Showing posts with label Lombardia. Show all posts
Showing posts with label Lombardia. Show all posts
Nie o via Francigena będzie, choć można by ją do wędrówki wzdłuż Francigena porównać. Jest na swój sposób, tak jak  i Francigena, nieczytelna. Bo obydwie w historii zanurzone, a przez to utytłane w kontekstach, metaforach, cytatach choć Francigena to teraz tradycja, skansen w którym celebruje się przeszłość, a ta nowa jeszcze w budowie, choć jej zarysy już widać.

Via Francigena prowadzi z Paryża do Rzymu, nowa trasa zaczyna się w Wenecji, obiega Weronę, skręca do Palermo by przeskoczyć granicę i skończyć na górze w Szwajcarii.  Dlaczego tak? Bo w Wenecji zaczynał karierę Carlo Scarpa, w Wenecji studiował Mario Botta, choć Szwajcar najprawdziwszy. Tymczasem, może dzięki Wenecji, a może dzięki naukom Scarpy, architektura Botty nasączona jest Italią. Przeczytałam gdzieś, że obiekty Botty mówią estetyką włoską. Nie mam zamiaru z tym twierdzeniem polemizować.

mistrz - uczeń mistrza
 Mistrz
Podświetlone popiersie zawieszone na niewidocznym wsporniku, biała twarz na tle białej ściany, fragment portalu jako rzeżba? I jeszcze użycie światła w przestrzeni wystawowej, woda jako element architektoniczny. To cytaty ze Scarpy.

Chodząc po współczesnych muzeach nawet sobie nie zdajemy sprawy, ile ich wnętrza zawdzięczają Carlo Scarpie,  uważanemu za jednego z najbardziej wpływowych architektów XX wieku, choć edukację skończył na poziomie kreślarza. Oczywiście pojawiają się głosy pytające o sensowność tytułowania architektem kogoś, kto nigdy nie zaprojektował budowli od podstaw. Nie mniej jednak przestrzeń wystawowa Olivetti zaprojektowana przez Scarpę jest studiowana przez studentów architektury tak, jak studiowane są święte księgi.

Księgi święte
W Wenecji znajduje się też odrestaurowany przez Scarpę pałac Querini Stampalia. Drzwi dzielące przestrzeń pałacu nawiązują do kamiennych okiennic Torcello. Zestawienie cegły z ze szlachetnym marmurem, to też cytat z weneckiej architektury. Dla Querini Stampalia odtworzył technikę stucco lucido (tynków z połyskiem). Z resztą stucco lucido stanowi główny element dekoracyjny w innej realizacji Scarpy - wnętrzu Banca Populare w Weronie. I mogłabym tak dłużej: o jego umiejętności rysowania jednocześnie prawą i lewą ręką, co może nie miało wpływu na jego pozycję jako architekta, ale za to świetnie nadawałaby się do świeckiej hagiografii, ale nie mogę nie napisać o Palazzo Abatellis (Palermo), Castelvecchio (Verona) i muzeum Canovy w Possagno. W tym ostatnim Scarpa poustawiał białe marmury i białe gipsy na tle białych ścian. A do wnętrza zaprosił światło by światłocienie dodawały innego wymiaru.

I te klocki
Przede wszystkim powyciągał utytłane klocki: łuki stare, częściowo pogryzione przez mole, fragmenty fryzów, tympanonów, rzeźby poutłukiwane i pokazał jak je ustawiać. Nie pod ścianą, i nie w grupach jak wycieczka szkolna na przymusowym spędzie do muzeum, ale każde osobno. Nie terapia grupowa a indywidualna, często z eksponatem zajmującym centralne miejsce tak, by widz mógł obejrzeć go z każdej strony (Palazzo Abatellis, Palermo)

CTR-V
ciął też.  Od-dziewiętnastowiecznił Castelvecchio w Weronie, wycinając schody wybudowane przez Francuzów, Odsłonił mury, pokazał nakładanie się stylów, a w komnatach powykruszane fragmenty łuków drzwiowych pozostawił tak jak były, bez prób rekonstrukcji brakujących fragmentów. A więc sztuka w konteście, czas jako współtwórca, widz dostawiający w wyobraźni brakujące klocki.

Cytat
W końcu wybudował  grobowiec - epitafium, grobowiec godny współczesnego faraona, a przede wszystkim grobowiec - cytat. Portal jak do katakumb, woda jak Styks, choć płynącej po niej łodzi Charona już nie zrealizował, kompleks rozrzucony po 25 metrach powierzchni jak Dolina Królów. I w końcu w sąsiadujące ze sobą cementowe płyty wtopił małe  stalowe łuki górnej części okularów przez które odwiedzający kieruje wzrok na na wioskę z której pochodził zmarły faraon z małżonką (grobowiec Giuseppe i Onoriny Brion-Vega, San Vito d'Altivole).

Mario Botta też cytuje. Niekoniecznie z betonowym rozmachem, ale cytuje. Na przykład średniowieczną piazzę, najpierw w kompleksie muzealnym Il Mart w Rovereto, a później w Area Appiani w Treviso. Kolor tufy i trawertynu do Santa Maria degli Angeli na Monte Tamaro, a przede wszystkim biało-czarne pasy i portal katedry z Pistoi w kapliczce górskiej. Tak kapliczka w Mogno- Fusio jak i katedra w Pistoi są pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela.


Plan zwiedzania

Mario Botta

Carlo Scarpa
I kto mi teraz powie, że tylko średniowiecze i tylko przeszłość się liczy artystycznie? A więc ostatnie słowo należy do mnie!

