Showing posts with label Veneto/Venezia (Wenecja). Show all posts
Showing posts with label Veneto/Venezia (Wenecja). Show all posts
Stara kronika filmowa. Od drugiej minuty zaczynają się migawki z Wenecji. Jak z innego świata: prawie pusty Canal Grande, Piazza San Marco bez tłumów.



Tak, to był inny świat. I nie chodzi jedynie o Wenecję. Prowadzenie kamery, dobra dykcja lektora, tekst literacką polszczyzną, pełne zdania - to jest właśnie inne.



Na swojską nutę gra natomiast piosenka o dumie narodowej, obywatelach gorszej kategorii a przede wszystkim swojski jest rząd,  którym kieruje prezes (nazywano go wtedy pierwszym sekretarzem) jedynie słusznej partii.
Nie o via Francigena będzie, choć można by ją do wędrówki wzdłuż Francigena porównać. Jest na swój sposób, tak jak  i Francigena, nieczytelna. Bo obydwie w historii zanurzone, a przez to utytłane w kontekstach, metaforach, cytatach choć Francigena to teraz tradycja, skansen w którym celebruje się przeszłość, a ta nowa jeszcze w budowie, choć jej zarysy już widać.

Via Francigena prowadzi z Paryża do Rzymu, nowa trasa zaczyna się w Wenecji, obiega Weronę, skręca do Palermo by przeskoczyć granicę i skończyć na górze w Szwajcarii.  Dlaczego tak? Bo w Wenecji zaczynał karierę Carlo Scarpa, w Wenecji studiował Mario Botta, choć Szwajcar najprawdziwszy. Tymczasem, może dzięki Wenecji, a może dzięki naukom Scarpy, architektura Botty nasączona jest Italią. Przeczytałam gdzieś, że obiekty Botty mówią estetyką włoską. Nie mam zamiaru z tym twierdzeniem polemizować.

mistrz - uczeń mistrza
 Mistrz
Podświetlone popiersie zawieszone na niewidocznym wsporniku, biała twarz na tle białej ściany, fragment portalu jako rzeżba? I jeszcze użycie światła w przestrzeni wystawowej, woda jako element architektoniczny. To cytaty ze Scarpy.

Chodząc po współczesnych muzeach nawet sobie nie zdajemy sprawy, ile ich wnętrza zawdzięczają Carlo Scarpie,  uważanemu za jednego z najbardziej wpływowych architektów XX wieku, choć edukację skończył na poziomie kreślarza. Oczywiście pojawiają się głosy pytające o sensowność tytułowania architektem kogoś, kto nigdy nie zaprojektował budowli od podstaw. Nie mniej jednak przestrzeń wystawowa Olivetti zaprojektowana przez Scarpę jest studiowana przez studentów architektury tak, jak studiowane są święte księgi.

Księgi święte
W Wenecji znajduje się też odrestaurowany przez Scarpę pałac Querini Stampalia. Drzwi dzielące przestrzeń pałacu nawiązują do kamiennych okiennic Torcello. Zestawienie cegły z ze szlachetnym marmurem, to też cytat z weneckiej architektury. Dla Querini Stampalia odtworzył technikę stucco lucido (tynków z połyskiem). Z resztą stucco lucido stanowi główny element dekoracyjny w innej realizacji Scarpy - wnętrzu Banca Populare w Weronie. I mogłabym tak dłużej: o jego umiejętności rysowania jednocześnie prawą i lewą ręką, co może nie miało wpływu na jego pozycję jako architekta, ale za to świetnie nadawałaby się do świeckiej hagiografii, ale nie mogę nie napisać o Palazzo Abatellis (Palermo), Castelvecchio (Verona) i muzeum Canovy w Possagno. W tym ostatnim Scarpa poustawiał białe marmury i białe gipsy na tle białych ścian. A do wnętrza zaprosił światło by światłocienie dodawały innego wymiaru.

