Showing posts with label Szwajcaria. Show all posts
Showing posts with label Szwajcaria. Show all posts
Żeby nie było, że realizuję zamówień: foremki narodowości szwajcarskiej, nabyte w Sankt Gallen na Neugasse 51. Sklep Pro Table

Bardzo lubię mieszkać przy granicy, zwłaszcza jeśli graniczy się z kilkoma państwami. Do Salzburga mamy godzinę, do Czech 2, do Włoch i do Szwajcarii 3. W sobotę wybraliśmy się do Sankt Gallen. Pojechaliśmy kupować foremkę do wykrawania pierników. Foremkę w kształcie liścia marijuany. Przy okazji obskoczyliśmy kilka sklepów z meblami i designem, zakupiliśmy czekoladki na prezenty, zajrzeliśmy do katedry (wnętrze na zdjęciu) i upewniłam się, że pierwsze wrażenie było prawdziwe: rzeczywiście sztukateria wygląda jak zielone futerko na sadzawce.

Obejrzeliśmy przy okazji targ warzywny, poznałam nowy parking bliżej centrum i zajrzałam do Migros. Mają double cream 40-ileś % tłuszczu (u nas o czymś takim mogę jedynie pomarzyć), pięknie opakowane czekoladki, sosy, przyprawy. Chyba trzeba się będzie wybrać na zakupy do Sankt Gallen.

A w przyszłym tygodniu, jeśli pogoda dopisze, wybieramy się do Czech. Może tam też mają Migros?
bardziej znany z obrazów, zwłaszcza tych z okresu abstrakcyjnego ekspresjonizmu. Jednak rzeźbił też. I to dobrze, jak widać ze zdjęć mniej dobrych.

się w kulturalnym towarzystwie: Alexander Calder, Ellsworth Kelly, Renzo Piano.

powróciłam z z weekendowej podróży do tytułowej Bazylii (tak mi się kiedyś nazwało Bazyleę i tak już zostanie) i Linzu nad Renem. W sinusoidzie podróży zahaczyliśmy o Weil am Rhein i krzesła braci Campana w muzeum Vitry. Przy okazji urzaądziliśmy sobie bardzo przyjemną majówkę w zdziczałym sadzie w okolicach Vitry. Było 30 stopni w cieniu, nawet robakom nie chciało się pełzać i gryźć, więc mogliśmy się rozłożyć w cieniu jabłoni z domową foccaccią, kurczakiem, sałatką ziemniaczaną i marynowaną fasolką.

Z targu staroci w Linzu przywieźliśmy 3 łyżki drewniane, jedną drucianą postawkę pod garnek, emaliowany chlebak, emaliowane wieszadło na wazówki i jeden młynek do gałki muszkatułowej. Jutro porobię zdjęcia, pochwalę się-jeśli nie ich jakością fotografii-to przynajmniej nabytkami.

Widzę, że pisanie bloga na pilota zupełnie skuteczne jest, posty poszły jak trzeba, bez zawieszania. Tak więc i przypadkowa próba mikrofonu okazała się skuteczna. Mogę spokojnie jechać na miesiąc do Ginestry.
Powered by Blogger.