Showing posts with label kościoły; klasztory; świątynie. Show all posts
Showing posts with label kościoły; klasztory; świątynie. Show all posts
kamiennie
się lubi Castelmezzano, do którego się jeszcze bardziej przekonało po fakcie, gdy w sieci się znalazło więcej informacji niż podawał przewodnik po Apulii i Bazylikacie. Dodam, że przewodnik po Bazylikacie tylko z nazwy, bo niewiele informacji o rzeczonej Bazylikacie zawierał. Ale, jak się rzekło, w siecie informacje się znalazło, i teraz już wiadomo, że przypadkowo się trafiło na perełkę z widokami, historią i kulinariami.

już wiosennie

W Castelmezzano się było w maju, a się zachciało wrócić do wspomnień gdy w czasie niedzielnego spaceru po lesie padło pytanie zasadnicze: jak teraz wygląda Castelmezzano?
bawarsko i jesiennie
 No i się okazało, że pogoda w nim bawarska: 13 stopni w ciągu dnia, 4 w nocy. Co niespodzianką nie było, gdyż w połowie maja też zimno było i rękawiczki bardzo by się przydały, ale tylko na dwa dni; dnia trzeciego niespodziewanie się zrobiła wiosna i Dolina Basento wymieniła dywan z szarozielonego na soczyście zielony, mieniący się w słońcu - jak na prawdziwy jedwabny dywan przystało - czerwienią miejscowej koniczyny.

O zimie przypominały informacje, że do Pietrapertosy nie dojdziemy - górski trakt dla owiec, osłów i turystów zamknięto z powodu osuniętego zimą zbocza - i przypominały grube łańcuchy przymocowane do ścian domów stojących wzdłuż najostrzejszego podejścia via Regina Margherita, a służące do podciągania się w miesiącach jesienno-zimowych, gdy w Castelmezzano leży śnieg.

zimowo

Się pamięta: stroma Via Regina Margherita, przesmyki uliczek, które są jednocześnie schodami łączącymi tarasy wioski. Długie podejście do punktu widokowego (tylko się nie wie czy to via Marconi czy też inna ulica, której nazwy na mapie wioski nie zaznaczono, bo chyba nie jest to via Margherita?). Pionowe schodki wyryte w wielkiej skale, wiszącej nad domkami poniżej. Domki wryte w skałę, wąski ogródek na półce skalnej.

Później się wyczytało, że schodki należały do zamku normańskiego, sama nazwa wioski pochodzi od Castrum Medianum, zamku średniego, który razem z zamkiem w Pietrapertosa i Brindisi di Montagna pilnował Doliny Basento, oraz że początków Castelmezzano trzeba szukać w Bizancjum i w historii Templariuszy. Nie znalazłam wiarygodnej informacji o powiązaniach tego zakonu z Castelmezzano, ale w kościele Chiesa Madre di S. Maria można obejrzeć wyryty w skale krzyż templariuszy, o czym się dowiedziałam już po powrocie z Castelmezzano. Herb wioska ściągnęła z pieczęci zakonu: dwóch siedzących na jednym koniu rycerzy (co z prawami autorkimi, znakiem zastrzeżonym i tak dalej?)

W Chiesa Madre di S. Maria stoi figurka madonny, w koralowej sukni z błękitnym fartuchem w gwiazdy malowanym. Sama madonna siedzi sztywno jak na królową przystało, długa gruba szyjaprosta jak słup, twarz nieruchoma, z przenikliwym spojrzeniem ciemnych oczu i chyba obietnicą uśmiechu na zaciśniętych wargach. Na kolanach trzyma Jezusa z dojrzałą twarzą zmęczonego mężczyny, ale o dziecięcych stopkach, jedną z których otula dłoń madonny, ale jakby od niechcenia lub jakby madonna wstydziła się tego matczynego gestu.

Czy jest to Madonna dell'Olmo, madonna od wiązów? Chyba tak, choć w sieci znajduję zdjęcia dwóch różnych madonn o tej samej nazwie.

Się rzekło, że do Pietrapertosa nie można było dojść. Więc nie miało się okazji zobaczyć zamku, najstarszej dzielnicy zwanej L'Arabata, w średniowieczu zamieszkałej przez Arabów. Się nie było w Brindisi di Montagna, nie zeszło się do rzeki Basento, ale usłyszało to i owo, chociażby o tym, jak po zjednoczeniu Włoch, gdy rozsypał się jeden system, a jeszcze nie wykształcił drugi, okolice Castelmezzano stały się siedzibą band, miejscowa arystokracja (bo i takowa w Castelmezzano była) albo się przenosiła w inne, bardziej bezpieczne miejsca, albo sprawiała sobie ciężkie bramy i grubsze mury. W dwudziestym wieku ruszyła emigracja, potem zesłania przeciwników faszyzmu do wiosek na południe od Eboli, a jeszcze później akwedukt i kanalizacja i turystyka. Tę ostatnią reprezentują gospodarstwa agroturystyczne i kilka B&B oraz dobra restauracja Al Becco della Civetta, w dziobie sowy, w samym Castelmezzano. Że można tam dobrze zjeść, pisać nie muszę. Dodam jedynie, że pieczoną jagnięcinę uznaliśmy za najsmaczniejszą jaką nam kiedykolwiek podano. A mnie zachwyciły suszone papryki, cudownie chrupiące w zębach i smak krwistego steka. Oczywiście z miejscowych krów...rasy podolskiej ;)

====
Castelmezzano w wiki, w Discover Basilicata, oraz w Slow Europe
Castelmezzano jako jedna z najpiękniejszych wiosek Włoch: i Borghi piu belli d'Italia
O templariuszach w wersji audio  i wideo


Ristorante Al Becco della Civetta
Vico 1° Maglietta, 7 85010 Castelmezzano (PZ)
Tel.: +39 0971 986249

a jako niedrogą noclegownię z miłą obsługą i widokiem na Dolomity polecam Al balcone delle dolomiti, do której wspinaliśmy się via Regina Margherita  wracając z Al Becco della Civetta.




