Showing posts with label dom. Show all posts
Showing posts with label dom. Show all posts
Z  letargu wybudziła Ginestrę walka o utrzymanie szkoły, którą - w ramach szukania oszczędności - wójt zamierzał zamknąć, w zamian ofiarując zespół szkół, z siedzibą w Monteleone. Ginestra argumentowała, że to ona ma największą szkołę w okolicy, wybudowaną społecznie i o 5 lat wcześniej niż ta w Monteleone. I Ginestra walkę wygrała. To do szkoły w Ginestrze dowozi się dzieci z okolicznych wiosek.

Obudzona z letargu Ginestra zdecydowała, że wydarzenia kulturalne, a więc obchody świąt różnych, powinny zostać odmłodzone. Nie obyło się bez ostrej wymiany zdań, bo niektórzy chcieli powolnej ewolucji, czyli zostawiamy tak jak jest a zmieni się samo. Druga strona argumentowała, że zmiany potrzebne są teraz, gdy jest szansa na zatrzymanie w Ginestrze młodych.

I tak kultura w Ginestrze przechodzi facelift. Folklorystyczna nuta nabrała międzynarodowego sznytu, czasami będącego porażką bo do bluesa Ginestra jeszcze nie dojrzała ;) i chyba nie dojrzeje. Raz że muzyka trudna, a dwa, że serce nie podskakuje radośnie do bluesowej liryki śpiewanej po angielsku z ciężkim włoskim akcentem.


Nowy był też konkurs na najlepszą szopkę. Szopki były różne: szydełkowa stajenka, święta rodzina z żarówek, otoczenie stajenki z kabli, recyklinowa szopka z buteleczek po actimelach, Jezusik z herbatników, Beltejem z kloców Lego. A więc i pomysłowo i nowocześnie. Głosy oddawane wyświetlano na ścianie domu koło poczty. I tylko samo oddawanie głosów okazało się radośnie staroświeckie: dwa rodzaje kartek wyborczych i ostry przedwyborczy lobbying: niektórym wyborcom wręczano wypełnione kartki do głosowania :)

Jako cudzoziemcy nie wpłacamy składek, nie uczestniczymy w walnych zebraniach i nie decydujemy o kierunku zmian. Ale możemy partycypować. I tak w sierpniu na rynku zawisną fotografie: Ginestra z okien Casa di Giuseppe (dosłownie i w przenośni)
dach nam się ugina. Nie, nie od śniegu. Sam z siebie się ugina, jakby chciał się złożyć w połowie. Wygląda na to, że winna jest pozioma belka nośna. Korniki może ją dopadły. Albo coś. Tak więc po pięciu latach spokoju wracamy do sprawy dachu. Wioska podsuwa pomysły. Robie cementowy? Będzie się trzymał na wieki.  A może stalowy? Też dobry. Dom się zawali, a dach będzie stał. Czy też chcecie melanż stali i cementu? Ta ostatnia, to sugestia Fabrizio. Stefano twierdzi, że lepszy będzie dach z drewna. Lżejszy, tańszy i kilka osób w Ginestrze nie tylko taki ma, ale są też z niego zadowoleni. Prawda jest jednak taka, że ja z cementu i stali robiona. Z kamienia i plastiku też. Ale nie z drewna. Ono kojarzy mi się  z warkoczami czosnku i miedzianymi rondlami dyndającymi nad stołem, ciepełkiem, choinką i światełkami.  Nie lubię gotyku, skosy mnie nie kręcą. I dodatkowe pytania utrudniające: jak rustykalny charakter skosów, belek, surowego drewna pożenić z marmurem, wysokimi drzwiami i oknami? I meblami, wesołej konfiguracji stylów i materiałów, od Ludwika Filipa poczynając na Mario Belllinim kończąc, robiąc krótki objazd przez włoski styl rustykalny okresu międzywojennego, francuską secesję i czyjś garaż?

Tak więc moglibyśmy ten drewniany dach mieć, skosy również, pod warunkiem że ktoś dałby mi gwarancję na piśmie, że nie zepsuję tego co mam, a więc nie przerobię Casa di Giuseppe na dom bawarski :)

co ZAA zrobili

I znalazłam inspiracje, domy ze strony Zanon Architetti Associati*. Wyswatano w nich drewno z cementem, terakotowymi podłogami, surową cegłą i stalowymi oknami. I to w domach, które ani rustykalne ani romantyczne nie są. Więc spróbuję i ja, gdy tylko zdecydujemy czy drewno ma być bielone czy raczej au naturel. I czy sztukujemy ściany cegłą czy może dajemy szkło? Na szczęście czasu na podjęcie decyzji mamy dużo. Na szczęście nie musimy zastanawiać się co z dachówkami. Te stare zostają....

