U ZINGARU nazywają nas sąsiedzi. Nie sąsiedzi z naszej ulicy, ale sąsiedzi naszej wioski: Poggio Moiano i Monteleone. U zingaru komplementem nie jest. Lepiej gdyby mówi o nas Ginestrini. Albo Ginestroni. Gino jednak twierdzi, że lepiej być u zingaru niż lebiegą z Monteleone lub mieć mordę przerytą chlaniem w Poggio Moiano. Stefano też jest dumny z bycia u zingaru. Na butelki czerwonego wina własnej roboty nakleił etykietki: u zingaru, Ginestra Sabina. Rok 2012.

muzealne u zingaru
U zingaru (włoskie il zingaro) to gwarowe określenie cygana
wsiadł Jerzy na konia. Patataj, patataj. gna po drogach. Stukają końskie kopyta na kamieniach, w słońcu zbroja błyszczy aż strach. Patataj, patajaj gna Jerzy, na lancy łopocze chorągiewka. Patataj, patataj, wjechał Jerzy do lasu. Ucichło stukanie końskich kopyt, a zaczęło się kląskanie podmogłej ściółki i brzęczenie komarów.

Jerzy, zbroja i smok


Jedzie Jerzy, jedzie, i jedzie przez las. Patrzy Jerzy, a tu na drodze leży smok. Zielony jak jaszczurka, nakrapiany jak jaszczurka, tylko że większy. Chciałby go Jerzy objechać, ale po jednej stronie chaszcze, a po drugiej mokradło. Koń zapadnie mi się w błocie, myśli Jerzy.  W końcu dźga Jerzy smoka lancą. Smok mówi au, co znaczy oj boli, i umiera.

ciemny las
bolesne dźgnięcie lancy

Mamy w Austrii między Braunau a Salzburgiem wioskę S. Georg i wioskę, a właściwie wioszczynę, Au.

Zdjęcia z Antwerpii i Gandawy
końcówka
zamykają Pinakotheke der Moderne w Monachium. Nikt nie mówi na jak długo. Ostatnia wystawa poświęcona jest architektowi. Wiecie, Witruwiusz, Palladio i inni tacy. Mnie najbardziej podobały się modele budynków: zwłaszcza te stare, robione ręcznie...
- Słyszałaś najnowsze wiadomości? Zapytał od progu JC.
- Mówisz o abdykacji B16? To słyszałam.
- Ale ja o pogodzie. Ma być jeszcze zimniej.

Corriere della sera, La Republica dyskutują o powodach. I chwalą B16 za odwagę cywilną, za godne schodzenie ze sceny. Tak jak chwalono JP2 za godną śmierć. A więc trwanie na stanowisku do końca jest chwalebne, ale chwalebne jest też abdykowanie, gdy się nie ma siły...Na razie pisze się laurki. Za kilka dni zaczną się pierwsze dyskusje o następcy.

I o ile do wyboru nowego papieża mam podejście so what?, to we Włoszech się zagotuje. Jakby nie było, za wiele jest powiązań, w tym również ekonomicznych, między Watykanem a Republiką. Jedno jest raczej pewne: Watykan nie stanie się demokracją. I nadal będzie wpływał na włoską politykę zza kulisów, niezależnie od tego czy na tronie zasiądzie reformista czy też tradycjonalista.

Dzisiaj pada śnieg. A jutro ma być 10 poniżej zera.
Pomarańcze, z którymi jechał całą noc by rano stać na parkingu przy via Salaria, sprzedawał skrzynkami, prosto z przyczepy, Gdy wstawiał nam skrzynkę  do bagażnika, zapytał, czy interesuje mnie kiełbasa, bo ma w szofce i salsiccię i 'nduję. Obydwie robił sąsiad, rzeźnik, więc pełna purezza.  Salsiccia na antipasto, 'nduja to baza potraw. Ponieważ nie rozumiałam o co chodzi z tą bazą, więc obrazowo wykonał piłujący ruch prawą dłonią, kciukiem i palcem wskazującym lewej wyznaczając grubość odkrojonego plastra, potem odłożył wirtualny nóż, chwycił uchwyt rodla z rozgrzaną oliwą na którą wrzucił plaster czerwonej od peperoncino 'nduii, a w prawą rękę złapał za równie wirtualną drewnianą łyżkę (nie wolno metalowej, zastrzegł) i zaczął nią rozgniatać smażącą się kiełbasę. 'Nduja ma się rozpuścić w oliwie, stworzyć gęsty sos, tlumaczył, ciągle mieszając w garnku Doda pani zioła lub czosnek, ugotowaną fasolę lub spaghetti. Oczywiście można też 'nduję z odori, wlać wodę, zrobić minestrę. Lub rozsmarować na zrumienionej grzance, ewentualnie poukładać na pizzy.

Lubi pani pikantne potrawy? Bo 'nduja jest ostra. Jak język mojej teściowej.