Wbić jajka
Makaron do agliaty trzeba zagnieść samemu. Trudne nie jest. Wystarczy jedynie pamiętać, że zapominamy o zasadzie jedno jajko do 10 dag mąki


  • Do kaldery usypanego z mąki wulkanu wbijamy jajka, licząc po jednym jajku na osobę plus jedno jajko na wszelki wypadek, gdyby mąka okazała się wyjątkowo sucha. 
  • Roztrzepujemy je widelcem, zahaczając przy okazji o mąkę. 
  • Gdy jajka przestają się rozlewać, odsuwamy na bok mąkę i zaczynamy zagniatać ciasto, od czasu do czasu podsypując mąką. 
  • Po 10 min. zagniatania i podsypywania ciasto jest gładkie, lśniące i elastyczne. 
  • Odkładamy je pod miseczkę na pół godziny, a potem kroimy na kawałki, rozwałkowywujemy, pamiętając że im mniej składania i wałkowania, tym makaron lepszy. 
  • Rozwałkowane płaty ciasta odkładamy na pół godziny aby trochę przeschnęły. 
  • Pokrojony makaron znów podsuszamy. 
  • Więcej o robieniu makaronu powie podkuchenna z makaronem
reflektorem w makaron
Agliata najlepiej wychodzi ze świeżych okruchów. I nawet jeśli nie wchłonęły one całej szklanki mleka, nie znaczy to, że trzeba dosypać bułki tartej! Wierzcie mi na słowo. Mleko z moczenia też wlać. Agliata (przepis tu) w miarę stygnięcia zmienia się w gips, a więc warto zrobić rzadkawy (ale nie płynny) sos. Sprawdziłam.

Telefon komórkowy największym przyjacielem człowieka we Włoszech jest. Przede wszystkim po to, by opowiadać rodzinie i przyjaciołom, że się idzie lub siedzi, ogląda lub je. I by sprawdzić czy restauracja istnieje (na Sycylii okazało się że polecaną rok wcześniej restaurację zamknięto 11 miesięcy temu , zaś kolację można zjeść w pizzerii serwującej najgorsze spaghetti alla carbonara na Sycylii), a jeśli istnieją, to czy są otwarci tego akurat dnia?

I jeśli istnieją, są otwarci, to czy mają dla nas stolik? Nie raz, nie dwa, a nawet i nie trzy, w trattorii nie było dla nas wolnego stolika, mimo że wtorek, trattoria zdala nie tylko od miasta, ale też kilometry od najbliższych zabudowań, a stolika nie ma. I nie ma po co czekać, bo stolika dzisiaj i jutro nie będzie....

Ale ja do polecanej trattorii w Abruzji nie zadzwoniłam. Zasłużyliśmy więc na zamknięte drzwi i  pustkę kulinarną w okolicy. Na obiad, zamiast planowanej jagnięciny - a  trzeba wam wiedzieć, że najlepszą jagnięcinę dostaje się właśnie w trattoriach leżących na terenie i w pobliżu Parco Nazionale del Abruzzo, Molise e Lazio, ba, wiadomo, tratturi i tak dalej (czym się tratturo je?) - jedliśmy ryby. Do trattorii Vecchia Marina dzwoniłam zza kierownicy. Otwarci? Będziemy między 13:30 a 14.  Trzymajcie dla nas stolik i nie zamykajcie kuchni!

Warto było gnać z wywieszonym językiem. Naprawdę warto. Maccheroni z owocami morza? Świetny. Fritto misto? Jeszcze lepsze. Ryby i owoce morza z grilla? Objawienie. I nawet brak butelki wina na stoliku (JC, dochodzący do siebie po usunięciu woreczka żółciowego, nie pił, a ja, kierowca docelowy, nie mogłam) nie popsuł nastroju....


Wbrew obawom, roboty w San Salvatore Maggiore postępują. Zdjęto stalowe plomby z wieży, wnętrze można obejrzeć i przekonać się, że barokowa fasada kryje średniowieczne sklepienia. Nie powinno to w sumie dziwić: okres świetności klasztoru przypadał na na wiek VI - VIII, a po najeździe Saracenów nigdy nie odzyskał swojej świetności. Barokowa fasada była jedynie malowaniem zwłok do trumny.

I jeśli o zwłokach mowa, to jesień jest. Liście umierają, Wasserburg zakłada ciepłe skarpetki. Może mniej pasiaste niż te z rury w Alkmaar, ale za to lepiej komponujące się z otoczeniem:



=====
Vecchia Marina
Lungomare Trento 37, 64026 Roseto degli Abruzzi (TE)
tel: 085.8931170
można płacić kartami kredytowymi
otwarci na obiady i kolacje
Nie o via Francigena będzie, choć można by ją do wędrówki wzdłuż Francigena porównać. Jest na swój sposób, tak jak  i Francigena, nieczytelna. Bo obydwie w historii zanurzone, a przez to utytłane w kontekstach, metaforach, cytatach choć Francigena to teraz tradycja, skansen w którym celebruje się przeszłość, a ta nowa jeszcze w budowie, choć jej zarysy już widać.

Via Francigena prowadzi z Paryża do Rzymu, nowa trasa zaczyna się w Wenecji, obiega Weronę, skręca do Palermo by przeskoczyć granicę i skończyć na górze w Szwajcarii.  Dlaczego tak? Bo w Wenecji zaczynał karierę Carlo Scarpa, w Wenecji studiował Mario Botta, choć Szwajcar najprawdziwszy. Tymczasem, może dzięki Wenecji, a może dzięki naukom Scarpy, architektura Botty nasączona jest Italią. Przeczytałam gdzieś, że obiekty Botty mówią estetyką włoską. Nie mam zamiaru z tym twierdzeniem polemizować.

mistrz - uczeń mistrza
 Mistrz
Podświetlone popiersie zawieszone na niewidocznym wsporniku, biała twarz na tle białej ściany, fragment portalu jako rzeżba? I jeszcze użycie światła w przestrzeni wystawowej, woda jako element architektoniczny. To cytaty ze Scarpy.

Chodząc po współczesnych muzeach nawet sobie nie zdajemy sprawy, ile ich wnętrza zawdzięczają Carlo Scarpie,  uważanemu za jednego z najbardziej wpływowych architektów XX wieku, choć edukację skończył na poziomie kreślarza. Oczywiście pojawiają się głosy pytające o sensowność tytułowania architektem kogoś, kto nigdy nie zaprojektował budowli od podstaw. Nie mniej jednak przestrzeń wystawowa Olivetti zaprojektowana przez Scarpę jest studiowana przez studentów architektury tak, jak studiowane są święte księgi.

Księgi święte
W Wenecji znajduje się też odrestaurowany przez Scarpę pałac Querini Stampalia. Drzwi dzielące przestrzeń pałacu nawiązują do kamiennych okiennic Torcello. Zestawienie cegły z ze szlachetnym marmurem, to też cytat z weneckiej architektury. Dla Querini Stampalia odtworzył technikę stucco lucido (tynków z połyskiem). Z resztą stucco lucido stanowi główny element dekoracyjny w innej realizacji Scarpy - wnętrzu Banca Populare w Weronie. I mogłabym tak dłużej: o jego umiejętności rysowania jednocześnie prawą i lewą ręką, co może nie miało wpływu na jego pozycję jako architekta, ale za to świetnie nadawałaby się do świeckiej hagiografii, ale nie mogę nie napisać o Palazzo Abatellis (Palermo), Castelvecchio (Verona) i muzeum Canovy w Possagno. W tym ostatnim Scarpa poustawiał białe marmury i białe gipsy na tle białych ścian. A do wnętrza zaprosił światło by światłocienie dodawały innego wymiaru.