* ZAA tworzą Mariano Zanon (1965), Alessio Bolgan (1976) i Bruno Ferretti (1974). Ich realizacje mieszkalne pochodzą z okolic Treviso, a więc niekoniecznie w stylu ginestrowym. Ale też Casa di Giuseppe leży bliżej Treviso niżby wynikało to z mapy.....


Krótka historia remontu:
  • materiał
  • pierwsze podejście
  • Kargul, dach i reszta, w porządku chronologicznym: 1, 2, 3, 4, 5, 67
  • jak to trzeba uważać co się wypisuje. W 2008 roku twierdziłam, że katedry w sypialni mieć nie będę :)


Lubicie krzesła? Bo ja bardzo. A właściwie MY bardzo je lubimy. Można nawet powiedzieć, że krzesła kolekcjonujemy. Ustawiamy je pod ścianami jak w poczekalni u doktora lub eksponujemy jak rzeźby.

O większości kolekcji mogę opowiadać godzinami: kto, kiedy, z czego i dlaczego. O innych wymarzonych krzesłach też. Z wyjątkiem krzeseł włoskich. O tych wiem niewiele z prostego powodu: są kundlami niewiadomego pochodzenia. I choć niektóre z nich należą do klasyki, niewiele o nich wiadomo. Chociażby meble takiego Carlo Mollino. jedne z najdroższych ze wszystkich vintage-ów tego świata, zaprojektowane specjalnie do wnętrz i produkowane w śladowych ilościach w małych warsztatach. Do tej pory nie udało się specjalistom stalić nazwiska rzemieślnika(ów). I chyba już nigdy nie będziemy wiedzieli kto wyginał sklejkę podtrzymującą szklany blat ławy z roku bodajże 1949.


O carlo mollino do naszej kolekcji możemy jedynie pomarzyć, ewentualnie zapłacić siedem tysięcy z kawałkiem na współczesną wersję biurka Cavour wypuszczoną na rynek przez Zanottę (notabene, najprawdopodobniej robioną w Polsce), ale mamy w Ginestrze krzesło z podłokietnikami, które - jak sprzedawca twierdził - należało do wczesnej kolekcji Kartella. Przez lat kilka siedzieliśmy więc na oryginalnym Kartellu, z czasów, gdy kartelle robiono z drewna a nie z plastiku :) Iluzję ekskluzywności rozwiała korespondencja Kartellem twierdzącym, że nigdy nie robili nic z drewna. I tak od wiosny tego roku, siedzimy na krześle Pamplona, zaprojektowanym przez Augusto Savino dla Pozzi. Nadal jednak nie wiem nic ani o Augusto Savino ani o Pozzi, udało mi się ustalić, że pamplony robiono z olejowanego lub lakierowanego drewna, na przykład orzecha, a siedzisko obciągano skórą. Nasze krzesło pociągnięte jest białą farbą olejną i obite szaro-oliwkowym welwetem. Czyli mamy kundla, który nawet przodkami z rodowodem nie może się poszczycić. W sumie pasuje do nas, i pasuje do Ginestry, gdzie kundli jest co niemiara.
ja, brunetti-montalbano
 
Jak na inspektorkę Montalbano przystało, wyśledziłam książkę o historii włoskich mebli. Mogę ją kupić jedynie z drugiej ręki za dwa tysiące euro. Niestety, w policji niewiele płacą, więc książki Montalbano mieć nie będzie. No i wcale nie jest powiedziane, że byłoby w niej cokolwiek o Augusto Savino, Pozzim i Pamplonie :)
Chętni na dom Viji i Patrika są Polakami z pochodzenia. Zaliczka podobno wpłacona. A więc na wigilię przemówimy do nowych sąsiadów po polsku?
Znani byliśmy. Mówiono o nas: to ci, co ogrzewanie zostawili włączone, to ci na niemieckich rejestracjach, i w końcu: to ci co łóżko zrobili z palet pomalowanych na biało! Ale sławni staliśmy się dopiero 26. grudnia o 18:57, gdy Pierluigi ogłosił nas z ambony.

Tak więc sławna jestem. JC też jest sławny, ale jakby mniej, bo nie rozumie co o nim mówią. A ja rozumiem. I tak wiem, że Pierluigi podziękował nam, że wspieramy społeczność, że uczestniczymy w życiu wsi, że napisałam o Ginestrze książkę i że przyjechaliśmy na koncert. Tak Pierluigi mówił z ambony, tylko ładniej mówił, płynniej i całymi zadaniami, jak to Pierluigi ma w zwyczaju, a ludzie, cały kościół ludzi, klaskał. Myślałam nawet, żeby wstać i się ukłonić albo coś, ale z końcu tego nie zrobiłam, bo mi to jakoś do tego namaszczenia z ambony nie pasowało.

