszane z zapachem cyprysów i chyba eukaliptusa oraz mchu. W sumie mogłbym się w tych zapachach tarzać jak Lucek na balkonie. A jeśli któryś z producentów niszowych perfum zrobi perfumy ogrody tivoli. to ja już w tej chwili mogę się zapisać na listę oczekujących.


zdjęcia październikowe i kilka zdań o historii plus informacja turystyczna są w innym poscie



Tak więc jeśli Tivoli, to tylko wczesnym latem. I nawet nie musi świecić słońce....A tak swoją drogą to warto pochodzić też po samym Tivoli, bo mimo braku oznakowań trudno się w nim zgubić, a pozostałości po średniowiecznej zabudowie miasta są warte uwagi. Zawsze można mieć szczęście i trafić na targ, na który przyjeżdżają handlarze i z Lacjum i z Kampanii, więc jest wybór warzyw, owoców, garnków i fartuchów z nonajronu
Widziałam papieża. Nie był to, co prawda, prawdziwy papież a fimowy, ale czerwone paputki miał :-) W willii Lante kręcono film historyczny z miastem w tle; nie dało rady zapytać o czym był film bo przegoniono nas szybko na górne tarasy, ale co sfotografowałam, to moje.


Kolejna wizyta w ogrodach Bagnaii, inny nastrój, inna perspektywa. Poszliśmy też zwiedzić średniowieczną część miasta i zdjęć byłoby więcej, bo miasto urokliwe bardzo, ale zabrakło prądu w aparacie.....

O Bagnaii wcześniej: 30 czerwca 2009, 28 czerwca 2009, 13 listopada 2009
moja wersja Tivoli: biblioteka, kamienie, świątynia Wenery, pomnik poświęcony autorce Pamiętników Hadriana (dobrze że jest; źle że wygląda jak dzieło Olbińskiego).

Więcej o Tivoli, choć niekoniecznie mądrzej, pisałam 23. sierpnia.

Użyteczne informacje:
  • Do Villa Adriana wchodzi się za 10 euro
  • Na samo zwiedzanie potrzeba minimum 3 godziny, z kontemplacją 4+
  • Zabrać ze sobą kanapki; sklep przy wejściu jest wyjątkowo podły
  • Przy bramie jest dobry sklep z pamiątkami (mają sporo książek o starożytnym Rzymie i to po angielsku), warto się tam zaopatrzyć w mapkę, bo ta podawana przy bramce jest kiepska
  • Za parking trzeba podobno płacić 2,50, choć myśmy wjechali za darmo
  • Villa Adriana w dzielnicy mieszkaniowej, paskudnej w dodatku; dojazd jest nieszczególnie oznakowany
powiadają, że domy przypominają właścieli. Jeśli to prawda, to ja powinnam się leczyć a Alessandro Kardynał Farnese był dziwnym człowiekiem.

Główna ulica Capraroli kończy się wzgórzem. Na nim wybudowano pałac-willę. Dom kardynała Farnese, projektu architekta Vignoli.

Villa ma coś w sobie z fortecy. Jest monumentalna, nieprzystępna i potężna. Robi przytłaczające wrażenie, zwłaszcza wyprany z koloru dziedziniec. Z tyłu jest ogród przydomowy (zimowy): trochę rzeźb, trochę żywopłotów i widoki na miasteczko w dole. Dalej jest park (tam zbierałyśmy kasztany jadalne), a jeszcze dalej reszta rezydencji (czyli ogrody górne): pałacyk, fontanny, żywopłoty. schody, bramy, groty. Dziwnie, pusto, psychodelicznie.