I te klocki
Przede wszystkim powyciągał utytłane klocki: łuki stare, częściowo pogryzione przez mole, fragmenty fryzów, tympanonów, rzeźby poutłukiwane i pokazał jak je ustawiać. Nie pod ścianą, i nie w grupach jak wycieczka szkolna na przymusowym spędzie do muzeum, ale każde osobno. Nie terapia grupowa a indywidualna, często z eksponatem zajmującym centralne miejsce tak, by widz mógł obejrzeć go z każdej strony (Palazzo Abatellis, Palermo)

CTR-V
ciął też.  Od-dziewiętnastowiecznił Castelvecchio w Weronie, wycinając schody wybudowane przez Francuzów, Odsłonił mury, pokazał nakładanie się stylów, a w komnatach powykruszane fragmenty łuków drzwiowych pozostawił tak jak były, bez prób rekonstrukcji brakujących fragmentów. A więc sztuka w konteście, czas jako współtwórca, widz dostawiający w wyobraźni brakujące klocki.

Cytat
W końcu wybudował  grobowiec - epitafium, grobowiec godny współczesnego faraona, a przede wszystkim grobowiec - cytat. Portal jak do katakumb, woda jak Styks, choć płynącej po niej łodzi Charona już nie zrealizował, kompleks rozrzucony po 25 metrach powierzchni jak Dolina Królów. I w końcu w sąsiadujące ze sobą cementowe płyty wtopił małe  stalowe łuki górnej części okularów przez które odwiedzający kieruje wzrok na na wioskę z której pochodził zmarły faraon z małżonką (grobowiec Giuseppe i Onoriny Brion-Vega, San Vito d'Altivole).

Mario Botta też cytuje. Niekoniecznie z betonowym rozmachem, ale cytuje. Na przykład średniowieczną piazzę, najpierw w kompleksie muzealnym Il Mart w Rovereto, a później w Area Appiani w Treviso. Kolor tufy i trawertynu do Santa Maria degli Angeli na Monte Tamaro, a przede wszystkim biało-czarne pasy i portal katedry z Pistoi w kapliczce górskiej. Tak kapliczka w Mogno- Fusio jak i katedra w Pistoi są pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.


Plan zwiedzania

Mario Botta

Carlo Scarpa
I kto mi teraz powie, że tylko średniowiecze i tylko przeszłość się liczy artystycznie? A więc ostatnie słowo należy do mnie!

====
lektury:
Carlo Scarpa. Monograph, Robert McCarther, wyd. Phaidon
Mario Botta, Philip Jodidio, wyd. Taschen
Encyclopedia of Contemporary Italian Culture, ed. Gino Moliterno, Routlege University Press
Dictionary of Architecture, James Steward Curl, Oxford University Press
Contemporary European Architects, Taschen


foto: João Amaral, Günther Bogensberger i Enrico Cano

Mit
A więc początek. Ten związany jest z Saturnem, który - z bliżej nieokreślonych powodów - założył miasto i w herbie, jak na boga nasienia (double entendre jak najbardziej zamierzone)  przystało, jedzie na białym koniu a ręku trzyma grube sterczące kłosy (nadal double entendre). Saturn - król, w koronie, w szkarłatnej pelerynie, na białym rumaku. Saturn jako Karol Wielki. I słusznie.

Karol Wielki, w drodze na spotkanie z papieżem, zatrzymał się w Sutri. Spróbował wtedy miejscowej fasoli, gotowanej od czasów niepamiętnych w kamionkowych garnkach zakopanych w gorącym popiele. Czy właśnie podczas tej fasolowej uczty poznał Karol Wielki swojego siostrzeńca - Orlanda? I czy w ogóle prawdą jest, że Orlando przyszedł na świat w grocie pod miastem? Legenda głosi, że Berta, siostra Karola Wielkiego, zakochała się w chłopaku bez herbu i nazwiska. Wydziedziczona i ostracyzowana,  udała się do Rzymu by błagać papieża o wstawiennictwo. Do Rzymu jednak nie dojechała, podróż nieoczekiwanie skończyła się porodem w grocie. Czyli wracamy do punktu wyjścia, wiążąc w ten sposób wątek Saturna jako boga podziemi i jako tego siejącego nasienie oraz zbierającego plony.

O ukochanym Berty, ojcu dziecka, legenda sutryjska milczy. Ale tłumaczy, że mieszkającą w grocie Bertę rozpoznał jeden z orszaku Wielkiego Karola. Orlando poznał się z Wielkim wujem wkradając się na ucztę i upijając przyszłego cesarza, zaś Berta wróciła do łask.


Grota Berty znajduje się tufowym urwisku, ciągnącym wzdłuż drogi wysadzonej piniami. Po jednej stronie urwisko, po drugiej wzgórze otoczone szarym murem. Droga to via Cassia. A tufa to etruska nekropolia, która jeszcze w średniowieczu - choć ogołocona z posągów i szkieletów etruskich - służyła jako cmentarz. Berta mieszkała więc na cmentarzu. Jej grotę łatwo znaleźć: to ta z jedną kamienną kolumną dzielącą szerokie wejście. W pobliżu -  wejście  do mirteum, które przez wiele lat, by nie powiedzieć wieków, służyło jako kościół. Pozostała po nim nazwa i fresk z cztenastego wieku: pielgrzymka do Rzymu...pod górkę lub z górki, ilustracja do opisu Sutri z listu Petrarki do kardynała Colonny:
Cingono d'ogni parte il paese colline senza numero, né troppo alte, né di malagevole salita e di nessuno impedimento allo spaziar della vista....otoczone pagórkami, nie za wysokimi, i niezbyt trudnymi do podejścia, ale też nie zasłaniającymi widoków...
Pielgrzymi z fresku patrzą w kierunku Via Francigena, która w Lacjum biegnie trasą Aquapendente -  Bolsena - Montefiascone - Viterbo - Vetralla - Sutri - Campagnano di Roma - La Storta.

Mitreum, znajduje się, jak na kult chtoniczny przystało, w jednej z grot tufowych. Trudno naturę posądzać o grotę trójnawową, z kolumnami odzielającymi nawę główną od bocznych,  komory z apsydą i połączonego korytarzem z mniejszym pomieszczeniem w którym kapłan przebierał się w szaty rytualne. Nie trzeba być religioznawcą by zauważyć podobieństwa z częścią obrzędową katolicyzmu.  Jednak symbolika miejsca sięgają głębiej niż katolicyzm: otóż najwyższy stopień wtajemniczenia kapłańskiego w mitraiźmie to Pater, a jego symbolem, oprócz czapki frygijskiej, był sierp. Symbol Saturna.