No i okazało się, że sławna stałam się dzięki pochyleniu głowy i rumieńcowi, którym się oblałam. Od 26.grudnia slyszę: to chyba o tobie mówił Pierluigi? Albo, chyba lubicie Ginestrę, skoro ciągle tu przyjeżdżacie? Albo, czy chcielibyście mieszkać gdzieś indziej? I komentują: miło, że się tutaj tak podoba. Albo, taka ważna osoba, a taka skromna! Nie chwali się, nie wywyższa. Widzieliście, głowę pochyliła i nawet się zarumieniła...
falbanki, obcasy, imprezy i sesje fotograficzne


Tymczasem ja akurat zmieniałam ustawienia w aparacie. A rumieniec to zasługa gazowego grzejnika,  grubego płaszcza oraz świadomości, że na koncert przyszłam w poplamionej atramentem bluzce. W końcu zarumieniłam się ze wstydu, bo kilka dni wcześniej odpowiedziałam Pierluigiemu, że  'przede wszystkim przyjechaliśmy na koncert', gdy zapytał czy przyjechaliśmy na święta....

Dobrą stroną sławy jest to, że siedząca obok mnie kobieta, po upewnieniu się że rozmawia w wymienioną z ambony Mają, opowiadała o koligacjach rodzinnych maestro, który dawno temu biegał po naszej ulicy z majtkami w ręku. Ale, jak twierdziła moja rozmówczyni, już wtedy Pierluigi był persona dell'autorita. I dlatego mieszka tuż przy kościele, w siedzibie dawnej plebanii. Zaś za remont w niej opowiada Fabrizio, też sławny, choć z zupełnie innych powodów.


vintage i Trydent
Wasserbug, oliwa i zdechły bażant

Ginestra i wyszarpany królik
zatłoczone Murge

tak jakby komentarz (Rzym, Monachium, Norymberga)

wypłowiałe (Landshut, Oberschleissheim, Norymberga)
vintage, wysypisko, recycling



Todi


Darwin (Karolek), Brunetti (Bruno), Luce (Lucek) i Paola (Gwiazda)

od czasu do czasu siedzenie w światle reflektorów, ciepły kaloryfer na noc, popołudniowe drzemka na świeżym powietrzu, chwila na przemyślenie strategii. W razie potrzeby szybkie wycofanie się na upatrzone pozycje w szufladzie lub mocne pacnięcie łapy.

lubimy przyjeżdżać, bo zapach chemii domowej, którą G. wymyła podłogi, bo niedomknięte okiennice, uchylone okna, lśniące podłogi i wytrzepane dywaniki. Bo ciasto na stole. Czasami to ucierane,  z jabłkami, od Annamarii, a czasami crostata z konfiturą czereśniową od Leonilde.

W niedzielę bar Sport i pierwsze śniadanie urlopu: cornetti własnej roboty, przywiezione z innego domu, oddalonego o 998 km i 15°C. A do cornetti. cappuccino. To pierwsze, za darmo, na powitanie.....
chyba prędzej pójdziemy do piachu, niż skończymy Casa di Giuseppe. Chyba prędzej zbankrutujemy, niż urządzimy salon.


(nie)wątpliwie najpiękniejsza w Ginestrze
Przy Casa di Giuseppe dłubiemy przez cały czas: białe zasłony na kolorowe, raz zdejmujemy, a raz zakładamy pokrowiec na druciak Bertoii. Dowozimy stoliki, nadmuchane fotele, ustawiamy jedyny świecznik do zdjęcia. Wbijamy gwoździe na których wieszamy talerze i obrazki. Wymieniamy wazony obtłuczone przez lokalesów. Zmiatamy skorupy po zabytkowym wazonie i vintage-owej paterze.

Od kilku dni Casa di Giuseppe chwali się nowymi metalowymi oknami. Wizja lokalna w sobotę. I następny rachunek do zapłacenia. Nasze konto płacze krwawymi łzami, a ja razem z nim: chciałam w tym roku kupić sklejkowy fotel do salonu, powiesić lampę i zacząć zmieniać burdel na parterze w porządnie prowadzący się hol. Na 98% (jestem optymistką :)) nic z tego, bo LCW musi być vintage, a vintage Parentesi, tak jak i konto, ma być w czarnym kolorze. Na szczęście wioska nie rozlicza nas z niezrealizowanych projektów, a lokalesom wystarcza ciepły kaloryfer i przeszkolne do podłogi drzwi balkonowe, przez które można obserwować skaczące po balkonie ptaszki....

mieszkanie w Mantui
Archiplan Mantova
w ginestrowych salonach stoją ciemne stoły i sześć równie ciemnych krzeseł z siedziskami obitych pasiastym jedwabiem. Do kompletu są kredensy z wystawką porcelany i szkła, kilka obrazków świętych lub landszaftów nad komodami z ustawionymi na niej paterami, wazami lub wazonami. Te ostatnie z bukietami zasuszonych hortensji lub jedwabnymi różami.