====
lektury:
Carlo Scarpa. Monograph, Robert McCarther, wyd. Phaidon
Mario Botta, Philip Jodidio, wyd. Taschen
Encyclopedia of Contemporary Italian Culture, ed. Gino Moliterno, Routlege University Press
Dictionary of Architecture, James Steward Curl, Oxford University Press
Contemporary European Architects, Taschen


foto: João Amaral, Günther Bogensberger i Enrico Cano
Nie mogę się ogarnąć. I jak tak dalej pójdzie, to nie dotrzymam terminu, zdjęcia nie pójdą do druku, obrazów poczta nie dostarczy na czas, czyli grozi mi dojście do ściany, dalej już tylko przepaść i zgrzytanie zębów, a więc vado a carte di quarantotto.  Jest to określenie nadzwyczaj trafne, gdyż zastąpiło wcześniejsze pójście do diabła (mandare/andare a diabolo). w roku 1799 diabłem okazali się być sąsiedzi, wyrównujący porachunki składając donosy do Kardynała Ruffo, który, po powrocie Burbonów do Neapolu, przeprowadzał egzekucje zwolenników republiki. Egzekucji było setki, ale 48. osób, podobno przypadkowych, nie udało się pojmać. I właśnienazwiska tych 48. osób pojawiły się na liście gończym, vanno (od andare) a carte di quarantotto.

Quarantotto, czyli wiosna ludów we Włoszech, Bawarii i Belgii

Nie mogę się ogarnąć. Porozkładane na stołach książki, sterta wycinków z gazet na podłodze, swetry na krześle, koszule i bluzki do prasowania, dywan do wytrzepania, kwiaty do wazonu, wazon do umycia, jedna doniczka z kiełkującą cebulą, druga z ziemniakiem puszczającym pędy, pudełka z filmami i pudełka po książkach. To objawy przesilenia wiosennego :), zwane przez grzecznych chaosem, a przez niegrzecznych burdelem na kółkach, czyli mówiąc po włosku (essere) un quarantotto (czterdzieści osiem).

Mamy dzisiaj 19. marca, a więc wczoraj rozpoczęły się rozruchy w Mediolanie: miejscowi rzucali kamieniami w Austriaków, Austriacy strzelali, w końcu nie wiadomo było kto za kim, kto do kogo, kto z kim walczy, i o co. A że było to w roku 1848 stąd też i wernakularne określenie: essere un quarantotto. Być czterdzieści osiem. Wiosna Ludów. Mediolańskie przesilenie wiosenne.

======
I jeszcze: etymologię andare a carte di quarantotto podaję za L'Accademia della Crusca (tu link do strony). Większość znalezionych w sieci źródeł przyjmuje, że wszystkie związki frazeologiczne z quarantotto pochodzą od roku mediolańskiej Wiosny Ludów.
jak już poprzerabiamy wszystkie stare zabudowania fabryczne na centra handlowe i zarżniemy życie miejskie, będziemy mogli zabrać się robienie porządków z lasami. bo te wszystkie bezużyteczne dęby, buki i modrzewie to czysta kasa. W zamian możemy las przenieść do miasta. Bliżej, a więc ekologicznie, a przy okazji stymulacja rynku nieruchomości. Same korzyści, zwłaszcza że prototyp już powstał. Wystarczy go jedynie przeflancować na polski grunt. 

Przepraszam, nie o tym miało być. Miało być o świetnym wieżowcu, a właściwie dwóch, w Mediolanie, ale ponieważ jestem po lekturze Wanny z Kolumnadą i Źle Urodzonych, więc ostrzę wirtualną siekierę na wieszających szmaty reklamowe na fasadach, sikających po nogach na widok Vitkaca, mikroorganizmy przenoszące pastelozę i inicjatywy wycinania drzew wzdłuż ulic, by potem powsadzać w donice badyle i piać, że jest eko ślicznie i światowo.

zdj: Boeri Studio

Wracając jednak do motywu przewodniego tej notki, czyli Bosco Verticale. Budowę rozpoczęto w 2007 roku według projektu Stefano Boeri Architetti (tak, syna TEJ Cini Boeri).

Komentatorzy wydają się być zgodni; to może być odpowiedź na problemy urbanistyczne: rozlewania się miasta (→ eksurbanizacja), wygospodarowywania przestrzeni na tereny zielone, przy okazji poprawiając jakość powietrza. Pionowy las ma ocieplać wnętrze i działać jako ekran przeciw decybelom. Czyli, summa summarum, być zieloną wersją domu pasywnego z bonusem: A bonusem może się okazać fauna, gdyż twórcy liczą na powstanie mini ecosystemu.

Dodatkowym walorem zalesionego wieżowca jest jego atrakcyjność wizualna, i to sezonowa, czyli slowfood wersji architektonicznej: od strony południowej z mediolańskiej zimowej mgły będą się wiecznie zielenić iglaki (i pewnie jakieś rododendrony, bo o wiecznie zielonych drzewach i krzewach mówiła Laura Gatti. BTW: link do wywiadu na końcu), od północy i zachodu - złocić leszczyny i klony, a od wschodu kwitnąć migdałowce.  No dobra, migdałowce sobie wymyśliłam, gdyż Laura Gatti ich nie wymienia, ale JA chciałabym oglądać kwitnący na różowo blok mieszkalny :)

zdj. Inhabitat via ArtInfo

Zamknięcie budowy i zalesiania zaplanowano na koniec ubiegłego roku, ale chyba projektu jeszcze nie ukończono, gdyż nie udało mi się znaleźć ani jednej informacji o przecinaniu wstęgi. Co nie znaczy, że mieszkania w lesie nie są sprzedawane. W lipcu 2012 roku sprzedano 60% mieszkań, w cenie, bagatela, od 7 do 10 tysięcy euro za metr kwadratowy.