I jeśli herb Sutri przedstawia symboliczne powiązania miasta z Saturnem, tak kościół w dawnym mitreum łączy starożytność z legendą Berty. Znany jest Madonna del Parto. Parto znaczy poród.

Historia
Jak na miasto prowincjalne, liczące jakieś pięć tysiący mieszkańców, ma się czym Sutri chwalić. Najpierw te historyczne początki, a więc jedno z plemion pelagijskich, następnie rządy etruskie, a po nich rzymskie. Po Etruskach została nekropolia i fragmenty murów, po Rzymianach amfiteatr i mitreum.

W czasach chrześcijańskich jest donacja Sutri, w której król longobardzki Liutprand przekazał miasto papieżowi Grzegorzowi II.  Z okresu longobardzkiego pochodzi tzw. skarb sutryjski.

Następnym ważnym wydarzeniem z Sutri w nazwie był synod sadzający cesarskiego protegowanego na tronie piotrowym (czytaj Suppengrün, czyli niemiecka włoszczyzna). Potem długo spokój aż do roku 1433, gdy Niccolo Fortebraccio, kondotier, puścił miasto z dymem.

Z dymem poszło też znaczenie Sutri. Wpływy, dzięki protekcji rodu Farnese, powędrowały do sąsiedniego Ronciglione, a Sutri wegetowało jako drugorzędne miasteczko Państwa Kościelnego. Krótki okres napoleoński niczego nie zmienił. Po kongresie wiedeńskim  miasto wróciło do roli podrzędnego prowincjonalnego miasta w pobliżu większego, ale też drugorzędnego Viterbo.


I bogini
We wspomnianym wcześniej liście (Lettere di Francesco Petrarca delle cose familiari, lettera XXIII), do kardynała Colonny pisze Petrarka : 

A due sole miglia sta Sutri, sede diletta a Cerere, e antica colonia, secondo che dicono, di Saturno....
Dla Petrarki Sutri należy do Ceres, choć - jak sam pisze - niektórzy sądzą, że do Saturna
 infra le quali s'aprono sui convessi fianchi ombrose e fresche caverne, ocienione wklęśnięcia terenu otwierające się na chłodne groty...Qui d'acque dolcissime ne' bassi fondi il mormorio, qui cervi, damme, cavrioli, e tutto il selvaggio gregge de' boschi errante ne' colli aperti, e schiera infinita d'augelli che lambe le onde o su pei rami saltellando sussurra...Słodkie wody, szum potoków, zwierzyna, szczebiotanie ptaków
Jak to w ogrodzie bogini. Tej od plonów. I powiązanej miłością matczyną z Podziemiem.

========

  • Mitreum, czyli Madonna del Parto, można zwiedzać z przewodnikiem, który otwiera bramę co godzina. Więcej dowiedzieć się można w budce przy wejściu do amfiteatru. Mile widziane są napiwki, zwłaszcza że przewodniczka z napiwków kupuje karmę dla kota pilnującego bramy do amfiteatru.
  •  Michael Rips napisał książkę o Sutri, Pasquale's Nose. Nie została chyba przetłumaczona. A szkoda. Opowieść o producencie fasoli i dwóch kobietach mieszkających u podnóża miasta pamięta się długo. Pasquale's Nose leży u mnie na wyższej półce niż klasyka gatunku, Pod słońcem Toskanii, między innymi dlatego, że nie ma pretensji do bycia niczym innym niż przyjemną książką urlopową.
  • Longobardowie we Włoszech
  • oficjalna strona miasta i po polsku
  • teatr jednego kota

Saliny w Trapani, białe kwiatki na Etnie, duomo w Erice, XIX wiek w Catanii, Tindari, okolice San Vito lo Capo, no i oczywiście Palermo. Ale są też dwa zdjęcia z Neapolu. Zgadnijcie które?




tu wrócimy by popatrzeć na bawarskie kolory baroku sycylijskiego
Piazza Armerina

a tu nie, nawet jeśli w Bam Barze (via di Giovanni 45, Taormina) podają wspaniałą granitę.
Taormina

wciąż Palermo

ołtarz z Piazza Armerina oraz Palermo (w tym kościół Teatynów)

głównie Monreale, ale też i Erice

CIĄG DALSZY JUTRO







w końcu zapanował porządek: książki o Sycylii wróciły na półkę, 1500 zdjęć zmieniło format, walizki schowały się w szafie, wakacyjna odzież już wyschła. Jedynie wrażenie pozostały do uporządkowania.
kolory Palermo i Monreale
 Dwa tygodnie minęły od powrotu z Sycylii, a ja nadal nie wiem o czym opowiadać. Czy o malarzu wózków sycylijskich czy może o producencie konfitury cytrynowej?A może o mozaikach Monreale i Villa Romana del Casale? O prawniku, który jest właścicielem winnicy w Passopisciaro czy raczej o prawniku - gospodarzu gospodarstwa agroturystycznego w Agrygencie? A może o smakach granity, arancini i milzy (tchawicy) w bułce posmarowanej ricottą?

katedra w Palermo i Etna
W oczekiwaniu na uporządkowanie wrażeń i przypływ weny, napiszę jedynie o wyciągniętych wnioskach.

Palermo i Neapol
A więc wracamy na Sycylię w przyszłym roku. Wiemy też, że Cefalu, Taormina i Erice to miejsca, do których wracać nie chcemy.

Całą czwórkę zachwyciło Palermo, choć Neapol pozostaje ulubionym miastem JC, natomiast my, to znaczy JC i ja, chcemy wrócić do Catanii, Annamaria i Stefano - niekoniecznie, choć wszyscy zgodnie chwaliliśmy makarony i owoce morza z 'U Fucularu (Piazza Ogninella 6).

Choć podobało się nam wszędzie, największą niespodzianką okazała się Piazza Armerina. Oczekiwaliśmy czegoś bardzo turystycznego na wzór i podobieństwo Cefalu i Taorminy, a trafiliśmy na miasteczko z żółtego kamienia, z kilkoma barokowymi kościołami, monumentalnym duomo i pomnikiem barona Marco Trigoni, doskonałą kawą i arancini nadziewanymi szpinakiem.
La Scala dei Turchi (Agrigento), Scopello i morze w Cefalu