Następny czerwony banknot przeszedł z ręki do ręki i zniknął w kieszeni za ciasnej brązowej marynarki, a ja zabrałam woreczek z 'ndują. Podaliśmy sobie dłonie, ja życzyłam mu szczęśliwej podróży z powrotem do Kalabrii, a on mnie dobrego nowego roku. Do mojego 'na wzajem' nawet się nie uśmiechnął, ale dodał, że wystarczy mu jeśli będzie tak samo.


Spaghetti sprzedawcy pomarańczy zrobiłam tego samego dnia. Plaster 'nduji wrzucony na gorącą oliwę najpierw skurczył się, pokruszył jak mięso mielone, a potem zaczął się rozpływać, tworząc intensywnie czerwony sos. Spaghetti z nim było się bardzo pikantne, ale nie boleśnie. Coś, co sąsiad dodał do kiełbasy, a czego smaku nie byłam w stanie zidentyfikować, nadało sosowi dodatkowego aromatu.


'Nduja é una salsiccia spalmabile molto picante. Diffusa in tutta la Calabria, é originaria della zona del Monte Poro. Le sue origini sono piuttosto incerte, tłumaczą w Atlante Slow Food dei prodotti italiani (Slow Food Editore): 'nduja to miękka kiełbasa, bardzo pikantna, rozpowszechniona w całej Kalabrii, ale pochodząca z okolic Monte Poro. Nie ma pewności co do jej pochodzenia. Jedni twierdzą, że jest spokrewniona z francuską andouille, rozpowszechnioną dzięki Hiszpanom. Prawdziwa 'nduja robiona jest z wieprzowiny drugiej klasy, a więc podbrzusza, głowizny, drobno mielonej, przyprawionej ostrą papryczką.

głównie lokalesi

lokalesi (tak określamy kocią grupę trzymającą władzę) robią kibolskie ustawki. W ustawkach nie bierze udziału Paola z racji bycia damą, ale Kropka już tak i potrafi walić na oślep nie gorzej od chłopaków. Ale bardziej od ustawek lokalesi lubią ciepły kaloryfer, ewentualnie fotel. W przypadku kotów, kibolstwo kończy się tam, gdzie zaczyna się wygoda i pełna micha wypełniona tuńczykiem (oczywiście najlepiej świeżym).
Oskar
Na przyjazd Alessandro czekaliśmy, utuleni w płaszcze i futra, na parkingu przy osterii, od czasu do czasu przesuwając się do innej grupy w celu rozruszania krążenia.

Alessandro zjawił się między makaronem a pizzą, od drzwi witając się ze wszystkimi. Młodo wyglądający mężczyzna w średnim wieku, o miłym uśmiechu i zdecydowanym uścisku dłoni.
Wysoko postawiony w policji, chyba pułkownik, szepnęła mi do ucha Leonilde, a jego żona to moja rodzina, choć dalsza...nie żeby chciała się do koligacji przyznawać.Powiązań rodzinnych trudno się było dopatrzeć. Przysadzista Leonilde, turkusowy sweterek ze złotą broszką na kołnierzu, zapach naftaliny i wypłowiała farba na włosach, zaś kuzynka po dyskretnym liftingu linii żuchwy, rasowo szczupła i dyskretnie modna: koronka w czterolistne koniczyny na jednym nadgarstku, złoty Cartier na drugim, czarna kaszmirowa szmijzerka, botki ugg i krótki czarny kożuszek.

I Alessandro i jego małżonka reprezentowali rzymski styl weekendowy, czyli angielski ziemianin spotyka Green Peace z Hollywoodu. Było w tym wszystkim odrobina glamour i bardzo dużo doskonałego aktorstwa. Wielkie wejście było świetne a Wyjście jeszcze lepsze, zwłaszcza w jego wykonaniu, gdyż rola kobieca wywaliła się na przekładaniu loków z jednego ramienia na drugie. Nawet dla mnie, nieobeznanej z filmem, było to zbyt oczywiste i zbytnio ciągnęło niemym kinem.

Gwiazdy usiadły przy naszym stole. I w ciągu kilku minut wszyscy zmieniliśmy pozycję, nieznacznie zwracając się w kierunku Alessandro, który perorował o polityce, mówiąc wiele i pięknie,  podkreślając co atrakcyjniejsze sformułowania  odpowiednim ułożeniem dłoni. Było to tak naturalne, że dopiero pod koniec wywodu zorientowałam się, że tak naprawdę to nie mówi nic. No ale podobno świetny aktor potrafi czytać regulamin stowarzyszenia księgowych tak, by publika była zachwycona.

za kulisami


Statuetka
Wielkie Wyjście odbyło się tuż po tiramisu i po kawie. Tu poklepano po ramieniu, tam objęto, a gdzie indziej pocałowano w policzek. Stefano odprowadził gości do samochodu i wrócił z kopertą. Znajdował sę w niej kaledarz carabinieri, który - jak poinformował mnie Stefano - jest we Włoszech bardziej ceniony niż sławny kalendarz Pirelli.