I te klocki
Przede wszystkim powyciągał utytłane klocki: łuki stare, częściowo pogryzione przez mole, fragmenty fryzów, tympanonów, rzeźby poutłukiwane i pokazał jak je ustawiać. Nie pod ścianą, i nie w grupach jak wycieczka szkolna na przymusowym spędzie do muzeum, ale każde osobno. Nie terapia grupowa a indywidualna, często z eksponatem zajmującym centralne miejsce tak, by widz mógł obejrzeć go z każdej strony (Palazzo Abatellis, Palermo)

CTR-V
ciął też.  Od-dziewiętnastowiecznił Castelvecchio w Weronie, wycinając schody wybudowane przez Francuzów, Odsłonił mury, pokazał nakładanie się stylów, a w komnatach powykruszane fragmenty łuków drzwiowych pozostawił tak jak były, bez prób rekonstrukcji brakujących fragmentów. A więc sztuka w konteście, czas jako współtwórca, widz dostawiający w wyobraźni brakujące klocki.

Cytat
W końcu wybudował  grobowiec - epitafium, grobowiec godny współczesnego faraona, a przede wszystkim grobowiec - cytat. Portal jak do katakumb, woda jak Styks, choć płynącej po niej łodzi Charona już nie zrealizował, kompleks rozrzucony po 25 metrach powierzchni jak Dolina Królów. I w końcu w sąsiadujące ze sobą cementowe płyty wtopił małe  stalowe łuki górnej części okularów przez które odwiedzający kieruje wzrok na na wioskę z której pochodził zmarły faraon z małżonką (grobowiec Giuseppe i Onoriny Brion-Vega, San Vito d'Altivole).

Mario Botta też cytuje. Niekoniecznie z betonowym rozmachem, ale cytuje. Na przykład średniowieczną piazzę, najpierw w kompleksie muzealnym Il Mart w Rovereto, a później w Area Appiani w Treviso. Kolor tufy i trawertynu do Santa Maria degli Angeli na Monte Tamaro, a przede wszystkim biało-czarne pasy i portal katedry z Pistoi w kapliczce górskiej. Tak kapliczka w Mogno- Fusio jak i katedra w Pistoi są pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.


Plan zwiedzania

Mario Botta

Carlo Scarpa
I kto mi teraz powie, że tylko średniowiecze i tylko przeszłość się liczy artystycznie? A więc ostatnie słowo należy do mnie!

====
lektury:
Carlo Scarpa. Monograph, Robert McCarther, wyd. Phaidon
Mario Botta, Philip Jodidio, wyd. Taschen
Encyclopedia of Contemporary Italian Culture, ed. Gino Moliterno, Routlege University Press
Dictionary of Architecture, James Steward Curl, Oxford University Press
Contemporary European Architects, Taschen


foto: João Amaral, Günther Bogensberger i Enrico Cano

Radicchio z Treviso najlepiej smakuje z grilla, skropione oliwą i posypane gruboziarnistą solą. Inny specjał Treviso, Giuliano Carmignola, dobry jest z dysku, ale najlepszy na żywo, nawet wtedy, gdy ciągnąc smyczkiem po stradivariusie, ciągnie barokowy dzwonek komórki Nokii, czyli Cztery Pory Roku Vivaldiego.
Treviso od najsmaczniejszej strony

W ubiegłą sobotę byliśmy w Salzburgu, właśnie na koncercie Carmignoli, ale ponieważ nie wypracowałam języka pisania o muzyce i czytanie nut nadal idzie mi kiepsko, więc omawiania ritornelli, arpeggi i tremoli nie będzie. Będzie natomiast o narodowości.


Z programu koncertu dowiedziałam się, że Vivaldi - z racji miejsca pochówku - był prawdziwym Austriakiem. Pochowano go w Wiedniu -  i nie tak, jak Mozarta, w mogile zbiorowej - a na cmentarzu w pobliżu Karlskirche. Cmentarza już nie ma, stoi na jego miejscu politechnika. Dom, w którym Vivaldi zmarł, został wyburzony sporo lat temu by na jego fundamentach wybudować Hotel Sacher. Tak więc w Wiedniu Vivaldi niby jest, a go nie ma i co najwyżej można udawać, że duch rudzielca szwenda się między budową silnika a całkami, lub podaje kawałek tortu czekoladowego. Najlepsze szczątki Vivaldiego ma jednak Turyn, a nie Wiedeń, gdyż to na piemonckim, a nie austriackim, strychu znaleziono najwięcej rękopisów Vivaldiego.