A tak wgole to
  • Objazdowe wakacje męczą. 
  • Plaże bywają przyjemne. 
  • Etna robi wrażenie, zwłaszcza, gdy budzi się do życia. 
  • Dwa tygodnie rozmówek włoskich dobrze robi na poprawienie dykcji i umiejętność formułowania w miarę poprawnych zdań złożonych.
  • Dobrą formą wyżywienia są sklepy spożywcze, które na żądanie robią kanapki. Najtańszy obiad: 4 euro za dwie duże kanapki z bakłażanem, suszonymi pomidorami i ostrą papryczką z oliwy.
  • Moje psychozy mają się świetnie: w bardzo atrakcyjnym gospodarstwie agroturystycznym z powodu ciemnych podłóg i ciemnego sufitu bałam się zasnąć. Noc spędziłam na środku łóżka, bojąc się odwrócić w stronę ściany, choć ciemną i nierówną podłogę pokryłam dywanikami i ręcznikami z łazienki. Gdyby nie komary, które gryzły na potęgę noc spędziłabym na hamaku w ogrodzie lub z pawiem na dachu
  • Niepotrzebnie wiezione swetry i kurtki okazały się przydatne w Erice (bardzo zimne poranki) i na Etnie
  • Francuzi okazali się najbardziej upierdliwą grupą turystów
  • nadal nie rozumiemy jak to jest możliwe, że homo sapiens, gatunek który na górę wysokości 3400 metrów nad poziomem morza wybiera się w strojach plażowych, a na stok krateru o nachyleniu 45 stopni, w dodatku pokrytego sypkim pyłem wulkanicznym, wchodzi w klapkach na obcasie, odniósł sukces ewolucyjny



CIĄG DALSZY ilustracji JUTRO
At Atri in Abruzzo, a small town
Of ancient Roman date, but scant renown,
One of those little places that have run
Half up the hill, beneath a blazing sun,
And then sat down to rest, as if to say,
"I climb no farther upward, come what may,"--
The Re Giovanni, now unknown to fame,
So many monarchs since have borne the name,
Had a great bell hung in the market-place,
Beneath a roof, projecting some small space,
By way of shelter from the sun and rain.

W wierszu H.W. Longfellow*, Atri jest małe, nieznane i rzymskiego pochodzenia. Niewiele się więc zmieniło: nadal jest mało popularne, niewielkie (11025 mieszkańców, ISTAT 2013), choć trudno je uznać za rzymskie.

Jego nowożytna nazwa wywodzi się co prawda z łaciny (Atria, Hadria lub Hatria, ta ostatnia wspisana jest z resztą w herb miasta), ale początki miasta to czasy jeszcze przedrzymskie. Początkowo sądzono, że - zgodnie z legendą założycielską - była to dawna kolonia grecka, w pierwszej fazie związana z Eginą, a później z Syrakuzami. Ostatnio jednak przeważa jednak teoria, że Atri to miasto założone przez Vestinów (jak to spolszczyć włoską nazwę Vestini: Westini?), należących do grupy plemion Italskich.


Kultura Vestinów i innych plemion italskich to odkrycia ostatnich dwudziestu lat, a więc za wcześnie jest by twierdzić, że nic po nich w Atri nie pozostało. Może za rok, dwa ktoś wykopie posąg na miarę Guerriere di Capestrano lub okaże się, że rzymskie pozostałości wybudowano na cyklopowych murach zbudowanych przez Vestinów.

Na razie jednak najstarsze eksponaty w muzeum to pozostałości po Grekach i Etruskach, z którymi Atri handlowało. Po Rzymianach Atri odziedziczyło m.in. wielką cysternę, którą chrześcijanie wykorzystali jako kryptę katedry S. Maria Assunta. Następne wieki wstawiły normańskie odrzwia, wymalowały renesansowe freski, ustawiły kamienny baldachim nad romańską chrzcielnicą i wystrugały z drewna, przy okazji bogato intarsjując, barokowy relikwiarz ozdobiony tralkami.

Jeno dzwonu króla Jana nie ma. Nie ma go na placu przed klasztorem, nie ma w wirydażu klasztornym. A szkoda, bo dzwon byłby dobrym zwieńczeniem opowieści, zwłaszcza gdyby powróz oplatały pnącza, tak jak w wierszu Longfellow. I gdyby jeszcze urząd miasta postawił na rynku rzeźbę wychudzonego konia, to byłabym w siódmym niebie. A tak jestem tylko w szóstym. Ale mimo tego, do Atri i tak wrócę.

=====
Wiersz Longfellow to The Sicilian's Tale. The Bell of Atri. Nie znalazłam w sieci polskiego przekładu.
Lubię miejsca o krótkich nazwach: Bussi, Itri, Sutri (o Sutri dopiero będzie), Nepi (o Nepi też będzie). Do Atri w Abruzji pojechaliśmy właśnie dla krótkiej i przyjemnie kojarzącej się z Itri nazwy. A ponieważ o Atri zgodnie milczą przewodniki, więc miasteczko niespecjalnie oblegane przez stonkę turystyczną i dlatego można w Atri robić to, czego nie wolno w znanych miejscach.


A więc można można pogłaskać po głowie relikwiarz na serce lub płuca. Wolno dotknąć pogryzionej przez korniki madonny, sprawdzić czy rzeźba Tommaso Illuminatiego jest przyjemna w dotyku, usiąść na tronie biskupim i poszurać butami po podłodze cysterny by wzbiły się tumany kurzu.


I gdyby nie to, że klęczniki nie zmieszczą się w torebce, to pewnie można by je było wynieść. A te wszystkie przyjemności za 6 euro (albo 8, nie pamiętam) od osoby, gdyż tyle kosztuje bilet do rzymskiej cysterny, którą średniowiecze przerobiło na kryptę klasztoru i do muzeum, czyli kolekcji relikwiarzy i rzeźb oraz skorup rodem z pobliskiego Bussi.


Majolika z Bussi to moje nowe odkrycie. Podobały mi się dzbany na oliwę lub wino o zdecydowanie fallicznym kszałcie oraz patera z konterfektem zezowatego króla, zachwycił  prawie Tintoretto godnie obłażący z farby, co dało obrazowi postmodernistyczny posmaczek. Piękna też była madonna, która mogła, ale nie musiała, pochodzić z warsztatów della Robbia, terrakotowa Katarzyna Aleksandryjska i Katarzyna ze Sieny na ludowo, w kwiecistej szacie.


A jak tylko znajdę przewodnik po kompleksie klasztornym (8 euro, warto kupić PRZED zwiedzaniem katedry) to jeszcze opiszę o czym są kolorowe freski i kto je namalował. Oraz opowiem o kamiennym baldachimie i kamiennym korkociągu.
Właśnie tym korkociągu


'Nasze Lacjum' jakoś nie uwzględniało  do tej pory Castelli Romani: nie lubimy ich win, do Castelgandolfo nas nie ciągnęło, nie specjalnie interesowało Frascati. Po dobrą porchettę do Ariccii jechać też nie musieliśmy, gdyż kupić ją można z przydrożnych budek. Ale w końcu wybraliśmy się do Grottaferraty obejrzeć klasztor.