Zwiedzanie villi Farnese i ogódu zimowego kosztuje (jeśli mnie pamięć nie myli) 3 lub 4 euro. Na wycieczkę do ogrodów górnych załapałyśmy się na krzywego ryja, dołączając do wycieczki, która miała jakieś sympozjum w pałacu. Villa Farnese w Caprarola otwarta jest od 8:30 do 18:45

Komponując składanki wymieszałam zdjęcia z rezydencji, zimowego i górnych ogrodów. Może ktoś postanowi odnaleźć moje inspiracje i pozna jednocześnie pokręconą psychikę kardynała Farnese. A potem mi o tym opowie :-)

choć Villa Lante jest mokra. Bardzo mokra. Na tyle mokra, że mogłaby być pałacem Największego Deszczowca,

Blue Guide uważa, że jest to najpiękniejsza willa manierystyczna we Włoszech (ale najpiękniejsza jest, w/g Blue Guide, także Villa d'Este i Farnese, więc jak tu wierzyć?). Rzeczywiście, ładnie w Lante jest. Ale czy najładniej?

Pałacyk malutki, żeby nie powiedzieć- cienki, ale za to ma lustrzane odbicie: po drugiej stronie schodów jest stoi jego bliźniak. Piękny ogród, romantycznie zaniedbany. Przewrócona kamienna ławka, porośnięta mchem, kapiąca z balustrady woda. Nierealne wrażenie ogrodów Lante potęguje widok z tarasu. Villa jest bowiem otoczona miastem; tam gdzie kończą się tarasy i żywopłoty tam zaczyna się żywe i zabiegane miasto.

Do Lante warto zajechać, zwłaszcza jesienią. Bilety tanie (3 euro), nikt nie patrzy na ręce. I nawet kota przy bramie mają

i jeszcze o Lante
na paskudnym wzgórzu, w najbrzydszej części Ciociarii (lub, jak chce tego Blue Guide, w Kampanii Rzymskiej) stoi stary konwent benedyktyński, w którym nie ma już benedyktynów od bóg wie jak dawna, bowiem budynki klasztorne zarekwirowano na potrzeby gubernatorów Tivoli.Dzięki nim stary konwent stał się jedną z najpiękniejszych budowli Włoch. Znamy ją jako Villę d'Este.

Ippolito (Hipolit) d'Este, wnuk Aleksandra VI, syn Lukrecjii Borgii, miał nadzieję pójść śladami dziadka i zostać papieżem, ale konklawe wybrało na papieża biskupa Pallestriny. Giovanni Maria Ciocchi del Monte stał się Juliuszem III, a Ippolito d'Este musiał zadowolić się posadą gubernatora w Tivoli i budową wspaniałej rezydencji na miarę aspiracji własnych i rodu d'Este. Nad urzeczywisteniem planów czuwał Pirro Ligorio, który zrównał z ziemią stare dzielnice Tivoli leżące poniżej posiadłości kardynała d'Este, pociągnął ujścia wodne z Aniene i zaczął tworzyć. Hipolit nie doczekał :-) Zmarło mu się w 1572' willę przejął po nim bratanek Luigi, a roboty kończył architekt Flaminio Ponzio.

W XIX wieku w willi mieszkał przez jakiś czas Franciszek Liszt (komnat kompozytora, niestety, nie można było zobaczyć). Od 1918 roku willa jest w rękach rządu włoskiego, który obecnie żąda 10 euro za zwiedzanie willi i ogrodów. Willa otwarta jest od 8:30 do zachodu słońca. W poniedziałki- zamknięta, w niedzielę oblegana przez turystów. Najlepiej więc przyjechać w ciągu tygodnia.


Ogrody są wspaniałe, i jeśli zignoruje się toporne wykonanie niektórych posągów i zapomni się, że podobną grotę widziało się, na przykład, w Villi Lante, to naprawdę jest co oglądać (może z wyjątkiem wyjątkowo paskudnego kielicha zaprojektowanego przez mistrza Berniniego). Piękna jest też sama Villa. Wspaniałe kafelki i sztukaterie, cudowne freski. Dobrze jest się położyć na podłodze i podziwiać, podziwiać i jeszcze raz podziwiać.