Bosco Verticale jest eksperymentem. Stworzono dla niego system nawadniania na sensory, woda pochodzi z recyklingu i mówi się o 30% oszczędności energii. Nie wiadomo jednak jak się przyjmie las i czy zamieszkają w nim wiewiórki. Bo na rysie i wilki to pewnie nie ma co liczyć :)

=====
Więcej o Bosco Verticale

Na początku było słowo. Wypowiedział je głośno niebiański Ciocca, czyli Celestino Ciocca, rejestrując domenę Eataly. Słowo stało się ciałem gdy Oscar Farinetti, współpracując z Coopem (co za wspaniała zbieżność słów!) otworzył pierwszy luksusowy supermarket. Był rok 2007. A miejscem Turyn.

I choć chciałoby się powiedzieć, że reszta jest milczeniem, to napisać wypada, że reszta jest nieustającym hałasem. Głównie medialnym. Eataly w prasie, określane jako skrzyżowanie supermarketu z europejskim targiem. Eataly w telewizji. Eataly we Florencji nawiązuje do Renesansu, pieje gazeta, i zaraz dodaje, że Eataly w Rzymie poświęcony jest pięknu. Dziewicza biel. Kryształ. Jak od Swarovsky-ego. Te dwa określenia ode mnie: Eataly Roma Ostiense jest bowiem biała. I szklana. Z białymi opakowaniami. Zapachem kawy w jednym rogu i wonią wody morskiej piętro wyżej.


Tygodnik IO zastanawia się czy Eataly to rodzaj męski czy też żeński. Ostatecznie 64% pracowników to kobiety. Ilu z nich jest dyrektorami? Artykuł już nie podaje. Ale w sondażach opinii publicznej wychodzi, że Włosi odbierają Eataly jako kobietę. A więc L'Eataly, jak La Eataly, a nie jak Lo Eataly. Dobre i to.

Mogło być gorzej. Na przykład ktoś z ministerstwa mógł zamknąć pierwszą Eataly, gdyż Oscar Farinetti nie miał odpowiednich certyfikatów zezwalających na otwarcie sklepu spożywczego. Mieli więc podstawy, by zamknąć. Nie zamknęli. Dobre to, czy niekoniecznie?

Eataly może (ale nie musi) zaszkodzić małym sklepom. Albo producentom, gdy zmonopolizuje rynek luksusowych towarów spożywczych. No ale za Eataly stoi Slow Food, więc może jednak monopolu nie będzie? Na razie jest szum w mediach. I zachwyty znajomych.

Przyznaję, sałatka z oliwkami taggiasca była świetna i niedroga. Chleb też nam smakował. Podobały papierowe woreczki na chleb. Kawa Illy miała gęstą crema.  Degustacja oliw była poprawna, lekcje gotowania przyzwoite, choć wolałabym trafić do grupy zaawansowanej, ale i tak nie żałuję wydanych pieniędzy.


Jako posiadaczka Mastercard w okresie świątecznym zakupy mogę zacząć godzinę przed otwarciem sklepu. Chyba się wybiorę, bo po dobrą polentę mieloną tradycyjnymi metodami łatwiej jest pojechać do Rzymu niż do Mediolanu, a w sprzedaży internetowej Eataly ma tylko jeden gatunek polenty. Przy okazji sprawdziłam wina Barolo z mojego rocznika, z 1961 roku, kosztuje jedyne 600 euro. Wiedziałam, że jestem dobrym rocznikiem. Ale aż tak dobrym?

==
Eataly jest w Turynie, Mediolanie, Genui, Florencji, Bolonii, Rzymie i Bari. W każdej z nich można iść na obiad lub kolację, zrobić zakupy (także książkowe), nauczyć się gotować, posłuchać prelekcji. Na lekcje warto zapisywać się wcześniej: klasy są małe, chętnych wielu. Wszystko na oficjalnej stronie www.eataly.it


Solferino w Mediolanie
Ich realizacje już pokazywałam. Wtedy był to mediolański apartment Solferino (patrz wyżej).
Dzisiaj mam zdjęcia z mediolańskiego (a jakże) apartamentu Brera. Nadal kojarzą się z malartwem holenderskim, ale nie Rembrandta a Vermeera. Jak zwykle piękna kolorystyka i światło oraz wspaniale rozpracowana przestrzeń.

Brera

To co ktoś inny by naprawiał, przebijając chociażby nowe drzwi by zlikwidować pokoje przechodnie lub wstawiał nowe okna likwidując złote aluminium, oni zmieniają w atuty. Achitektura współgra z meblami. No-name wymieszane z klasykami designu, ale nie tymi z pierwszych stron gazet. Jest to raczej design smakoszy: w Solferino przy starej kanapie wisi lampa Falkland od Danese *. W łazience Brery  - fotel Albiniego (jeśli mnie wzrok nie myli), w salonie - dwa fotele Lady Marco Zanusiego.  Stół Saarinena w wykafelkowanej kuchni, (pozytywnie) kojarzącej się ze stołówką szkolną. Lub sklepem mięsnym.

Non usiamo segni di esibizionismo, nie bawimy się w ekshibicjonizm, nawigujemy między designem, sztuką, architekturą i modą, ale rezultatem zawsze jest harmonia:  il risultato finale crea sempre un’armonia, (ze strony Dimore Studio)

==============
O Dimore Studio -  Jo z Desire2Inspire
 
* widzicie na ilustracji w poście o ulubionych lampach włoskich to samo zdjęcie, z Solferino? Nie znając jeszcze nazwisk architektów, już wtedy wybrałam ich realizację.
Wnętrze z zachowanymi elementami. więc możnaby właściwie powiedzieć, że wnętrzarski samograj. Ale nie do końca, bo nie odnawiano, nie przerabiano, nie unowocześniano, i nie stylizowano na epokę.