I tak jest Nilo, święty niekoniecznie znany, pochodzący z należącej do Bizacjum Kalabrii, choć pierwsi zakonnicy mieli przeprowadzić się do Grottaferraty z klasztoru Serperi (okolice Gaety). Sam Nilus to założyciel zakonu Bazylianów, a więc klasztor - nadal do nich należący - jest mieszkanką wpływów sztuki katolickiej i bizantyjskiej. Bizantyjski jest ikonostas, najstarsze freski i mozaiki, katolicka - kaplica Nilusa i herby papieskie: della Rovere i Farnese. Te ostatnie widocznym dowodem, że klasztor z jakichś powodów (a może tylko ze względu na położenie?) cieszył się wsparciem papieży: kaplicę Nilusa ufundował papież Farnese. Krużganek, uważanego za dzieło Giulliano da Sangallo (ten od Loreto), finansował kardynał Farnese i papież de Medici, czyli Pius IV, który również otoczył klasztor nowymi murami obronnymi. I jeśli o papieżach mowa: czy renesensowa kaplica z herbem Farnese to dowód na wsparcie papieża Piusa IV, Pawła III, czy może jedynie kardynała Farnese? Herb della Rovere (i alegoria wspaniałych czynów przedstawiciela rodu) to Sykstus IV? Czy może Juliusz II? Obydwaj przecież należeli do tego samego rodu...


Chciałabym klasztor obejrzeć z dobrym przewodnikiem w ręku, który uporządkuje mi chronologię, poustawia papieskich fundatorów i potwierdzi, że freski wyglądające na dzieło Caracciego zostały rzeczywiście przez niego namalowe. Potwierdzi, że kaplica po prawej stronie bazyliki to pozostałość po najstarszej części klasztoru, pamiętającej czasy Nilusa; i wytłumaczy, jak dojść do katakumb, które - podobno - odkryto rekonstruując którąś (którą?) część klasztoru, przy okazji pisząc, kto jest autorem rzeźby na dziedzińcu? Skąd wzięła się w klasztorze ikona Matki Boskiej Theotokos z XII lub XIII wieku? I czy można wejść do biblioteki, która ma podobno wspaniałe zbiory manuskryptów i starodruków?


Na szczęście mieliśmy szczęście :): do ogrodów klasztornych wpuścił nas idący do biblioteki mężczyzna, który polecił dokładne obejrzenie lapidarium i wspomniał, że klasztor wybudowano na fundamentach willii rzymskiej.


===
Adres: Abbazia di San Nilo, Corso del Popolo 128, oczywiście Grottaferrata

kilka uwag: wycieczki z przewodnikiem w soboty i niedziele lub po uprzednim umówieniu (nie widziałam jednak by wycieczka wchodziła do ogrodu przyklasztornego). Na terenie jest sklep, ale - jak tytuł notki wskazuje - był zamknięty, nie widziałam też tabliczki z godzinami otwarcia. Ogród przyklasztorny i krużganek: w czasie naszej wizyty brama była zamknięta. Brakowało kartki z godzinami otwarcia, więc zwiedzanie może być ograniczone. Ale warto postać pod furtką w nadziei, że ktoś pozwoli wejść

oficjalna strona klasztoru
Bazylianie
Pius IV, Juliusz II i Sykstus IV, Paweł III
Giuliano da Sangallo
Castelli Romani

Dawniej, gdyby można było przejechać odcinek od Avellino do Cheti z zamkniętymi oczami, to bym tak robiła. Nie lubiłam tego odcinka drogi: bałam się i gór przypominającyh hałdy żużlu i płaskowyżu z porozrzucanymi na nim klockami miasteczek. Aż w końcu pojechaliśmy do Popoli, po wino. i odkryłam, że do Marsici* da się przyzwyczaić.

Do gór Abruzji przyzwyczailiśmy się do tego stopnia, że często tam jeździmy. I nie tylko po wino, ale również w celach turystycznych. Znamy Lago Fucino, Sulmonę i Badię, Popoli i Scanno, Tagliacozzo i Cocullo. Ale czy je lubimy? To chyba zależy od definicji lubienia :)



Na przykład Alba Fucens. Lubimy ją zimą. Przypomina mi wtedy ilustrację do rzymskiej wersji Pana Wołodyjowskiego, pusta stannica na końcu (rzymskiego) świata. A JC lubi koloseum, gdy śnieg śnieg i lód pokreślają jego owalny kształt.

Fascynuje nas bazylika św. Piotra, gdyż jest to nie tylko najlepiej przeprowadzony projekt rekonstrukcyjny powojennych Włoch, ale również - a może przede wszystkim - najwierniejsza ilustracja witruwiańskiej definicji stylu toskańskiego. Taką informację znaleźliśmy na ostrzelanej ze strzelby (?) tablicy informacyjnej. Sprawdzać będziemy przy innej okazji, gdyż św. Piotr jest zamknięty i na wizytę trzeba się z nim umawiać, dzwoniąc do Annamarii Dimattia**. I wtedy można zobaczyć na własne oczy dobrze zachowane fragmenty świątyni Apollo połączone w zgrabną całość ze stylem bizantyjskim i romańskim. Tylko jak skomponować w logiczną całość boga słońca, kojarzącego się z muzyką i światłem, ze św. Piotrem? Chyba że przeczyta się wiersz o Apollo i Marsjaszu Herberta. I wtedy można zrozumieć o co chodzi w tym kościele z widokiem na koloseum.



PS: Obchodząc bazylikę spotkałam dwóch młodych mężczyzn. Szli powoli, dyskutując o życiu uczuciowym i seksie. A więc jednak Apollo.

=====
* Marsica - górzysty region w zachodniej Abruzji. Pierwotnie zamieszakły przez plemiona italijskie. Z podanej przeze mnie listy odwiedzonych miejscowości do Marsici należą jedynie Tagliacozzo, Scanno i Cocullo, no i, oczywiście, Alba Fucens.

** S. Pietro d'Albe Annamaria Dimattia 340 6255873 or 086323561

Apollo na sankach, o Witruwiuszu z linkiem do pdfu jego X. ksiąg, Witruwiusz i jego dzieło autorstwa Anny Sadurskiej oraz Vitruvius z Project Gutenberg
Wiedziałam, że będzie monumentalne. Było jeszcze bardziej :) Właśnie z powodu ogromu przestrzeni trudno się było połapać, gdzie co jest. Czy to, gdzie stoję, to nawa główna czy transept? Apsydy, widoczne z zewnątrz, trudno rozpoznać.. Czy pomieszczenie z wotywami to było prezbiterium czy jedną z kaplic? Trudno powiedzieć. Pewne jest, że na skrzyżowaniu naw i transpektu postawiono chatkę, pracowicie obudowując ją renesansowymi płytami, tworząc monumentalny relikwiarz, do którego można wejść by obejrzeć ozdobny ołtarz i kamienne ściany.

