O ile współpraca z Mario idzie świetnie (czyt. kontaktuje się z Francesco) to dla równowagi mamy zaczątki problemów z Giancarlo od dachu. Poustawiał sobie rusztowanie z tyłu domu i bedzie robił dach. Zgodę na postawienie rusztowania dał sąsiad. Francesco o wszystkim dowiedział się, gdy rusztowanie już stało.

Pan z urzędu gminy, choć mieszkający po sąsiedzku, na nieautoryzowany remont przymknąłby oczy. Chyba, że ktoś złożyłby denucia. I wtedy byłaby obowiązkowa kara dla nas i dla architekta. Oczywiście do rozwiązania był też problem samowolki. Tu trzeba było szarpnąć cuglami, bo inaczej majster nie zrozumie, że architekta trzeba słuchać.

Stefania (która przy remoncie dachu jest głównym inspektorem) i ja, czyli następna baba, kazałyśmy Francesco wysłać list do Giancarlo, że roboty mają być zastopowane do momentu otrzymania pozwolenia od urzędu gminy.
tragedia designerska nr 1.
W łazience musi być brodzik, bo gdzieś trzeba schować rury. Można oczywiście podnieść podłoge, robiąc wylewkę cementową, ale wtedy a) czy strop to udźwignie? b) drzwi do wymiany c) napis 'uwaga stopień' konieczny. Decydujemy się na brodzik porcelanowy.

Tragedia designerska nr 2.
Superwąska umywalka jest naprawdę supewąska.

Tragedia designerska nr 3.
Mario nie może znaleźć kranu, który kupiliśmy do kuchni. Kupi coś innego. Wolałabym sama, bo mam wątpliwości co do jego wyborów estetycznych.

Za to: nie ciekną kaloryfery. Gres w spiżarni wygląda wystarczająco dobrze (czyli prawie go nie widać). Zerwano paskudna boazerię na parterze i różową tapetę. Trzymała w kupie popękany tynk, więc gdzieniegdzie mamy widok na cegłę.

Murarz z kielnią wkracza w przyszłym tygodniu.
Dach trzeba będzie jednak robić. Sporo uszkodzonych dachówek, więc nie da się dachu połatać ze strychu. Trzeba postawić rusztowanie. A jak już je stawiać to i warto wszystko zrobić: dach, tynk, balkon i malowanie.

Tak więc robimy dach. Mamy już w pazurkach wycenę. W/g mnie nie najgorszą, ale holenderska dusza męża jęczy, że trzeba znów płacić. W końcu argumentem ucinającym dyskusję jest koszt stawiania rusztowania. Jeśli teraz nie zrobimy wszystkiego, to za rok, dwa trzeba będzie płacić kilka tysięcy euro za kolejne ustawianie rusztowania.

Umowa jest króciutka. Hans chciałby wszystko wyszczególnić. W końcu udaje mi się go przekonać, że jeśli Francesco chce umowy bez detali, to znaczy że będzie to na naszą korzyść. Rzeczywiście, w trakcie negocjacji okazuje się, że można wykorzystać fakt zmiany rat płatności. Giancarlo zmienił, bez konsultacji z architektem, ustalony wcześniej harmonogram 10-20-50-20 na 10-30-40-20 procent. W zamian Giancarlo nie będzie wyceniał dodatkowo za ew. reperowanie konstrukcji pod dachówkami, uszczelni okno (kto wpadł, żeby na naszym strychu wstawić okno? Przecież tam zmieści sie jednie kot i to z opuszczonym ogonem) położy tynk, pomaluje fasadę od ulicy i przy okazji zrobi cały balkon (kafelki, kamień, od nowa przykręcona balustrada).
symbolicznie, bo to nie moja ręka i nie mój młotek. Mario rozpoczął burzenie ścian w kuchni (wywalenie łuku alkowy), łazienki (wszystko do wyrzucenia) i likwidację ubikacji przy kuchni.

Nie obyło się bez ofiar:
  • stłuczony zabytkowy kafelek (mój ulubiony)
  • w kuchni wyburzono całą scianę a nie tylko łuk. Najwyraźniej ktoś nie czytał planów architekta.
  • w ubikacji z rozpędu skuto wszystkie(!) kafelki. Te w fioletowe sceny ogrodowe też.