Ponowne odkrycie muzyki Vivaldiego przypisuje się Fritzowi Kreislerowi, urodzonemu w Wiedniu muzykowi i wirtuozowi, który znany jest nie tylko z koncertu inspirowanego muzyką Vivaldiego, ale chyba przede wszystkim z kandencji koncertu skrzypcowego Beethovena, innego słynnego Austriaka....sam Fritz Kreisler, choć urodził się w Wiedniu,  był jednak Amerykaninem. Zmarł bowiem w Nowym Jorku ;)




add Chioggia

Altino zasiedlało Torcello i Burano, Aquileia - Grado, a Treviso - Rialto i Malamocco. Natomiast Chioggię zbudowali uciekinierzy z Ferrary. Tak mówią źródła. Ferrary w Chioggi doszukać się nie doszukałam. Wenecji też w dawkach homeopatycznych: trochę okien, brama z weneckim lwem i mosty spinające dwa brzegi Canale Vena. Ale Chioggię polubiłam dla samej Chioggi.


Marketingowcy i specjaliści od piaru sprzedają Chioggię jako drugą Wenecję. Co obraża i Wenecję i Chioggię. Wenecja jest tylko jedna,nie występuje w trzech osobach. A Chioggia do Wenecji nie musi być porównywana.

Do sprzedania Chioggi, Chioggia wystarczy.  Co prawda nie dorobiła się fortuny, przez całe swoje średniowieczne i renesansowe życie opierała się Wenecji, gospodarczo i politycznie  związując się z Bizancjum i Bałkanami. Tak więc nie ma w Chioggi Ca D'Oro, ale też nie ma fresków bizantyjskich.

Więc co jest?


Jest urok, prowincjonalny, ludzkich rozmiarów. Jest poranne syczenie ekspresów do kawy, skrzypienie okiennic i szuranie mioteł. Są trzy kanały ciągnące się wzdłuż najstarszej części Chioggi, Isola Cartieri: Canale Lombardo, S. Domenico i najmniejszy Canale Vena. Ten ostatni składający mapkę Chioggi wzdłuż. Nad Canale Vena mosty. Dziewięć mostów jak agrafki. Każdy z nich kamienny. Ponte Vigo, tuż przy nabrzeżu, kojarzy się z mostami Wenecji. A przy Ponte Peschiera leży Piazza Granaio, miejsce cotygodniowego targu rybnego, mniejszego od wspomnianego przy innej okazji wielkiego targu, a właściwie giełdy, na Isola dei Cantieri.



I jeśli o rybach i Chioggi mowa, to każdego roku w lipcu, miasteczko świętuje ryby i owoce morza. W tym roku Sagra di Pesce przypadła na 12-21 lipca. Nie byłam. Może będę. I wtedy napiszę.

I to byłoby wszystko co miałabym do powiedzenia o Chioggi. Przynajmniej w tym roku :D

====
Ryby i inne wrażenia
między barene* Torcello mieszka 15 osób i stado bezpańskich kotów. Liczbę osób podaje Commune di Venezia. Kotów nie uwzględnia się w statystykach. Szukałam, pisałam, nikt nie wie ile kotów mieszka na Torcello. Wiem jedynie, że koty są pod ochroną, opiekuje się nimi organizacja Dingo, która chore koty izoluje na oddziele zakaźnym na Malamocco, a czarny kot jest puentą w  miejscowej legendzie o patriotyczno-religijnej wymowie:
Dawno temu była sobie dziewczyna, która zakochała się w austriackim żołnierzu. Rodzina, nie mogąca znieść upadku patriotyczno-moralnego dziewczyny, zamordowała austriackiego kochanka. Dziewczyna zaś udała się po pomoc do czarownicy. Ta kazała dziewczynie popłynąć na Torcello. Tam, wśród chaszczy i mokradeł, tuż przy kamiennym moście, czarownica odczyniła swoje ryty i przywołała diabła.  Diabeł obiecał oddać austriackiego kochanka, ale w zamian chciał zapłaty w duszach: 1 dusza co siedem lat. Ubito targu. Kochanek wrócił do życia i odszedł w siną dal z dziewczyną by żyć długo i szczęśliwie. Mniej szczęścia miał diabeł: zanim doszło do spłaty pierwszej raty, czarownica zmarła i nie było nikogo, kto mógłby zanieść duszę na most. Od tego czasu, co siedem lat, w dniu 24. grudnia, gdy na niebie pojawia się pierwsza gwiazdka, na kamiennym moście w Torcello pojawia się czarny kot szukający należnych mu dusz....
pomocnik diabła
Tyle legenda ocierająca się o bluźnierstwo z tą pierwszą gwiazdką w dniu 24. grudnia. Dusza ofiary przemocy znajduje się w rękach diabła z tylko powodu przynależności narodowej. Zaś sam diabeł jest bankowcem. Pytanie tylko, którego banku?