Ewentualnie, zamiast landszaftu, na ścianach wiszą telewizory najnowszej generacji. Czasami w kącie stoi kanapa obita kremową tkaniną. Drewnianych podłóg i dywanów nie widziałam u nikogo, a odwiedziłam sporo domów, choć nie zawsze przesiadywałam w salonie. Niekiedy siedziałam w kuchni, przy stole nakrytym ceratą i podziwiałam ciąg kuchenny z kamienia skompowany ze słonecznikami lub cytrynami, czasami patrzyłam na szafki i kafelki pamiętające lata 70., a po kilku wypitych kawach odwiedzałam łazienki z kompletem różowych kafelków i umywalką w kolorze kawy z mlekiem. Ba, w Casa di Giuseppe, na parterze mamy resztkę łazienki z kremowymi kafelkami w lawendowe kwiatki, a na podestach straszą cieniowane kafelki cegiełki, wstawione umiejętnie w ramkę z najprawdziwszego biało-szarego marmuru.
 
Nie sądzę by którekolwiek ginestrowe wnętrze, nawet to należące do najzamożniejszych, projektował architekt. A jeśli architekt, to nie najwyższych lotów. I na pewno nie był to nikt z pracowni Archiplan. Nie był to Luca Zanaroli,  Enrico Iascone czy też Chiara Ferrari, czyli projektanci i architekci odpowiedzialni za nowy wygląd starych wnętrz.

Casa nel Bosco di Ulivi (Luca Zanaroli)
No i pytania: czy Ginestra byłaby Ginestrą, gdyby taka Casa nel Bosco di Ulivi pojawiła się na via Monteleone?  I co do stylistyki Ginestry wnosimy my, cudzoziemncy, targający po schodach Up3 Gaetano Pesce i ustawiający pod ścianą Malainę Rodolfo Bonetto oraz Quatro Gatti Belliniego? My ustawiamy włoskich projektantów,  a włoska Ginestra ustawia ludwiki, buduje kamienny ciąg kuchenny i nasze wysiłki patrzy z niedowierzaniem. W ostatecznym rozrachunku my mamy swoje plastiki, a Ginestra ma słoneczniki. Ale też wszyscy mamy stoły nakryte pstrokatą ceratą.

===
włoszczyznowe notki o Quattro Gatti i Malainie, nadmuchanym Up3, druciaku Bertoii oraz strony internetowe: Archiplan, Luca Zanaroli, Enrico Iascone

Inne notki o włoskich wnętrzach: kryzys po włoskuRembrandt w Hawanie, Granat Fryderyki, Dekoratorzy niepałaców, Inny wygląd włoskiego wnętrza, Design w masarnii, Co lubią tygryski, Gdybym
Idąc do baru ogląda się za siebie. Wieczorem, gdy Alfredo jest jeszcze w pracy,  J. zatrzaskuje kratę i przekręca zamki w drzwiach, a z psem wychodzi jeśli  ktoś znajomy jest na ulicy.

Jeszcze niedawno J. chciała sprzedać dom i wyprowadzić się z Ginestry, ale przyjaciółki przekonały ją, że lepiej zostać w wiosce: tu każdy obcy zwraca uwagę, carabinieri  niedaleko, w dodatku znajomi, bo Renato zna cały posterunek w Poggio Moiano. No w Ginestrze mieszka Stefano, wojskowy.

ciemno, prawie noc, z czerwonym światełkiem

Dzisiaj J. ogląda się na wszelki wypadek, ale wkrótce będzie to konieczność. 7. listopada kończy się wyrok pierwszego męża J., który dostał trzy lata za przemoc domową. Jeszcze niedawno, opowiadała nam J, twierdził, że ma porachunki z kurwą. Mój syn też tak uważa, mówiła  J i z jej głosu wynikało, że to boli tak samo jak bolały ją połamane żebra i 25 szwów na głowie.

Tak więc wieczorem dobiega zza okiennic tupot łapek Resa i cicha rozmowa J. z sąsiadem, a potem słyszymy trzaśnięcie kraty i skrzypienie trzech zamków. 

Czasami sprawdzam, czy komórkę nam naładowaną gdybym w nocy musiała dzwonić na posterunek carabinieri w Poggio Moiano.