Kamienne ściany trafiły do Loreto dzięki aniołom, które chatkę z Nazaretu przeniosły najpierw do Chorwacji, a potem do Loreto. Podobno kamień z którego zbudowana jest dolna część ścian może pochodzić z Nazaretu. Ba, sposób wiązania kamieni wydaje się potwierdzać nazaretańskie pochodzenie trzech ścian (tylko trzech, gdyż czwartą ścianę tworzyło wejście do groty), podobnie jak i wyryte w kamieniu graffiti. Co nie znaczy wcale, że mieszkała w nim Maria i że dorastał w nim Jezus. Oficjalna strona sanktuarium nie potwierdza cudownego przeniesienia kamieni z Nazaretu do Loreto, pisząc o transporcie drogą morską przy boskim wsparciu. A więc nie niebiańska firma transportowa, a jedynie niebiański nadzór logistyczny.

Niezaprzeczalnym faktem jest natomiat to, że bazylikę budowało wielu, m.in. Giuliano da Maiano, Giuliano da Sangalo i Bramante, a obecny front zawdzięcza patronatowi pochodzącego z okolicy papieża Sykstusa V, z domu Felice Peretti di Montalto. Zwiedzanie bazyliki wymaga kilku godzin, detale można zobaczyć na stronie saktuarium, która oprowadza po najważniejszych zabytkach, tak więc inwentaryzacji przeprowadzać nie będę. Mnie najbardziej podobało się coś, co mogło być zakrystią: z pięknymi, wysokimi oknami, ciemną boazerią i sięgającymi belkowania gablotami pełnymi współczesnych wotywów. Była tam gablota z proporczykami polskich pielgrzymek, orzeł biały, autobus z ręcznie pomalowanej blachy, zdjęcia kolorowe, zdjęcia czarnobiałe i ręcznie malowane obrazki wotywne. A w wbudowanych w boazerię szafach, na półkach widocznych zza niedomkniętych drzwi, leżały stare metalowe wieńce, kije od chorągwi i niedbale złożone sztandary w kolorze ugotowane buraka i ogryzki gromnic.


Czy nam się Loreto podobało? Odpowiem tak:zaraz po Loreto pojechaliśmy do Rocanati, miasta rodzinnego Leopardiego, poety przygnębionego. Być może jego poezja ma swoje podłoże nie tylko w problemach zdrowotnych, być może na pesymizm Leopardiego miało także wpływ sąsiedztwo potężnej budowli z z kamienia. I odgłos łopotu skrzydeł anielskich nadzorców  transportu kamiennych ścian z Nazaretu.

====
Oficjalna strona saktuarium w Loreto, o saktuarium po polsku w Wiki i w Głosie Ojca Pio, o domku loretańskim,
I pomyśleć, że kiedyś stała tu świątynia boga słońca. Pobożne życzenie czy stwierdzenie faktu, że kiedyś było tu cieplej?
Opat Gwidon z Arezzo (Guido d'Arezzo) wymyslił solmizację muzyczną. Było to gdzieś pod koniec X wieku (jeśli był Mozartem swojej ery), choć bardziej prawdopodobne wydaje się, że re-mi-fa-soli wymyślił w pierwszej połowie wieku następnego (zmarł po 1033 roku. Dokładnej daty nie znamy) by ułatwić naukę linii melodycznych chorałów, zwanych obecnie gregoriańskimi, a za podstawę użył hymnu do Jana Chrzciciela, napisanego przez Pawła Diakona (Paulus Diaconus) z klasztoru Montecassino:
Ut queant laxis
resonare fibris,
Mira gestorum
famuli tuorum,
Solve polluti
labii reatum,
Sancte Iohannes.

by twoi słudzy mogli głosami wznosić cuda twoich czynów by oczyszczać grzech z naszych ust, o święty Janie (tłumaczenie własne, przybliżone)


Piersze słowa litery linijek hymnu stały się podstawą znanego z lekcji śpiewu do-re-mi-fa-sol-la-si-do, z tym że SI stworzono w XVI wieku, UT zmieniono na DO w wieku XVII, korzystając z  pierwszych liter nazwiska  Jana Baptysty, ale nie biblijnego, a  Doniego, florenckiego muzykologa. Na końcu zaś,  ktoś (kto i kiedy?) dopisał ostatnie DO, by lata, lata później, pojawiło się w irytującej piosence śpiewanej przez Marię, guwernantkę siedmiorga dzieci Georga von Trapp.


DO Pomposy, klasztoru z którym Gwidon z Arezzo był związany, pojechaliśmy by sprawdzić czy solmizacja wyryta jest w kamieniu. Czy widać ją w kolumnach, dzwonnicy i krużganku? Obejrzeliśmy kamienie w muzeum, patrzyliśmy na mozaiki w kościele Marii Panny, próbowaliśmy przeczytać greckie i łacińskie napisy na fragmentach łuków, jednak nawiązań do Ut queant laxis nie udało się nam odnaleźć. Przynajmniej nie w ich dosłownej wersji, czyli tej, którą można pokazać palcem i powiedzieć: o, do-re-mi-fa. 


Ale nie mogę też powiedzieć, że nie Pomposa nie miała swojego rytmu: właśnie w dzwonnicy, w arkadach Palazzo della Raggione, w bacini wtopionych w lizeny fasady. Zwłaszcza bacini, kamionkowe i gliniane miski, najprawdopodobniej islamskiego pochodzenia, przypominają najstarsze zapiski nut: kółka skrobane na kartach pergaminu. I choć fasada kościoła została poprawiona na dziewiętnastowieczną modłę, to Pomposa ma nadal coś z chorału gregoriańskiego, zwłaszcza z Dies Irae, chorału żałobnego skomponowanego przez Tomasza z Celano w Abruzji. Byliśmy bowiem w Pomposie niedługo po tym, jak czarnoskórą posłankę obrzucono bananami, a Mussoliniego wychwalał pod niebiosa Roberto, chlubiący się t-shirtem z twarzą Il Duce w kolorach flagi, ale przed dyskusją o 'ideologii' gender, więc tylko trochę gniewu nam wtedy towarzyszyło.

Natomiast sam klasztor, stojący wśród pól kukurydzy, przerobiony na muzeum, zasługuje i na Dies Irae i na odwiedziny. Ale nie w niedzielę, bo w niedzielą odprawiane są msze, i wtedy do kościoła wejść nie można. Wiem jednak, że od czasu do czasu można trafić na mszę z chorałami gregoriańskimi. Może nawet sobie wtedy dies irae śpiewają?


Dodatkowe informacje:

oficjalna strona klasztoru Pomposa, z godzinami otwarcia i cenami biletów
Gwidon z Arezzo, biografia

oraz terminologia:
solmizacja, lizena, chorał gregoriański, bacino
gdy Wenecja nie była jeszcze Wenecją, a łachami piachu porośniętymi trzciną i krzakami, czyli wyglądała tak jak obecnie wygląda Torcello, Torcello było tym czym obecnie jest Wenecja, a więc centrum Laguny, cywilizacyjnym, ma się rozumieć.