Choć na ścianach wiszą jak najbardziej współczesne abstrakcje, a meble i lampy to mieszanka vintage i antyków, moderny i designu z lat 50. i 60., to powstało wnętrze intrygujące, kojarzące się z rewolucją industrialną, obrazami mistrzów holenderskich i zdjęciami starej Hawany. W dodatku wysmakowane kolystycznie. Podoba mi się tak bardzo, że nawet romantyczne kwiatki mi nie przeszkadzają.


No i fotografia Emanuele Zamponi! Właściwie to nie umiem powiedzieć, czy bardziej podoba mi się mieszkanie czy fotografia :D


To mediolańskie mieszkanie należy do Britt Moran i Emiliano Salci z Dimore Studio
pokazać język
Jambon de bosses, speck, bazzone, barbozza, castenovese. Z Carpegnii, Monti Nebrodi, Cormons, Sauris, Cosentino. Ale też z Modeny, Parmy i San Daniele.W encyklopedii produktów włoskich wydanej przez Prezydium Slow Food, znalazłam 33 rodzaje prosciutto, wszystkie wpisane na listę produktów tradycyjnych, wiele z nich objętych ochroną, a więc ze znaczkami DOP i IGP.

Głównie ze świni, ale też z gęsi (lombardzkie prosciuttino d'oca), dzika, kozy lub owcy i wtedy nie mówimy prosciutto tylko violino (skrzypce) di capra lub violino di pecora.

w co zapakować
Jedni przechowują je w workach jutowych, wcześniej  nacierając szałwią i rozmarynem (jambon de bosses z Val d'Aosta), inni szynkę pieką w tajemniczej mieszance ziół (prosciutto arrosto z prowincji Cuneo). Prosciutto della Val d'Ossola (nadal Piemonte) wędzone w dymie z drewna bukowego. Prosciutto z Vigezzo (Piemonte) przyprawiane jest jałowcem, cynamonem, gałką muszkatułową i goździkami. Prosciuttino d'oca moczone jest w marsali, a speck z Górnej Adygi nabiera odpowiedniego smaku dzięki dodatkowi ziela angielskiego i cukru.

Co kto lubi
Livio od kilku lat próbuje znaleźć producenta viollino di capra z górskich dolin Lombardii, R. twierdzi, że najlepsza jest violino di pecora, robiona z mięsa miejscowej rasy owiec cornella bianca). My lubimy prosciutto di San Daniele z Friuli, ale pamiętamy również smak szynki z okolic Benevento, przyprawianego ostrą papryczką, i smak prosciuttino d'oca, szyneczki gęsiej, kupionej na targu w Pavii.

nieoznakowana szynka z Guarcino

W Guarcino (Erzinio, producent dobrych prosciutti z Lacjum) powiedziano mi, że najlepsze szynki we Włoszech robi się na Sycylii z czarnych miejscowych świń. Przyprawia się je czosnkiem, dzikim fenkułem, oregano i pieprzem. No i są jeszcze prosciutti z Basilicaty: dojrzewające w idealnych warunkach klimatycznych. Bo prosciutto lubi suche, chłodne górskie powietrze. Dlatego najlepsze szynki w Lacjum robione są w Ciociarii, a więc w Guarcino. I choć szynki z Guarcino nie mają oznakowań DOP i IGP, to napewno smakują lepiej niż te z okolic Amatrice. Tak twierdził sprzedawca z Erzinio, układając płaty prosciutto na przekrojonym kawałku miejscowej pizzy, a więc foccaccii.

I z czym

figi mi koty zeżarły, a świnię znalazłam w Trydencie
Na kawałku pizzy, jak w to robią w Erzinio, ale też jako zakąska, z obranymi świeżymi figami. Białymi (tak podano nam prosciutto w Umbrii), lub ciemnymi. Lub prosciutto i kulka świeżutkiej mozzarelli. Ale jak się nie ma fig i mozzarelli to można też z dojrzałym melonem. I nie jest to zestawie kulawe :D

Polecana lektura:
Atlante Slow Food dei prodotti italiani. Repertorio della produzione gastronomica regionale. Slow Food Editore, 2012
Mediolan świątecznie Rzymski

Jest zimno i  słonecznie. W barze Sport pachnie kawą, a w wioskowych cantinach nowym winem i świeżą oliwą. Padre Pio ma nowy szaliczek, a okoliczne wzgórza zimowe kolory. 

Kupiliśmy już panettone oraz wiśnie i skórkę pomarańczową w czekoladzie. Elisenlebkuchen przyjechały z Bawarii. Zamówiłam ryby i jagnięcinę, kupiłam karczochy, a Galardi dostarczył wino.  Proszę mnie nie wydać przed wioską, ale w wigilię podaję doradę pieczoną w skorupce z ziemniaków. Rezygnuję też z tradycyjnego suszonego dorsza i marynowanego węgorza. Gina obiecała przynieść nam fritelle z kalafiorem, a od Annamarii dostałam już ciasteczka na czerwonym winie. Udekorowałam nawet stół, wkładając bombki do wazy bez dekla, ale była to dekoracja jednodniowa. Dzisiaj rano zmiataliśmy ich zwłoki i trzepaliśmy kocie futerka z błyszczyka.