====
na zdjęciach: ulica w Ginestrze, 2x katedra w Trydencie i safkofag w S. Clemente in Causaria
Jeszcze trzy lata temu dyskutowało się z przyjaciółką o wychowaniu kotów. Jasne, że koty można nauczyć , wystarczy być konsekwentnym, mówiło się z przekonaniem. Czego się wtedy nie wiedziało, to tego, że to nie my nauczyliśmy koty by nie łaziły po stole, tylko że naszym kotom na stół wchodzić się nie chciało. Cyryl, Baci, Pepper, Muscat, Lucek stołem zainteresowani nie byli.  A obecna ekipa i owszem.


stół w Kropkę
Od kiedy w naszym domu zamieszkali Karolek, Paola, Brunetti i Kropka, konsekwentne zganianie kotów znaczyło picie zimnej kawy (zdążyła wystygnąć, gdy próbowaliśmy wytłumaczyć, że zganienie z jednego krańca stołu nie oznacza zgody na wchodzenie z drugiego) i wmawianie sobie, że stężałe risotto nadaje się do jedzenia. W końcu wywiesiliśmy białą flagę, zrezygnowaliśmy z wychowywania, zganiania,  tłumaczenia po dobroci oraz przy pomocy butelki z wodą. Czyli, mówiąc krótko: wychowano nas. W zamian mam dobre sesje fotograficzne:  jadalnia jest dobrze oświetlona, a na ciepłym stole dobrze się śpi.
przeczuwaliśmy op-artowskie, rehbergerowe lasowanie mózgów, zmieniając dekor., przy okazji robiąc wystawkę włoskiego designu: oprócz dwóch z Quattro Gatti Belliniego mamy jeszcze fotel up3 (Gaetano Pesce zaprojektował  jeszcze up1, up2, up4, up5,6 i 7).

Jak to Pesce bywa oraz zgodnie z wenecją tradycją nie przejmowania się popularnym pojęciem przyzwoitości, tak i up 3 niektórzy mogą nazwać nieprzyzwoitym. Jak by nie było, przypomina penis, nazwę też można uznać dwuznaczną. Więc w wszystko razem jest jednym wielkim propagowaniem wyuzdania seksualnego :)

Pozdrawiam serdecznie, zboczona włoszczyzna

PS: Gaetano Pesce pojawi się jeszcze we włoszczyźnie.
ja, bogini
oficjalnie jest nas pięcioro. Trzech JC i Maje dwie. O istnieniu osób o tych samych imionach i mieszkających z nami w domu dowiedzieliśmy się w urzędzie miasta i gminy, dokąd poszliśmy porozmawiać o ostatniej racie podatku od posiadania, czyli od nieruchomości.

Obydwoje, czyli JC i ja, Maja, jesteśmy właścicielami domu, a więc każdy rachunek z gminy, choć adresowany do jednego z nas, dzielony jest na dwa. I tak 79,97 za kwartał śmieci to 39,99 na koncie JC i 39,98 (zniżka za niższy wzrost) na moim. Podobnie z podatkami, mimo że płaciliśmy jeden rachunek, to otrzymaną sumę gmina dzieliła między nas dwoje. Teoretycznie dzieliła, gdyż okazało się, że JC i JC2 mieli nadpłaty, a JC1, Maja i Maja1, nie zapłacili nic i mogli się spodziewać listu przypominającego o zobowiązaniach finansowych wobec miasta i gminy Monteleone.

Na szczęście signora Lena (nie mylić z tą drugą, która nigdy nic nie wie) wiedziała, że JC1, JC2 i Maja1 podlegają odstrzałowi pod koniec roku. Egzekucja była szybka, choć trochę bolesna, bo JC2 nie pozwalał się wykreślić i nie chciał przekazać nadpłat. W końcu jednak signora Lena wygrała, trupy uprzątnięto w trybie natychmiastowym i przeszliśmy do podliczania podatków różnych.

I tak okazało się, że nie zapłaciliśmy nic w roku 2009 a za dużo w 2010. Dostaliśmy karę za 2009, odsetki za 2010 nam nie przysługują i nadpłaty nie można tak sobie przelać na konto podatku za rok poprzedni, ale można go było wykorzystać akonto podatków za rok 2012. I całe szczęście, bo byśmy boso wracali z gminy.

Otóż okazało się, że mamy samodzielnie redukować międzynarodowe zadłużenie republiki włoskiej. Pomijając fakt, że nie mamy statusu rezydenta, a więc nie przysługują nam ulgi podatkowe, to jeszcze mamy zapłacić więcej za luksusowe wykończenie mieszkania, a więc za marmurowe schody i kamienny salceson na podłodze, dodatkową łazienkę, z której nie można korzystać z racji odpadających kafelków i braku podłączonej wody, oraz kantynę z ujściem wody mineralnej.  Szwedzi, którzy mają kawał ogrodu i trzy balkony, płacą o połowę mniej. Dlaczego? Signora Lena sprawdziła: mają mniej pomieszczeń, kantyna jest w piwnicy, a na podłodze leży zwykłe cotto. Gmina nie wie, że sąsiedzi ostatnio robili remont i strych zmienili w sypialnię z dodatkową łazienką, a ja nie chciałam o tym mówić. I w taki oto sposób nadal jesteśmy jedynymi osobami w gminie żyjącymi w 9 stanze z marmurowymi podłogami, dwoma łazienkami i osobną kantyną.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, że ochrona danych osobistych jest pojęciem względnym w gminie, w której nie musieiiśmy się przedstawiać, by wszyscy (także inni petenci) na znali, wiedzieli kim jesteśmy, gdzie mieszkamy i ile płacimy za gaz oraz, że Gino przeczyścił nam komin, od Mauro kupiliśmy drewno, a Gina uczyła nas jak rozpalać w kominku. Na szczęście nie Monti nie przewidział podatku od darów i nikt nie opodatkował otrzymanej od Renato wiązki chrustu, podarowanej przez Ginę starej kratki do grillowania mięsa oraz metalowego prętu, przez który rozdmuchuje się żar....Święta spędziliśmy przed kominkiem. Sprawdziliśmy:  luksus śmierdzi tlącym się mokrym drewnem. A brak telewizora nadrabia się gapieniem w płomienie.
głównie lokalesi