======
* barena (l.mn. barene) to wenecki odpowiednik cespuglio, czyli chaszczy, zarośli
Wenecja przypomina rybę. A wyspy laguny wielką ość. Albo inaczej: linia brzegowa tworzy łuk, którego cięciwą są wyspy będące granicą między laguną a morzem. Albo jeszcze inaczej: zaczynaliśmy od ryby i kończyliśmy na rybie.


Codziennie podróżowaliśmy z Chioggi do Wenecji. Najpierw vaporetto, płynące wzdłuż Pellestriny, długiej, chudej i przeźroczystejj jak ość: pas kamieni, ścieżka rowerowa i betonowy falochron. Przy zgrubieniu, w okolicy cmentarza na Pellestrinie, przesiadaliśmy się do autobusu, kierunek Lido.

Gdy autobus wjeżdżał na traghetto, barkę, która miała nas przewieźć na drugą stronę Porto di Malamocco, żegnaliśmy się nie tylko z Pellestriną, ale też  z językiem ichtiologii, bowiem Malamocco i Lido kształtem przypominają kość udową homo sapiens: autobus zjeżdżał z traghetto na fossa intercondylaris (dół międzykłykciowy), mknął po labium lateralis, głównej ulicy Malamocco, i choć nie udało mi się rozpoznać, w którym momencie Malaccomo przechodziła w Lido (a powinna, kiedyś były to dwie wyspy), wysiadaliśmy przy trochanter minor (Lido San Nicolo). I wraz z vaporetto Lido-Venezia płynnie przenosiliśmy się ponownie ze świata ludzkiej anatomii do ichtiologii. gdyż wysiadaliśmy na przystanku Arsenale, a więc tam gdzie kończy się ciało ryby, a zaczyna płetwa ogonowa. Od Arsenale, wzdłuż murów starego arsenału i dzielnicy w której kiedyś mieszkali rzemieślnicy budujący weneckie galery*, wędrowaliśmy w poprzek ciała ryby by przy Fondamenta Nove, czyli tam gdzie kończyła się płetwa grzbietowa, wsiąść na inne vaporetto. Lub popatrzeć na cmentarz, który z Fondamenta Nove widać jak na dłoni (palmus manus).


Chioggia, w przeciwieństwie do Wenecji, żyje z rybołówstwa. W soboty i w niedziele w Chioggi pojawiają się właściele łódek, szykujący wędki i sieci.Niezależnie od dnia tygodnia, wzdłuż Fondamenta San Domenico stoją, jeden za drugim, kutry rybackie: nowe, stare i te rozsypujące się. Duże i mniejsze. Pachnie rybami. Po drugiej stronie mostu San Giacomo, na Isola dei Cantieri, jest wielki targ rybny,  Pewnie można tam kupić ryby wielkości Wenecji :D

* Nazwa galera pochodzi od greckiego słowa galea, które być może pochodzi (zgody językoznawców nie ma) od galeos, co oznacza małego rekina. A

======
inne linki: Porto di Malamocco, kość udowa, o galerze w polskiej wiki, łącznie z hipotetyczną etymologią podawaną jako pewnik.
gdy Wenecja nie była jeszcze Wenecją, a łachami piachu porośniętymi trzciną i krzakami, czyli wyglądała tak jak obecnie wygląda Torcello, Torcello było tym czym obecnie jest Wenecja, a więc centrum Laguny, cywilizacyjnym, ma się rozumieć.



Początkowo Torcello było, by użyć współczesnej terminologii, obozem dla uchodźców z rzymskiego Altinum, uciekających przed Barbarzyńcami.  Potem przed dwa wieki nie działo się nic poza wielką powodzią zwaną Rotta della  Cucca, z 17. października 589, pierwszej historycznie udokumentowanej acqua alta, opisanej przez historyka Lombardów. Oczywiście oprócz Wielkiej Wody Torcello zalewały fale uchodźców, o tej pierwszej już wpominałam, potem nadciągnęły następne, tym razem uciekających nie przed Attilą, a przed Lombardami i Frankami. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to dzięki Lombardom i Frankom Torcello stało się centrum Laguny. Wyspa się zaludnia, a mieszkańcy zbijają fortunę na produkcji soli i na pośredniczeniu w handlu z Bizancjum. W w 638 na wyspę przenosi się biskup Altinum. Od tej daty przez następne 300 lat, Torcello kwitnie. Powstają pałace i kościoły, miasto ma ponad 10 tysięcy mieszkańców.