Miłych świąt. Bawcie się dobrze, przynajmniej tak dobrze jak my w Ginestrze
Ofiaruj drobne z kieszeni (100 tys. minimum) i jesteś oficjalnym sponsorem sterczyny* na katedrze mediolańskiej. Pewnie z czasem pojawi się jakiś przewodnik z nazwiskam, lub przy starczynach pojawią się plakietki z nazwiskami. Miejmy nadzieję, że będzie to w lepszym guście niż w Licheniu. Na razie jednak trwa zbiórka pieniędzy i każda ofiara jest mile widziana.

zaadoptuj pan cegłę
Przejście do potomności jest proste: wchodzisz na stronę Adoptuj Sterczynę, Adotta la Guglia (po włosku lub po angielsku) i wybierasz opcję Le Guglie (The Spires) i dalej , idąc po strzałkach, dochodzisz do strony na której wpisujesz ile chcesz sterczynie ofiarować. Płacić możesz on-line Visą, MasterCard, AmEx lub przez PayPal. Ewentualnie czekiem, gotówką na miejscu lub przelewem na konto (informacje poniżej).

Podobno możesz też sobie wybrać własną sterczynę. Tu jednak trzeba się spieszyć, bo najlepsze biorą Włosi, Francuzi i Hiszpanie.

A więc co, adoptujemy sterczynę? 

Przelew bankowy na konto Veneranda Fabbrica del Duomo di Milano
Banca Intesa SanPaolo spa
IBAN: IT31 N030 6909 4921 0000 0000 696
BIC: BCITITMM

Wpłaty gotówkowe:
via Arcivescovado w Mediolanie, od poniedziałku do piątku włącznie, od 9:00 do 13:00 i od 14:00 do 17:00

*sterczyna, pinakiel, fiala. Tak nazywa ją polska wiki.
jak patrzyłam



tramwaj
Mówiła całą sobą. Miała piękną mimikę twarzy, czerwone okulary i trampki na nogach. W końcu zapytałam, czy mogę jej zrobić zdjęcie. Chyba poczuła się zażenowana, bo zamilkła na kilkanaście sekund, ale w końcu powiedziała tak. Szkoda, że nie zapytałam jak ma na imię.

dziwne początki
nie ma zgody co do ryżu. Jedni twierdzą, że przywiózł go do Włoch Aleksander Wielki z wyprawy do Indii. Inni zaś uważają, że ryż , nie odmiany azjatyckiej a afrykańskiej, przywieźli do Rzymu kupcy feniccy lub greccy. Ktokolwiek by to był, to zapomniał do woreczka z ryżem dołączyć instrukcję gotowania i Rzymianie do końca byli przekonani, że ryż nadaje się jedynie na lekarstwo.

Ryż ponownie trafia do Europy za sprawą Arabów, którzy przywieźli ze sobą ryż japoński (jest jeszcze ryż indyjski i jawajski) i rozpoczęli jego kultywację w Hiszpanii i na Sycylii, ale przez prawie całe średniowiecze ryż traktowany jest albo jako lekarstwo na dyfteryt, albo - w formie mączki - jako środek zagęszczający, ustawiany na półce z przyprawami i korzeniami :D

XIV-wieczna Liber de Coquina sugeruje użycie mączki ryżowej dla uzyskania pożądanej konsystencji biancomagiare, ale już w napisanej jakieś pół wieku później Libro del arte coquinaria  Mistrza Martino z Como pojawia się pierwszy przepis na samodzielną potrawę: ryż gotowany w mleczku migdałowym.

Ryż trafia na stałe do włoskiej świadomości za sprawą inżynierii i rodu Sforzów, którzy rozpoczęli kultywację ryżu w Lombardii. W 1475 Galeazzo Maria Visconti wyraża zgodę na eksport ryżu do Ferrary. Potem ryż zostaje wpisany na na listę jedzenia dla biedoty, razem z polentą i kartoflami, co powoduje, że kucharze przestają o ryżu pisać. I to na długie lata, bo biedoty na książki kucharskie stać nie było, a bogatych nie kręciło posądzenie o plebejskie gusta.


niezdecydowane risotto
Podobno pierwsze risotto zawdzięczamy Neapolowi i Aragonom, ale jakoś brakuje wystarczających dowodów na potwierdzenie tej tezy. Legendą wydaje się też być opowieść o początkach risotto na sposób mediolański:  flamandzki mistrz od witraży postanowił dodać do ryżu przygotowanego na ślub córki odrobinę szafranu, którym farbował szkło.

W książkach kucharskich risotto pojawia się w drugiej połowie XIX wieku. I o ile nie ma zgody co do tego kto, kiedy przywiózł ryż i  kto wymyślił risotto, to już w zgranym chórze twierdzi się, że technikę gotowania risotto wypracowano w  Piemoncie i w Lombardii.

po kształcie go poznasz
  • risi comuni (ryże pospolite) mają krótkie, okrągłe ziarenka a w gotowaniu rozpadają się na papkę, stąd też używane są do robienia deserów lub dodawane do zup. Najczęściej spotykane to balilla i ambra
  • risi semifini (gatunek rosa marchetti, padano, vialone nano, venere), o okrągławym kształcie i niedługim ziarenku, dodaje się do zup wymagających długiego gotowania oraz do robienia krokietów
  • z risi fini (ribe i sanandrea) robi się na nadzienie i zapiekanki ryżowe
  • risi superfini, a więc arborio, baldo, roma, carnaroli,  to ryże na risotti, choć jak to we Włoszech bywa, ogólna klasyfikacja nie zawsze przystaje do regionalnego podejścia do kulinariów, i tak na przykład Veneto (Wenecja Euganejska) lubi gotować risotto z vialone nano, a więc z odmiany semifino, szczególnie tej pochodzącej z Grumolo delle Abbadesse.
risot, risotto, risoto
to samo, na trzy sposoby. A więc może być risotto, ale istnieje też nazwa risot. Lub risoto. I tak jest risotto alla pilota, ale jest też jego pierwowzór, czyli risot menà, posypane chrupiącą drobnicą krewetkową oraz risoto coi bruscandoli z pędami chmielu.