lokalesi (tak określamy kocią grupę trzymającą władzę) robią kibolskie ustawki. W ustawkach nie bierze udziału Paola z racji bycia damą, ale Kropka już tak i potrafi walić na oślep nie gorzej od chłopaków. Ale bardziej od ustawek lokalesi lubią ciepły kaloryfer, ewentualnie fotel. W przypadku kotów, kibolstwo kończy się tam, gdzie zaczyna się wygoda i pełna micha wypełniona tuńczykiem (oczywiście najlepiej świeżym).
Oskar
Na przyjazd Alessandro czekaliśmy, utuleni w płaszcze i futra, na parkingu przy osterii, od czasu do czasu przesuwając się do innej grupy w celu rozruszania krążenia.

Alessandro zjawił się między makaronem a pizzą, od drzwi witając się ze wszystkimi. Młodo wyglądający mężczyzna w średnim wieku, o miłym uśmiechu i zdecydowanym uścisku dłoni.
Wysoko postawiony w policji, chyba pułkownik, szepnęła mi do ucha Leonilde, a jego żona to moja rodzina, choć dalsza...nie żeby chciała się do koligacji przyznawać.Powiązań rodzinnych trudno się było dopatrzeć. Przysadzista Leonilde, turkusowy sweterek ze złotą broszką na kołnierzu, zapach naftaliny i wypłowiała farba na włosach, zaś kuzynka po dyskretnym liftingu linii żuchwy, rasowo szczupła i dyskretnie modna: koronka w czterolistne koniczyny na jednym nadgarstku, złoty Cartier na drugim, czarna kaszmirowa szmijzerka, botki ugg i krótki czarny kożuszek.

I Alessandro i jego małżonka reprezentowali rzymski styl weekendowy, czyli angielski ziemianin spotyka Green Peace z Hollywoodu. Było w tym wszystkim odrobina glamour i bardzo dużo doskonałego aktorstwa. Wielkie wejście było świetne a Wyjście jeszcze lepsze, zwłaszcza w jego wykonaniu, gdyż rola kobieca wywaliła się na przekładaniu loków z jednego ramienia na drugie. Nawet dla mnie, nieobeznanej z filmem, było to zbyt oczywiste i zbytnio ciągnęło niemym kinem.

Gwiazdy usiadły przy naszym stole. I w ciągu kilku minut wszyscy zmieniliśmy pozycję, nieznacznie zwracając się w kierunku Alessandro, który perorował o polityce, mówiąc wiele i pięknie,  podkreślając co atrakcyjniejsze sformułowania  odpowiednim ułożeniem dłoni. Było to tak naturalne, że dopiero pod koniec wywodu zorientowałam się, że tak naprawdę to nie mówi nic. No ale podobno świetny aktor potrafi czytać regulamin stowarzyszenia księgowych tak, by publika była zachwycona.

za kulisami


Statuetka
Wielkie Wyjście odbyło się tuż po tiramisu i po kawie. Tu poklepano po ramieniu, tam objęto, a gdzie indziej pocałowano w policzek. Stefano odprowadził gości do samochodu i wrócił z kopertą. Znajdował sę w niej kaledarz carabinieri, który - jak poinformował mnie Stefano - jest we Włoszech bardziej ceniony niż sławny kalendarz Pirelli.

Najlepsza rola drugoplanowa
Kelnerzy. Było ich dwóch, obsługiwali 45 osób a mimo to nikt z gości nie patrzył na pusty talerz lub półmisek. Grillowane warzywa były ciepłe, kilka gatunków prosciutto pokrojono na bibułkę, foccaccia chrupała w zębach, a makaronu na dokładkę nie brakowało. Jedliśmy pizze, rozciągnięte na wielkich drewnianych deskach, z ruccolą i braseolą, z pikantną kiełbasą, z czarnymi oliwkami i mozzarellą.