Zdjęcia: Jacqueline Poggi, Vincent, Daniel Daranas i MIchael Day

Z okresu świetności pozostały do naszych czasów jedynie resztki: katedra Santa Maria Assunta,  kościół Santa Fosca i Palazzo del Consiglio (zwanego też Palazzo della Podesta), katedrę wybudowano w VII wieku, przebudowano w 1008 roku. Santa Fosca i palazzo to też wiek XI czyli wiek, w którym dobra passa Torcello dobiegała końca. Trudno powiedzieć co było początkiem końca: malaria? Rosnące wpływy weneckie? A może zmiany geologiczne uniemożliwjące produkcję soli l? A z resztą, czy jest to istotne? Torcello wymierało przez następne cztery wieki, a ostatecznego aktu zniszczenia dokonała nie przyroda, a barbarzyńcy. I nie ci,przed którymi uciekali mieszkańcy Altinum, a ci z drugiej strony Laguny: przez wiele lat Wenecjanie traktowali zabudowę Torcello jako skład materiałów budowlanych. Cud, że ocalało cokolwiek. A ocalały i kamienne mozaiki na posadzce i 18 marmurowych greckich kolumn oddzielających boczne nawy. Zachowały się również mozaiki ukończone zanim położono pierwszą tesserę w bazylice św. Marka. Nad głównym ołtarzem, zamiast tradycyjnego Chrystusa Pantokratora, króluje Matka Boska z Dzieciątkiem, prawdopodobnie dzieło artystów z Konstantynopola. W kaplicy po prawej stronie jest Chrystus z Archaniołami i świętymi Ambrożym, Augustynem, Marcinem i Mikołajem, ciut prymitywniej, gdyż znacznie wcześniej wykonani, a na ścianie zachodniej można podziwiać Sąd Ostateczny, a właściwie jego fragmenty, bowiem w XIX wieku odrestaurowano mozaikę, odrywając jednocześnie jej fragmenty i zastępując nieudoulnie wykonanymi kopiami. Z oryginalnej mozaiki zachowało się jedynie  Piekło.

Co za trafna metafora.


======
O zabytkach Torcello po polsku , nie zgadza mi się jedynie datowanie Palazzo del Consiglio, gdyż moje źródła podają XI-XII wiek.

Ceny i godziny otwarcia można znaleźć na stronie Veneto Inside Połączenie z Torcello warto sprawdzić na stronie ACTV. Na przykład od sierpnia na Torcello płynie 12., jest to linia eksperymentalna, a więc jest możliwe, że ją skasują. Myśmy przesiadali się na Burano.
Kiedyś było dobrze. Zasady mieliśmy dokładnie opisane: jak mazał po płótnie, to był Artystą. Jak dziobał w kamieniu, to też był Artystą. A jak ktoś wydziabane w kamieniu matki z dzieciakiem i wenusy ze skrzydłami pomalował na kolorowo, to nie był Artystą tylko rzemieślnikiem. I to takim samym jak ten, co heblował meble i malował ściany.

Potem się to pozmieniało, boży porządek rozwalono teorią ewolucji i przy okazji okazało się, że z gatunku rzemieślników wyewoluowały dwa nowe: tych co produkują i tych, którzy wymyślają rzeczy do produkowania. A gdy przyzwyczajaliśmy się do producentów i projektantów, przyroda (bo bóg już wtedy nie żył) zrodziła Marcela Dauchampa, przedstawiciela homo sapiens, kuzyna małpy i nosiciela genów neandertalczyków, który zaprojektowany i wyprodukowany przedmiot nazwał dziełem sztuki, a więc dziełem Artysty. No i poszło w dół jak lawina: puszka zupy pomidorowej na obrazie, Michael Jackson z małpą, i to nie stworzony przez kogoś kto wiedział jak dziubać w kamieniu, tylko przez faceta z pomysłem, który zlecił wykonanie figurki włoskim rzemieślnikom.
Wewerka