ryż na tysiące sposobów
a więc alla lombarda (z żółtkiem, masłem i parmezanem), alla valtellienese (gotowany z kapustą), riso con il preboggion, czyli forma przejściowa między zupą a risotto, przyprawiana pesto, rapata z Lombardii, riso in tortiera z Kalabrii. I risotti; alla certosina lub campagnola, risotto po mediolańsku lub z florencku; z brukwią, fasolą, nacią, bobem, groszkiem, krewetkami, krabami, sercówkami, węgorzem, pstrągiem, z winem białym, z parmezanem, z winem czerwonym (sławne jest risotto z okolic Langhe, gotowane z Barberą), z wątróbkami, nerkami, flaczkami...

risotto obowiązkowe
z bobem, gdy bób jest jeszcze bardzo zielony, można wtedy podarować sobie obieranie go ze skórki. Zimą koniecznie risotto z podrobami (wątróbka, żółądki, serca drobiowe) podlewanego rosołem aromatyzowanym kawałkiem cynamonu i goździkami (risoto coi rovinassi, przepis z Wenecji Euganejskiej). Latem risotto z kwiatami cukinii lub dyni, z młodą cukinią, mieszanką ziół znalezionych na rowie. Aromatyzowane skórką cytrynową lub świeżym liściem laurowym. Podlewane białym winem lub resztką prosecco. Z kawałkiem gorgonzoli,  pecorino, parmezanem, fontiną.

A w maju, oprócz risotto ze świeżym bobem, zawsze gotuję risi e bisi, nasze najulubieńsze risotto.

Informacja dla harcerzy
pamiętacie piosenkę mamma ciao, mamma ciao? O obozie, lesie, chodzeniu po górach? Włoski oryginał to tradycyjna pieśń o ciężkim życiu pracowników na polach ryżowych. Tak, tak, za czasów PZPR ACTA jeszcze nie było, pożyczać melodię wolno było, nawet jeśli przy okazji zarżnęło się klasową wymowę pierwotnego dzieła :D

Informacje pochodzą z:

  • The Oxford Companion to Italian Food, aut. Gillian Riley, Oxford University Press, 2007
  • Italian Cuisine. A Cultural History, aut. Alberto Capatti i Massimo Montanari, tłum. z włoskiego Aine O'Healy, Columbia University Press, New York, 2003
  • Dizionario delle Cucine Regionali Italiane, Slow Food Editore, 2008
  • Gastronomy of Italy, Anna Del Conte, Pavilon, 2001
  • historia ryżu (po włosku) i po angielsku
  • oraz z La Cucina Italiana
Chcecie doznać oświecenia? Tylko w Cascina Dede :D

we wtorek, dwa i pół roku pisałam o parmigiano reggiano, wspominając przy okazji o innych serach typu ziarnistego, czyli grana, między innymi grana padano i gatunku na wymarciu; grana lodigiano. Padano i parmezan można kupić w każdym sklepie we Włoszech, lodigiano i dobry parmigiano najlepiej kupować od producenta.

Livio, znawca kulinariów włoskich, niezmordowany tropiciel gatunków na wymarciu (m.in. obsuszanego udźca koźliny, sławnego violino di capra) w ramach oprowadzania po Mediolanie zaprosił mnie na wycieczkę do gospodarstwa produkującego grana lodigiano: Cascina Dede (z akcentem na ostatnie e w Dede) i jakby tego było mało, umówił nas jeszcze na oprowadzanie po linii produkcyjnej. Popatrzeliśmy na jedzące kolację krowy, miedziane kadzie do podgrzewania mleka, baseny do kąpieli solankowych i odciskanie gotowych serów. Zwiedzanie zakończyliśmy między półkami dojrzewających serów, Był to najpiękniejszy z możliwych widoków, kładący na łopatki i relikwie św. Ambrożego i gotyk katedry.  Wzruszenie kompletne, łza w oku, rozkosz na języku. Próbowaliśmy 32miesięcznego lodigiano. Powiem tak: może nie trafiłam jeszcze na boski parmezan, ale dla tego lodigiano jutro idę z pielgrzymką do Propio-Borghetto. I pewnie będą musiała wkrótce wyruszyć w drogę, bo się zapas (niestety) kończy.

włoszczyzna i grana lodigiano


Babcia Eli, czyli teściowa Livio, zawdzięczająca swoje 95 lat -jak twierdzi - codziennej konsumpcji parmezanu, jest szowinistką serową. Według niej jedynym i  prawdziwym grana jest parmigiano-reggiano. Basta. Bez odwołania i amnestii. W te święta babcia przez pomyłkę zjadła kawałek grana lodigiano od Dede.I zanim się wydało, zawyrokowała: tylko parmigiano może tak bosko smakować!

Gdybyście byli w okolicach Lodi podjeźdźcie do Cascina Dede. Nigdy nie jest za późno na oświecenie, złaszcza gdy kosztuje (chyba) mniej niż 16 euro za kilo.