rekwizyty

Nagroda Publiczności
A nagrodę publiczności dostaliśmy my, gdyż podarowaliśmy solenizantce niedawno wydaną biografię arcybiskupa Mediolanu. Tu solenizantka się rozpłakała ze wzruszenia i musieliśmy wyjść na środek sali by mogła nas uściskać. Nie zwróciła uwagi na piękny papier pakunkowy z mojej kolekcji, nie odstraszył jej tytuł, który nazywał arcybiskupa Mediolanu prorokiem. Carlo Maria Martini to prawdziwy chrześcijanin, powiedziała, próbując ucałować JC w policzek. Dziękuję wam bardzo za tak przemyślany prezent. Podziękowania przyjęliśmy z pokorą i nawet powieka nam nie drgnęła. Najwyrażniej jesteśmy lepszymi aktorami niż nam się wydawało. Nikt bowiem nie zorientował się, absolutnie nie mieliśmy pojęcia co kupujemy. Posłuchaliśmy jedynie porady księgarza z Rieti: to książka dla wierzących. I uwierzyliśmy mu na słowo :D

Zdjęcia pochodzą z Rieti, z abbazii S. Domenico (Sora), a napis Dante C. znalazłam na odrzwiach kościoła w okolicach Magliano dei Marsi w Abruzji.
sprawa dla detektywa Monka
Rosella chciała wiedzieć jakiego włoskiego się uczę. Jasne, że literackiego. Nie słychać? Po to kupiłam książki z gramatyką, by móc opowiedzieć poprawnie o wtorku w Ginestrze: o porannym cappuccino, czytanej książce i czekaniu na fruttarolo.  A więc jednak uczysz się miejscowe gwary, uśmiechnęła się Rosella. Fruttarolo to język Ginestry. Reszta Włoch sprzedawcę warzyw i owoców nazywa fruttivendolo.

Tyle od specjalistki od języka Dantego. Chyba musi sobie kupić następny podręcznik :D
Cudze wieści
Włoskie wróbelki ćwierkają o sprawie proboszcza z Lerici, który - przedrukowując fragmenty z artykułu konserwatywnego autora o ewentualnej współodpowiedzialności kobiet za przemoc wobec nich, wywołał masę sprzeciwów po których musiał zmienić parafię, a biskup tłumaczył, że opinie proboszcza niekoniecznie odzwierciedlają poglądy hierarchii.

Potem ćwierkały o Veronice Lario, która - ku zaskoczeniu własnym i mediów - wygrała kumulację w loto, czyli dostała od sądu to, czego chciała. A więc 100 tysięcy euro dziennie, która me jej płacić były mąż Sivio.

Wróbelki o polityce
O Silvio wróbelki ćwierkały wcześniej, gdyż - w trakcie rozwodu - ogłosił zaręczyny z Francescą Pascale. Przyszła panna młoda jest bardzo młoda; tak młoda, że na upartego mogłaby być wnuczką pana młodego, który postanowił wystartować w wyborach.

grudniowa trasa

O tym też wróbelki ćwierkają, wyliczając szanse: Monti ma zapewnione poparcie wielkiego businessu i Kościoła, zaś lewica, partia 5 Gwiazd Bepe Grillo i Berlusconi mają do podziału resztę elektoratu, niezadowolonego z podatków narzuconych przez Montiego. Ginestrowe wróbelki ćwierkają o tym bardzo głośno, bo akurat w Ginestrze jest poczucie, że pieniądze roztrwonione były przez polityków i wielki business (o odpowiedzialności Kościeła wypowiadają się jedynie nieliczni socjaliści i komuniści), ale, jak twierdzi Marco, płacić musimy solidarnie wszyscy. Marco nie chce takiej wymuszonej solidarności i woli solidaryzować się z nami, cudzoziemcami, którzy zapłacili dwa razy więcej w podatkach.

14°
Ginestra współczuje nam głośno, a za plecami omawia naszą rozrzutność, bowiem o ile o wysokości naszych podatków wie jedynie gmina, my i ci, którym powiedzieliśmy, to faktu, że zostawiliśmy włączone ogrzewanie wyjeżdżając w listopadzie z Ginestry, nie można ukryć, Wszyscy idący na pocztę lub do kościoła widzieli obłoki pary unoszące się nad drzwiami naszej kotłowni.

Zapomnieli wyłączyć ogrzewanie, poverini....Strasznie zapłacą za gaz...I co niektórzy, zorientowani w naszych wioskowych przyjaźniach najpierw pukali do Viji i Patricka, a potem rozmawiali z Annamarią, która, zmęczona tłumaczeniem, że nie chcemy wracać do lodowatego domu, w końcu wyłączyła ogrzewanie zobowiązując się, że je znów włączy na 4 dni przez naszym powrotem.  19. grudnia wchodziliśmy do mieszkania, które - w ginestrowej opinii - było bardzo ciepłe. Nie dosyć, że mieliśmy 14 stopni, to jeszcze działał kominek, oczyszczony wcześniej przez Gino i w którym Gina rozpaliła pierwszy ogień.