Projektant (a może już Artysta?) tworzy krzesło, które niezbyt nadaje się do siedzenia i dlatego nazywa się Golgota (chociaż oficjalnie miało ono komentować sytuację społeczną), a niektórym, w tym i mnie, wydaje się być Całunem Turyńskim na użytek codzienny. Jeszcze inny  artysta (a może nadal projektant?) rozciąga krzesła, wbija je w mur, nakazuje im falować. Czyli bawi się złudzeniami optycznymi, które do sztuki malarskiej wprowadzili Artyści dawno, dawno temu. Tylko że wtedy Artyści na płótnie, tynku lub desce malowali tak, że widzieliśmy wszystko jak żywe: i łuki i kolumny, widoki z okna na krajobrazy, kopuły i aniołki z kwiatami na balustradach, a te nowe pikasy z optyką robiły z ludzi balona tworząc nie tylko obrazy malowane kropkami, ale też takie w czarne pasy, od patrzenia na które mieszało się w głowie.

i Rehberger
Niektórym tak się pomieszało, że nie wiedzieli już czy są artystami, projektantami czy może nadal rzemieślnikami i zaczęli swoje pikasy malować po ścianach, sufitach oraz podłogach. A że nadal czuli, że im wolno ciągnąć sobie łacha z odbiorcy lubiącego Hołd Pruski, więc pikasy we wnętrzach robili na krótko. Zanim człowiek znalazł adres i gotowy był  do protestu, wnętrze zniknęło. A Artysta szedł mieszać w mózgach gdzie indziej.

No dobra, ale co to ma do włoszczyzny? Ano ma, bo Golgotę zaprojektował Gaetano Pesce, który studiował w Wenecji. W Wenecji też, z okazji Biennale, powstał opisany przeze mnie bar. Bar ten już chyba nie istnieje* , ale jego twórca, Tobias Rehberger, malował pikasy w innych miastach: artystyczną interpretację baru Oppenheimer z Franfurtu stworzył w Nowym Jorku (krótki żywot zakończył w połowie lipca), teraz  ma kawiarnię w Baden-Baden. Sama Wenecja, jak wszyscy wiemy, nie tylko buntowała się przeciw władzy papieskiej, długo nie chciała wpuścić do siebie inkwizycji i jeszcze drukowała brzydkie książki z listy ksiąg niedozwolonych, nic więc dziwnego że nagrodziła Rehbergera. 

Ale jakby ktoś chciał jego sztukę oprotestować z powodów obrazy estetyki i burzenia praw naturalnych, tak jak oprostestowano rzeźbę Maurizia Cattelana, to proszę bardzo: wystawa w Staatliche Kunsthalle otwarta jest do listopada. Może warto na protest wypożyczyć Hołd Pruski?

=======
* na stronie Palazzo delle Esposizioni (i innych stronach poświęconych temu wnętrzu Rehbergera) nie znalazłam potwierdzenia, że wnętrze nadal istnieje, natomiast Artek, sponsor wnętrza, twierdzi, że jest to stała wystawa.

** Zdjęcia wnętrz T. Rehbergera pochodzą z Biennale, baru Oppenheimer w Nowym Jorku, kawiarni w Baden-Baden i z wystawy Artek, natomiast zdjęcia krzeseł Stefana Wewerki robiłam w monachijskiej Pinakothek der Moderne.

Jak się znęcać nad czytelnikami, to do końca. I jak śruby przykręcać to na maksa. A więc dzisiaj znów o restauracjach neptuna. Tym razem z Chioggii.

Recepjonista zaznaczył na mapie cztery restauracje godne polecenia. Odwiedziliśmy dwie. Obydwie doskonałe.