Adres:
Cascina Dede
Propio - Borghetto Lodigiano


Nie pamiętam ile ważył jeden taki ser, ale chyba z 35 kg. Jestem natomiast pewna, a Livio potwierdził, że poszło do niego 550 litrów mleka.

może niekoniecznie BARDZO włoska, bowiem z Mediolanu pochodzi, a Mediolan to raczej taka trochę inna Italia. Ale niezależnie od procentów Italii w Mediolanie, atmosfery świątecznej było w nim z 99% (albo więcej): kilometrowa kolejka do Abercombie (aż dziwne, bo wydawało mi się, że Mediolan lubi modę inaczej), choinki, panettone i światełka, czyli dyskretnie, choć podobno z powodów gospodarczych a niekoniecznie z potrzeby odrapania świąt z pazłotka i sztucznego śniegu. Jeśli brak pstrokatych ozdób choinkowych, minimalistyczne i monochromatyczne dekoracje sklepowe to przejaw oszczędności w trudnych czasach to mogę jedynie wrzasnąć niech żyje kryzys!

I tym przydługim wstępem przechodzę do meritum, a więc życzeń świątecznych:
smacznego barszczu, chrupiącego karpia i szampana z dobrą nalepką oraz fajnych prezentów pod choinką.
 

PS: Włoszczyzna świętuje we wschodnim Lacjum, gdzie nie ma srebrnych światełek, a jeśli cokolwiek jest podświetlone to tylko dlatego, że ktoś gdzieś źle ustawił timer :-)

że moda, że buty, że via Napoleone. wie każdy. I jeszcze budynek Pirelli i secesja zwana Liberty. I neoklasycyzm, renesans, gotyk, styl lombardzki, czerwona cegła, Leonardo, Carraccio, Ponti, Bramante.


Ale na design (i sztukę) włazi się w Mediolanie na każdym kroku. A to kolorowa mozaika w tunelu (i powtórzona na wieży ciśnień przy torach kolejowych), a to wystawa krzeseł, kinkiet w palarni kawy, kolor tramwaju, rowery miejskie.

I moja ukochana igła - nitka - pętelka czyli rzeźba na Piazetta Cadorna, projekt projekt Claesa Oldenburga i Coosje van Bruggen. Zaś serce bezpowrotnie oddałam Fontannie Tajemniczych Łaźni Giorgio de Chirico za cudowne położenie (w tle faszystowskie łuki siedziby muzeum, które pojawiają się też w malarstwie de Chirico), rzymskiego herosa i pstrokatego łabędzia (ale bez Ledy).


Pewnie miłość, jak to z urlopowymi i delegacyjnymi romansami bywa, okaże się jednorazowym skokiem na bok, bo przecież w Mediolanie nie dotarłam do Brery, nie obejrzałam Wieży Valasca. I przede wszystkim nie zwiedziłam muzeum Marino Marini, którego kocham niezmiennie od lat.
próbuję się ogarnąć po podróżach zagranicznych. Jak na razie z tym ogarnianiem niezbyt idzie, bo wrażeń dużo i to niejako w dwóch wersjach językowych. Analizie wzruszeń i wkurwień nie pomaga buczenie pralki, włażące na plecy koty i ogólny burdel zwany przepakowywaniem walizek. W piątek ruszamy bowiem w kierunku Ginestry, więc jakieś porządki trzeba zrobić, choć woli brak.

W Ginestrze JC ma odpoczywać, ja mam nadrabiać zaległości w pisaniu, gdyż jak na razie moim jedynym sukcesem literackim jest tytuł i spis treści.

Ciąg dalszy prania gaci, czyli poniedziałek
lepiej. Pralka jakoś mniej przeszkadza, a obróbka skrawaniem zdjęć dała wymierne rezultaty: nie mam zdjęcia tramwajowego ratlerka, ale za to przypomniało mi się bollito misto z Morimondo.

Do Morimondo pojechaliśmy obejrzeć lombardzką bazylikę, przy okazji sprawdzając menu w Trattorii San Bernardo i rezerwując stolik na godzinę 20, co było posunięciem właściwym, bowiem na bollito do San Bernardo ściągnęły tłumy.  Jakby nie było Mediolan czcił nie tylko świętego Ambrożego, ale też i początek zimy. A zimą Lombardia je bollito.


Lombardzkie bollito z Morimondo (a trzeba wam wiedzieć, że są różne wersje bollito, tak jak są różne wersje bigosu, flaków i żuru) składało się z nóżek, kaszanky, kawałków koguta, ozorka i przerośniętych kawałków wołowiny. Do tego wszystkiego trzeba było sobie przynieść marynaty (cukinie, marchewki, kalafior, seler naciowy), salsa verde (oliwa, natka, orzechy i czosnek) oraz musztardę owocową z  bufetu wyszykowanego na środku sali. Zanim michy z bollito wjechały na stół podano nam miseczki z flakami gotowanymi z ziemniakami i fasolą oraz półmisek z głowizną.

Kaszanka, czyli sanguinaccio, była słodka, musztarda owocowa pikatna, marynaty w sam raz octowe i chrupiące, mięso odchodziło od kości. Nażarliśmy się po uszy, inaugurując tym samym i zimę i  moją pierwszą wizytę w Mediolanie. Inauguracja miała miejsce w Trattoria San Bernardo w Morimondo, via Roma 1 (tel. 02 94602192, zamknięci we wtorki), w środę, 7. grudnia. I od środy było coraz gorzej. Musiałam zjeść rosotto z szafranem i ossobucco, odwiedzić 4 kościoły, jeden klasztor, obejrzeć wystawę malarstwa Artemisii Gentileschi, przejść wzdłuż Naviglio Grande oraz próbować Grana Lodigiano, pić kawę i chrupać prażone ziarna kakao.