Początkowo Torcello było, by użyć współczesnej terminologii, obozem dla uchodźców z rzymskiego Altinum, uciekających przed Barbarzyńcami.  Potem przed dwa wieki nie działo się nic poza wielką powodzią zwaną Rotta della  Cucca, z 17. października 589, pierwszej historycznie udokumentowanej acqua alta, opisanej przez historyka Lombardów. Oczywiście oprócz Wielkiej Wody Torcello zalewały fale uchodźców, o tej pierwszej już wpominałam, potem nadciągnęły następne, tym razem uciekających nie przed Attilą, a przed Lombardami i Frankami. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to dzięki Lombardom i Frankom Torcello stało się centrum Laguny. Wyspa się zaludnia, a mieszkańcy zbijają fortunę na produkcji soli i na pośredniczeniu w handlu z Bizancjum. W w 638 na wyspę przenosi się biskup Altinum. Od tej daty przez następne 300 lat, Torcello kwitnie. Powstają pałace i kościoły, miasto ma ponad 10 tysięcy mieszkańców.

Zdjęcia: Jacqueline Poggi, Vincent, Daniel Daranas i MIchael Day

Z okresu świetności pozostały do naszych czasów jedynie resztki: katedra Santa Maria Assunta,  kościół Santa Fosca i Palazzo del Consiglio (zwanego też Palazzo della Podesta), katedrę wybudowano w VII wieku, przebudowano w 1008 roku. Santa Fosca i palazzo to też wiek XI czyli wiek, w którym dobra passa Torcello dobiegała końca. Trudno powiedzieć co było początkiem końca: malaria? Rosnące wpływy weneckie? A może zmiany geologiczne uniemożliwjące produkcję soli l? A z resztą, czy jest to istotne? Torcello wymierało przez następne cztery wieki, a ostatecznego aktu zniszczenia dokonała nie przyroda, a barbarzyńcy. I nie ci,przed którymi uciekali mieszkańcy Altinum, a ci z drugiej strony Laguny: przez wiele lat Wenecjanie traktowali zabudowę Torcello jako skład materiałów budowlanych. Cud, że ocalało cokolwiek. A ocalały i kamienne mozaiki na posadzce i 18 marmurowych greckich kolumn oddzielających boczne nawy. Zachowały się również mozaiki ukończone zanim położono pierwszą tesserę w bazylice św. Marka. Nad głównym ołtarzem, zamiast tradycyjnego Chrystusa Pantokratora, króluje Matka Boska z Dzieciątkiem, prawdopodobnie dzieło artystów z Konstantynopola. W kaplicy po prawej stronie jest Chrystus z Archaniołami i świętymi Ambrożym, Augustynem, Marcinem i Mikołajem, ciut prymitywniej, gdyż znacznie wcześniej wykonani, a na ścianie zachodniej można podziwiać Sąd Ostateczny, a właściwie jego fragmenty, bowiem w XIX wieku odrestaurowano mozaikę, odrywając jednocześnie jej fragmenty i zastępując nieudoulnie wykonanymi kopiami. Z oryginalnej mozaiki zachowało się jedynie  Piekło.

Co za trafna metafora.


======
O zabytkach Torcello po polsku , nie zgadza mi się jedynie datowanie Palazzo del Consiglio, gdyż moje źródła podają XI-XII wiek.

Ceny i godziny otwarcia można znaleźć na stronie Veneto Inside Połączenie z Torcello warto sprawdzić na stronie ACTV. Na przykład od sierpnia na Torcello płynie 12., jest to linia eksperymentalna, a więc jest możliwe, że ją skasują. Myśmy przesiadali się na Burano.

Włoszczyznę znalazłam w Goslar, choć wcale się jej tam spodziewałam. Miasto, niekoniecznie odrestaurowane do ostatniego gwoździa, lekko przykurzone i  nonszalancko wymięte, przypominało trochę Włochy, ale większość zabudowań była zdecydowanie niemiecka: pruski mur, kolorowe okiennice, folklor Harzu. Tylko restauracje wydawały się dzielić menu na pół: miejscowe piwa i wina podawane do gnocchi, spaghetti i pizzy.


Mając przed sobą perspektywę 24 godzin w Goslar, zajrzałam do przewodnika: kościoły i zamek,  kilka średniowiecznych szpitali, chata górnika, dom Siemensów, dobrze zachowany kirkut. Oraz włoskie koligacje miasta. I to koligacje najlepszej jakości:

Otóż na europejską scenę polityczną weszło Goslar dzięki Henrykowi III - z dynastii salickiej- Świętemu Cesarzowi Rzymskiemu od 25. grudnia 1046 roku, który wybudował swój zamek na wzgórzu, w miejscu nazywanym obecnie Kaiserphalz. Zamek nadal stoi, z romańskiej kolegiaty wybudowanej w tym samych czasie (a może katedry, bo jako katedra został zaznaczony na mapach) został jedynie przedsionek z pięknymi kolumnami i zbiorem lapidariów.



Goslarski (tytuł ciut na wyrost, ale ciut, bo odwiedził Goslar przynajmniej 17 razy) Henryk III zrobił porządek we Włoszech, gdy na tronie papieskim próbowało siadać jednocześnie trzech papieży. Henryk rozwiązał problem sadzając na tronie czwartego, Suidgera von Morslebena, biskupa Bambergu, który uczestniczył w zwołanym przez Henryka synodzie w Sutrii. Morsleben, już jako papież Klemens II, pięć dni po zakończeniu synodu koronował Henryka III na cesarza, zamykając koło historii: Goslar ma cesarza, a Hornburg, miasteczko położone niecałe 30 km  na północny wschód od Goslar, ma papieża.  Niestety, tylko na jeden rok. Ale to już zupełnie inna historia. My natomiast możemy włożyć goslarkie Suppengrün do garnka i ugotować na niej la mentucciata, zupę pomidorową z miętą, specjalność Sutri i okolic.

Co roku Goslar ogłasza zdobywcę pierścienia cesarza, Goslarer Kaiserring, wręczanego za wybitne osięgnięcia artystyczne. Pierwszym nagrodzonym był Henry Moore. Potem pojawiają się nazwiska Josefa Beuysa, Richarda Serry, Alexandra Caldera, Georga Baselitza i Cindy Sherman, by wymienić kilka ulubionych nazwisk. Na liście jest jeden Włoch: Mario Merz z Turynu. Dostał nagrodę w 1989 roku. Rok po Gerhardzie Richterze i tuż przed Anselmem Kieferem.


========
O Sutri będzie przy okazji. O Henryku III z dynastii salickiej można poczytać na wiki/en, wiki/pl, o Klemensie II pisze angielska wikipedia, ciut mniej polska, a historię miasta najlepiej opowiada oficjalna strona Goslar.
Powered by Blogger.