W Osteria da Nicola nie podaje się menu. Kelnerka (lub kelner) mówi co można zjeść, sugeruje odpowiedni zestaw i podpowiada, jakie wino pasuje. Potrawy są proste: mule w pikatnym sosie pomidorowym, dentice (kielczak) w puree ziemniaczanym, canestrelli* z sosem cebulowym, przegrzebki z pieprznym maslem, chrupiące fritto z kwiatów cukinii i owoców morza, cały okoń morski z grilla w wersji dziewiczej, a więc bez sosów i bez dekoracji.

canestrelli

La Taverna to Osteria da Nicola kulinarnie piętro wyżej. Misticanza di verdure i pesce podano tak, że ośmiornica była ciepła, ale mieszanka sałat pozostawała świeża i chrupiąca. Bucattini z bułką tartą, sardelami i orzeczkami piniowymi do klasyki potraw Laguny może i nie należą, ale i tak JC talerz wylizał. A. chwaliła sobie pieczoną w pergaminie flądrę z warzywami, a mnie mowę odjęło po pierwszym kęsie kalmara w grilliata mista, choć - teoretycznie - nic w nim niezwykłego nie było: kawałek zwierzyny z grilla, smak dymu, trochę soli, kropla cytryny. W Da Nicola tiramisu przypominało konsystencją semifreddo, w La Taverna sorbet melonowy i ciasto francuskie z truskawkami i czekoladą były świetne. Obydwie restauracje bardzo polecamy, Tańsza jest Da Nicola, ale i w La Taverna ceny mają mocno nieweneckie, choć woda mineralna była, moim zdaniem, droga. Do 3 euro za 3/4 litra San Pellegrino jeszcze nie przywykliśmy.

Ristorante La Taverna
Via Felice Cavallotti
Chioggia
tel. 041 401 806

Osteria da Nicola
Fondamenta S. Domenico
Chioggia
041 408 029

Rezerwacje wymagane, zwłaszcza w week-end. Dodatkowym plusem La Taverna jest przyjemny taras.

=======
* canestrelli - rodzaj jadalnych skorupiaków, wielkością przypominających sercówki, kształtem muszelek - przegrzebki. Kelnerka powiedziała nam, że to miejscowa specjalność. Nazwy nie udało mi się potwierdzić. Wujek google zna jedynie ciasteczka canestrelli.



Kiedyś mówiło się a Kodak moment, nadaje się do albumu rodzinnego, i strzelało zdjęcia aparatem z filmem kodaka. Tymi z ciepłą gamą kolorystyczną. Czasy się zmieniły. Kodaka kupują zapaleńcy fotografii analogowej, reszta łapie życia ajfonem. A w tle przygrywa Nokia tune :D 

  • Przy Redentore tłukł się facet. Najpierw sprawdzał reklamówkę znajomej: co ty, kurwa, nakupowałaś? Potem rozpoczął licytowanie ze znajomym: co wy chuje wiecie o Wenecji ja tu wszystkie kurwa zakątki znam. Wsiadł na to samo, co my, vaporetto i ustawiał tłum: nie widzisz że pani jest z kulą pora wstać i ustąpić miejsca (to do nastolatki ze słuchawkami). PROSZĘ się przesuwać do tyłu, bo ludzie nie mają gdzie stać (to przy San Marco). Wysiadł na przystanku Arsenale i dołączył do grupki mężczyzn rozłożonych na trawie pod drzewem. Słychać syczenie otwieranych puszek z piwem i jego głos: bo ja wenecju znaju. Czy jakoś tam.

  • Pani z Los Angeles:
    What's the deal with all those churches (o co chodzi z tymi wszystkimi kościołami?)
    Pani nie mogła doczekać się wypłynięcia do Palermo. Wenecji miała dosyć. Zapewne znała się z X., o którym pisałam niedawno.
  • Zatłoczona jedynka. Z prawej, nadające głośno podziwiające, nad głową brzęczenie innych podziwiających. Z lewej, starsza kobieta obserwująca miasto. Zapytałam czy nie dekoncentruje jej hałas? Ja pracuję w szkole, odpowiedziała i wróciła do patrzenia. 

X. ma dosyć Wenecji. Był w niej ze dwadzieścia razy, a więc o jakieś 19 razy za dużo, by się czegoś nowego dowiedzieć.. Rozumiem X.  Przeładowanie materiałem. Ile razy można patrzeć na różowo-biały pałac dodżów, białą bryłę Redentore, pasek Giudecci, San Giorgio Maggiore wynurzający się z wody?



Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że X. bredzi, bo Wenecja nie może się znudzić. Ja z kolei twierdzę, że X. twardy dysk się zawiesił. Bo Wenecja oglądana po raz kolejny jest nadal zajebistsza od zajebistych. Wystarczy tylko zresetować wyobraźnię. A na Giudecce zauważy się wtedy zakład oczyszczania miasta, w Cannaregio magazyny z ręcznie malowanymi logo Spar, McDonald'sa, real i wirtual w oknach, a w sestiere Castello - ogłoszenie o ekologicznym pochówku. Natomiast w zatłoczonym vaporetto zauważy się pana z obsługi, który mógłby pozować dla Missoni, Prady i Vuittona razem wziętych. Albo grać główną męską rolę w moim  erotycznym śnie z Wenecją w tle.