Powiedzcie sami, czy po tych wszystkich przejściach nie należy mi się współczucie i urlop? :-D
wiadomo, że nie idzie się na obiad do knajpy przy obleganej plaży na Riwierze, oscypka nie kupuje się od pani przy molo w Sopocie i rezygnuje się z loda sprzedawanego tuż obok wieży Eiffla. Nie idzie się też do restauracji przy kartuzji w Pavii. Obiad je się w Trattorii Certosa.

Trattoria Certosa to włoska klasyka: dziadek z gazetą sportową pod ścianą, ujadający telewizor, wyblakła madonna z dzieciątkiem. Do toalety schodziło się do piwnicy, a menu nie było. Jadło się to, co zrobiono tego ranka. A zrobiono i agnolotti, i brut e bon (czyli knedle z grzybów i polenty), i brasatto. Wszystko jak powinno być: knedle pachniały grzybami i rozpływały się w ustach, ciasto na agnolotti było nie za grube ani za cienkie; widać, że ręcznej - a nie maszynkowej - roboty, brasatto pachniało i winem i goździkami a dawało się kroić widelcem. Do tego była jeszcze deska domowych wędlin, miska z przeróżnymi marynatami, przyjemna rozmowa z właścicielką pochodzącą z Bergamo oraz rachunek, który nie przyprawił o zawał serca.



Nie jest tajemnicą, że we Włoszech wystarczy tylko przejść te dodatkowe 100 metrów w boczną uliczkę by kupić i dobry makaron i świetną oliwę i zjeść dobry obiad, niezależnie od tego czy jest się w Rzymie, Tivoli, Wenecji, Florencji, Sienie, Cortonie, Pienzy, Ferrarze, Modenie, Udine, Perugii, Asyżu, Spoletto, Ascoli Piceno, Bolonii i Parmie.

Żałuję, że nie kupiłam od Tratorii Certosa makaronu i kiełbasy na pamiątkę :-)

Trattoria Certosa
viale Certosa 20
Certosa di Pavia
tel. 0382924602
zamknięci w środy
niezależnie od tego, czy ktoś się dobrze czuje w Certosa di Pavia (wnioskując z wpisów pod ostatnim postem - dużo) czy też nie (czyli tylko my) jest co zwiedzać. Sama kartuzja zaczęła swoje istnienie za czasów późnych Viscontich, czyli pod koniec wieku XIV. I jak to zwykle bywało: budowa trwała latami (żeby nie powiedzieć: wiekami) a więc urocza mieszanka stylów: kościół planie krzyża łacińskiego, czyli Gotyk; gotyckie jest też sklepienie, ale fasada jest już renesansowa, podobnie jak i większość fresków. Wszystko to pokropione jest barokiem. Barokowy jest też pałac tworzący jeden z boków dziedzińca. Za pałacem znajduje się wielki krużganek, po lewej stronie kościoła jest krużganek mały. Tyle topografii.

Pora teraz na inwentaryzację, czyli co zobaczyć:
  • grobowiec Lodovico Moro i jego małżonki
  • freski Bergognone  w kaplicach: św. Ambrożego, św. Michała Archanioła (m.in. czterech Ojców Kościoła), św. Weroniki i Krzyża.
  • Perugino w kaplicy św. Michała Archanioła
  • Rzeźba Pokłon Trzech Królów dłuta G.B. Maestri czyli Volpino.
  • poliptych z ołtarza w kaplicy św. Hugona (pędzla Marcino d’Alba)
  • obydwa krużganki
  • przyjrzeć się dokładnie fasadzie i próbować na niej znaleźć węża w koronie zjadającego Saracena.
     
Lista nie jest wyczerpująca, ale też nie chcę Cystersów pozbawiać zarobku: przed wejściem do kościoła warto kupić przewodnik w sklepie przyklasztornym. Wydatek 7 euro zagwarantuje,  że nie przegapimy ważnego zabytku. No i jest ubezpiecznie na wypadek, gdybyście trafili na tego samego, co my, zakonnika mówiącego ciurkiem i bez znaków przystankowych. Przewodnik dostępny jest w kilku wersjach językowych, napisany poprawną angielszczyzną, ale też miejscami trudno się nim posługiwać, gdyż jest bardzo szczegółowy. I trochę czasu mi zajęło by doczytać, że spora część obrazów pierwotnie nalężących do kartuzji została przejęta przez muzea (m.in. mediolańską Brerę).

Na koniec ciekawostka: w nawach bocznych, wysoko, prawie pod sklepieniem, są trompe l’oeil przedstawiające patrzących na nas zakonników. Krytycznego po lewej namalował Bernardino da Fassano (brat Bergognone), a smutnego po prawej Jacopo de Mottis. Jak na dobre trompe l’oeil przystało, wyglądają jak żywi. I wydają się wodzić oczami za zwiedzającym.

I jeszcze:
o kartuzji w Pawii, czyli  Charterhouse of Pavia, czyli Certosa di Pavia, w Wikipediach
godziny otwarcia oraz przewodnik po klasztorze (po włosku)
klasztor jest zamknięty w poniedziałki

Uwaga głodni: darujcie sobie wizytę w restauracjach w najbliższym otoczeniu: ta przy parkingu jest mocno nieszczególna, a Il Vecchio Mulino (chyba tak się nazywa) jest b. droga. O wiele lepiej (i dużo taniej) zjecie trochę dalej, przy drodze prowadzącej do kartuzji, czyli w Trattoria Certosa da Angelo. Ale o tym co tam jedliśmy opowiem przy następnej okazji.
Powered by Blogger.