14,5°
Ginestra przyzwyczajona jest do zimnych mieszkań (w większości domów w najstarszej części wsi, czyli w centro storico, jest jedynie kominek), a chodzenie po mieszkaniu w płaszczu i szaliku to wioskowa norma. Inna sprawa to kwestia ceny: gaz, tak jak i prąd, to we Włoszech sprawa kosztowna. Przekonaliśmy się o tym oglądając rachunek za ogrzewanie domu w październiku.

pandoro i Abruzja

Pierwsza kawa w barze Sport i wspóczujące spojrzenie Luci: pewnie zapłaciliście majątek za to włączone ogrzewanie. A na sugestię, że nie chcieliśmy wracać do lodowatego domu, usłyszeliśmy, że powinniśmy rozpalać w kominku. Znam nawet jednego takiego, co wam przywiezie drewno. No i koniecznie musicie okna wymienić.

Okno na wioskę
O oknach do wymiany wiedzieliśmy już od dawna. Teraz podjęliśmy decyzję, że zamiast łazienki na parterze i Up 5 do salonu musimy wstawić nowe okna, zwłaszcza, że pokłady farby na okiennicach zaczęły odpadać i gdzieniegdzie pojawiło się gołe drewno, na którym natychmiast wyrosła niewielkia huba.

Fabrizio umówił nas z Maurizio od okien. Zrobiłam szkic: metal, najlepiej w widocznymi śladami po lutowaniu. Koniecznie szare i nowoczesne. każde okno-dzwi podzielone na 4 panale. Nie, nie chcemy szprosów. Lufcik mile widziany. Maurizio nawet nie drgnęła powieka. Przyjedźcie do mnie wybrać kolor.

Gdy powiedzieliśmy o oknach głośno, w wiosce zawrzało.
- mieszkacie w centro storico, w domu, który jest w materiałach promocyjnych Ginestry i chcecie metalowe okna wstawiać? I to w szarym kolorze? 
- Rozmawialiście o tym z gminą, pytaliście czy pozwolą?
- Okna powinny być, jak bóg przykazał, drewniane.Okiennice też.
- A jak nie chcecie ich konserwować 4 razy w roku, to drewno można pomalować na zielono lub brązowo. 
- Ale dlaczego, w takim razie nie możemy mieć okien z metalu pomalowanch na zewnątrz na brązowo, a na szaro wewnątrz?
- No niby możecie, ale..... 

Jestem przekonana, że wioskowe wróbelki już o tym ćwierkają, zwłaszcza, że wyceny dostarczy Maurizio z Poggio Nativo, a wioska wolałaby innego Maurizio, też z Poggio, ale Moiano

Napewno o tym wszyskim jeszcze raz będziemy rozmawiać w barze Sport nad pierwszym wielkanocnym cappuccino.
Zdjęcie czerwonego neonu pochodzi z Wenecji. Robiła je doktor Aurea R z Brazylii. Trup z Ginestry. Pies z mostu nad Tybrem. Autoportret autorki kupiony na niemieckim ebayu, filiżanki rosyjskie.
ecco psycho
w wywiadzie powiedziałam: (we Włoszech) nie wszystko oczywiste jest prawdą, każda opowieść ma przynajmniej dwa dna i dwa morały: jeden na użytek publiczny, drugi prywatny. Co z kolei pozwala wracać do tych samych miejsc i odczytywać je za każdym razem inaczej. 

To było kiedyś. Teraz pewnie powiedziałabym, że dna nie ma, a morałów jest dokładnie tyle, ile osób ma zdanie na dany temat. 

A pewnie najlepiej byłoby gdybym zamlkła. 

I tym pozytywnym akcentem wchodzimy w Nowy Rok!

Mediolan świątecznie Rzymski

Jest zimno i  słonecznie. W barze Sport pachnie kawą, a w wioskowych cantinach nowym winem i świeżą oliwą. Padre Pio ma nowy szaliczek, a okoliczne wzgórza zimowe kolory. 

Kupiliśmy już panettone oraz wiśnie i skórkę pomarańczową w czekoladzie. Elisenlebkuchen przyjechały z Bawarii. Zamówiłam ryby i jagnięcinę, kupiłam karczochy, a Galardi dostarczył wino.  Proszę mnie nie wydać przed wioską, ale w wigilię podaję doradę pieczoną w skorupce z ziemniaków. Rezygnuję też z tradycyjnego suszonego dorsza i marynowanego węgorza. Gina obiecała przynieść nam fritelle z kalafiorem, a od Annamarii dostałam już ciasteczka na czerwonym winie. Udekorowałam nawet stół, wkładając bombki do wazy bez dekla, ale była to dekoracja jednodniowa. Dzisiaj rano zmiataliśmy ich zwłoki i trzepaliśmy kocie futerka z błyszczyka.

Miłych świąt. Bawcie się dobrze, przynajmniej tak dobrze jak my w Ginestrze
Powered by Blogger.