X:zresetowana w Wenecji wyobraźnia przydatna jest też we Włocławku, Kaliszu, Brodnicy, Koszalinie, Tomaszowie,  Kielcach i w Radziejowie Kujawskim :D




moment na heinekena

Nad rzeką stoi dom,
Który zbudował Tom.

To jest pies podwórzowy, Burek,
Który szczeka na cały dom,
Który zbudował Tom.

A to jest kot z podwórka,
Który podrapał Burka,
Który szczeka na cały dom,
Który zbudował Tom. 

I tak dalej. 

Tyle że nie dom, a statek. I nie nad rzeką, a w porcie Wenecji. I nie Tom, tylko Gianluigi Aponte, właściciel Mediterranean Shipping Company. Statek nazywa się MSC Divina (podobno na cześć Sofii Loren) i jest w pierwszej dziesiątce największych statków rejsowych. 


godzilla w Wenecji

Szczeka nie Burek, a Venice in Peril, organizacje eko różnej maści, UNESCO oraz komitet No Grandi Navi. Ci ostatni, jak kot który nie podrapał Burka ale chciał podrapać Toma, próbują blokować dostęp wielkich statków rejsowych do portu w Wenecji. Jest oczywiście piketowanie 'nie wchodź na ten statek', ale też są i potarczki z policją. Tak No Grandi Navi jak i Venice in Peril twierdzą, że tego rodzaju turystyka zagraża Wenecji i ekosystemowi laguny. I podają fakty: statki rejsowe odpowiedzialne są za 14-15% spalin. Pogłębianie kanałów przelotowych by wielkie statki mogły zawijać do portu zmienia ekosystem laguny, ubywa terenów podmokłych, zwiększa się zasolenie (więcej wody morskiej niż wody z rzek), acqua alta jest bardziej alta, zalewane są coraz większe obszary miasta, a że woda bardziej słona...itd...itd.

W sobotę po południu Divina ruszyła kanałem Giudecci. Straszyła z daleka: wlokła się jak wielkie blokowisko, wisząc nad niewysoką zabudową nabrzeża: 333 metrów długości, 7 pokładów, 1637 kabin, 5 i pół tysiąca mieszkańców (w tym 1300 załogi), którzy wylegli na pokłady. Machali co prawda do nas, siedzących nisko nad wodą, ale jakoś nikt nie kwapił się by im odmachnąć. Najwyraźniej na vaporetto 5.1 byli ci, których nie kręci podróżowanie hotelem na falach, w którym - jak twierdzi jeden z komentujących na forum miłośników tego rodzaju urlopów - wszystko można znaleźć pod jednym dachem: sklepy i restauracje, dancingi i baseny olimpijskie, korty tenisowe i centra odnowy biologicznej. I do tego doborowe towarzystwo. Jak twierdzi niejaki Mike, na rejsach poznaje się świetnych ludzi. A w miastach, chociażby takich jak Ateny, jest jedynie ścisk, tłok, kolejki do wszystkiego, smród i hałas. Oraz paskudne miejscowe restauracje, języki obce i w ogóle jest zbyt miejscowo. Znałam kiedyś jedną panią, i to młodą, która z przekąsem wyrażała się o Polsce B i blokowiskach. Ale sama popłynęła na rejs karaibski, właśnie blokowiskiem takim jak widziana w Wenecji Divina.

Następny rejs Diviny rozpocznie się 13. lipca. Wenecja - Bari - Katakolon  - Izmir i Istambuł  - Dubrovnik - i powrót do Wenecji 20. lipca. Ma ktoś ochotę jeśli nie na rejs, to chociażby na piketowanie? Bo ja tak. A ponieważ nie mam 1500 euro na łóżko w najtańszej kabinie, więc chyba zdecyduję się transparent: 'Ziomale pozdrawiają karki z blokowiska'

Wiersz Jana Brzechwy ze strony http://www.wiersze.annet.pl/w,,8804


Powered by Blogger.