I tak:
  • spiżania przy kuchni będzie otynkowana i wygresowana
  • kafelkowi nikt i nic życia nie przywróci. Spisany na straty
  • Postawiono nową sciane (już bez łuku)
Znów się nam udało. Kryzys jak się patrzy, banki sępią, a my sobie willę na wzgórzu remontujemy. Zdązyliśmy przez opuszczeniem szlabanu.

To się nazywa Bollinger moment. Szkoda, że butelkę szampana wytrąbiliśmy wczoraj do kolacji....
30. grudnia
wyruszamy w kierunku Wasserburga. Niestety, większość Włochów też jest w trasie. Za Florencją zaczynają się korki i jazda odbywa się na zasadzie: jedynka, hamulec, jedynka, dwójka, hamulec. I wszystko pod górke. W radio podają wiadomość, że w górach między Florencja a Bolonią zdarzył się wypadek. Wiemy więc dlaczego stoimy w milowym korku. W ciągu godziny przesunęliśmy sie 4 km do przodu.

Za tunelem zaczynam czuć zapach palonej gumy, znaczy się jesteśmy blisko wypadku i zaraz może rozładuje się korek. Ciężarówka po naszej prawiej stronie zaczyna trąbić, potem następna i następna, a kierowcy pokazują na nasze auto. Spod maski wydobywają sie kłęby białego dymu i coraz mocniej śmierdzi guma. Z trudem udaje mi sie zjechać na pobocze. Parkuję w śniegu. Hans dzwoni do auto leasing, którzy obiecują skontaktowac się z Audi Service. Po godzinie oczekiwania Audi Service Deutschland oddzwania, że zadzwoni do nas Audi Service Italia. W samochodzie robi sie przeraźliwie zimno. Boję się jednak włączyć silnik. Przyjeżdża pomoc drogowa, pomagają nam zepchnąć samochód jeszcze bardziej na pobocze i zapalają race.

O 15 dzwoni Audi Service Italia. Przyślą nam lawetę, która ściagnie nas do warsztatu. O 16 jesteśmy w garażu pomocy drogowej gdzieś w górach. Sekretarka próbuje znależć otwarty warsztat, ale bez skutku, bo sylwester we Włoszech zaczyna się 30. po południu. Hans próbuje Audi Service. Obiecują, że Audi Service Italia do nas oddzwoni. Właściciel lawety tłumaczy nam, że możemy jechać. Audi maja problemy z przegrzewaniem się sprzęgła. Jest 17. Korek już się rozładował. Decydujemy sie na dalszą jazdę.

0 23, gdy już dawno przekroczyliśmy Appeniny i Dolomity dzwoni do nas Audi Service Deutschland z pytaniem jak się mamy.

Do Wasserburga docieramy na 0:25. Samochód śmierdzi gumą i hamulcami.
27. grudnia
spotkanie z Mario i Francesco. Remont zacznie się zaraz po nowym roku

28. grudnia
Podjeżdżamy jeszcze do Cantina Sociale w Magliano Sabina, żeby kupić oliwę. Przy okazji zaopatrujemy się w 5 litrów miejscowego czerwonego. Kosztuje 13, 00 euro, w tym 1,50 depozytu za butelkę. Oliwa, też miejscowa, choć nie monokultura, kosztuje 32,50 za 5 litrów.

W gospodarstwie położonym tuż za Osteria Nuova, na Via Salaria, kupujemy następne 5 litrów oliwy. Gospodyni nalewa zielony płyn do metalowego kanistra. Podkładam palec pod wazówkę i natychmiast wkładam do ust. Oliwa ma świeży ziołowy smak z mocnym elementem pieprzu.

29. grudnia
jednak wracamy. Wystarczy tego zimna, warunków biwakowych w kuchn. Marzę o ciepłym prysznicu, który zmyje ze mnie sadzę parafinową
tym razem nie działa system komputerowy z racji okresu przednoworocznego. Konta otworzyć dzisiaj nie można. Można jednak skopiować znów paszporty, codice fisale i pozwolenie na pobyt w Niemczech. Obiecujemy wrócić w nowym roku, żeby dokończyć formalności.

kolor zupy pomidorowej ze śmietana i odpadająca tapeta, czyli nasza sypialnia na okres świąt
Powered by Blogger.