Zwiedzałyśmy w niedzielę. Październik jest poza sezonem, ale mimo to od czasu do czasu musiałyśmy czekać aż 1) cała wycieczka z Holandii, i każdy jej członek z osobna, sfotografują się na tle fontanny 3) amerykanie skończą dyskusje w cieniu pergoli na tematy rynku (mężczyźni) i planów podróżniczych (kobiety) 3) słuchać nadawanych na całe gardło komunikatów
dit is so prach'TIG
schitterend
honey, this is SOO LOVELY
I haven't seen anything like this in my entire life
mamo, lać mi się chce
Rzeczywiście, przelewanie się litrów wody stymuluje pęcherz, przedeptywanie z nogi na nogę nie pomaga, toalety są w willi, ogrody duże, a w toaletach bywają kolejki.Tak więc moja rada: wysikaj się na zapas :-)

Pamiętacie?
- Najlepsze kasztany są na placu Pigalle
- Zuzanna lubi je tylko jesienią
- Właśnie przysyła ci świeżą partię

Otóż najlepsze kasztany są nie na placu Pigalle, a w Lacjum. Po prawej stronie A1. My jesteśmy po lewej, kasztany są po prawej, w prowincji Viterbo. Jeździ się po nich jak po cytrynach.

Byłyśmy w Capraroli, w pałacu Farnese. W parku zebrałyśmy worek kasztanów. Najpierw jadłyśmy je prażone, z patelni. Potem zrobiłam z nimi zupę (pietruszka, bazylia, czosnek, pomidory, cieciorka), a wczoraj dodałam ich do duszonej jagnięciny.

PS: Zuzannie jesienne kasztany smakowały. Mai i JC też. Kotów o zdanie nie pytałam :-)

abym lepiej mógł ją strawić
twierdzi Adrian (Pamiętniki Adriana autorstwa M. Yourcenar) spisując przemyślenia adresowane do swego następcy-Marka (Aureliusza). Pisze o świadomości śmierci i tęsknocie za fizycznością, której już nie doświadczy. Opowiada o świecie dworu od którego całe życie uciekał i świecie przyrody do którego uciekał. Pisze jako władca, filozof i jako mężczyzna.

O Adrianie piszę gdyż jego willa w Tivoli polożona jest o rzut beretem od Ginestra. I trzeba ją zobaczyć.
O willi można powiedzieć albo że jest piękna, albo że jest potężna. Ponad 120 hektarów zabudowań pałacowych i ogrodów, nadal w trakcie odkopywania. Z resztą co ja się będę rozpisywała: wystarczy popatrzeć na zdjęcia.... Blue Guide uważa, że potrzeba całego dnia aby ogarnąć całość.

I jeśli o literaturze mowa: 14 km na północ od Tivoli, w okolicach wioski Vicovaro, są ruiny gospodarstwa Horacego. Horacy, w Odzie II, 18, przypisuje ją do 'mojej' Sabiny, o co absolutnie spierać się nie będę, bo przyjemna to myśl. Teren przekopali amerykanie (m.in. z mojej alma mater) i podobno wszystko jest bardzo wylizane. Można zobaczyć łaźnie, resztki ogrodów z basenem, monochromatyczne mozaiki. Oczywiście jest też źródło, 100 m wyżej, wijące się wśród zarośli. Źródło upamiętnił Horacy w Epodach. Jeśli komuś nie po drodze ze starożytnością to w pobliżu są pozostałości klasztoru z VIII wieku i nymfeum z XVII, wybudowane przez Orsinich.



zwiedzić willę Lante w Bagnaia (na północny wschód od Viterbo), a właściwie jej ogrody, bodajże najlepiej zachowane ogrody we Włoszech: fontanny, tarasy, hortensje, żywopłoty. Przez 300 lat należały do rodziny Lante; od 1975 własność narodu.

Otwarte od wtorku do niedzieli w godz. 8:30-19:30 (latem) do 16:30 (zimą)
nie wiem czy bilety są płatne; chyba nie bo przewodniki milczą na ten temat
dodatkowe informacje o ogrodach i willi na stronie prowincji Viterbo
Powered by Blogger.