Najlepsza rola drugoplanowa
Kelnerzy. Było ich dwóch, obsługiwali 45 osób a mimo to nikt z gości nie patrzył na pusty talerz lub półmisek. Grillowane warzywa były ciepłe, kilka gatunków prosciutto pokrojono na bibułkę, foccaccia chrupała w zębach, a makaronu na dokładkę nie brakowało. Jedliśmy pizze, rozciągnięte na wielkich drewnianych deskach, z ruccolą i braseolą, z pikantną kiełbasą, z czarnymi oliwkami i mozzarellą.

rekwizyty

Nagroda Publiczności
A nagrodę publiczności dostaliśmy my, gdyż podarowaliśmy solenizantce niedawno wydaną biografię arcybiskupa Mediolanu. Tu solenizantka się rozpłakała ze wzruszenia i musieliśmy wyjść na środek sali by mogła nas uściskać. Nie zwróciła uwagi na piękny papier pakunkowy z mojej kolekcji, nie odstraszył jej tytuł, który nazywał arcybiskupa Mediolanu prorokiem. Carlo Maria Martini to prawdziwy chrześcijanin, powiedziała, próbując ucałować JC w policzek. Dziękuję wam bardzo za tak przemyślany prezent. Podziękowania przyjęliśmy z pokorą i nawet powieka nam nie drgnęła. Najwyrażniej jesteśmy lepszymi aktorami niż nam się wydawało. Nikt bowiem nie zorientował się, absolutnie nie mieliśmy pojęcia co kupujemy. Posłuchaliśmy jedynie porady księgarza z Rieti: to książka dla wierzących. I uwierzyliśmy mu na słowo :D

Zdjęcia pochodzą z Rieti, z abbazii S. Domenico (Sora), a napis Dante C. znalazłam na odrzwiach kościoła w okolicach Magliano dei Marsi w Abruzji.
sprawa dla detektywa Monka
Rosella chciała wiedzieć jakiego włoskiego się uczę. Jasne, że literackiego. Nie słychać? Po to kupiłam książki z gramatyką, by móc opowiedzieć poprawnie o wtorku w Ginestrze: o porannym cappuccino, czytanej książce i czekaniu na fruttarolo.  A więc jednak uczysz się miejscowe gwary, uśmiechnęła się Rosella. Fruttarolo to język Ginestry. Reszta Włoch sprzedawcę warzyw i owoców nazywa fruttivendolo.

Tyle od specjalistki od języka Dantego. Chyba musi sobie kupić następny podręcznik :D
rakieta Stefana

San Stefano in Sessanio to projekt w toku. Rurki, sznurki, linki, stal i śrubki. A więc coś na czym znał się inżynier Karwowski. Za nadzór budowlany robiły miejscowe koty, futrzana wersja Maliniaka.
Kobieta Pracująca to chyba nie jest

pojechaliśmy na Księżyc. Nawet zbyt daleko nie było i wyrobiliśmy się z powrotem przed środową kolacją. Księżyc nazywał się  Campo Imperatore i znajdował się u podnóża Gran Sasso, a stolicą jego wydawało się być Santo Stefano di Sessanio.

Apollo ląduje

Wybraliśmy się tam by zobaczyć jak wygląda miasteczko, które jest hotelem. Pisałam o tym wcześniej (post z ubiegłego roku), teraz miałam nadzieję, że uda mi się z kimś porozmawiać.

Nie udało. Najpierw nie byłam gotowa na dyskusję o serach (sklep z miejscowymi produktami, pachnący woskiem i pecorino), potem nie rozumiałam języka kobiet sprzątających pokoje, a w końcu miejscowe wypasione koty nie miały ochotę na rozmowę z kimś pachnącym innymi kotami. Jak widać, w Santo Stefano tłoku nie było :D Na parkingu stały cztery samochody, na murach powiewały błękitne flagi Sextantio, a w słońcu błyszczały stalowe liny spinające mury i rusztowania. Było tak cicho, że dało się słyszeć trzeszczenie zamarzającej wody.

stolica księżyca

Biura Sextantio nie znalazłam. Ba, trudno było nawet ocenić, czy flagi Sextantio oznaczały budynki należące do Albergo Diffiuso, czy były jedynie miejską dekoracją świąteczną. Tu i ówdzie na schodach i pod murami tliły się jeszcze znicze, pozostałość po święcie światła z drugiego dnia Bożego Narodzenia, a więc z dnia świętego Stefana. Tak więc, suma sumarum, z punktu widzenia autentyczności, projekt można uznać za udany. Miasto wyglądało jak miasto, a nie jak hotel.

na księżycu śnieg i słońce

Opowiadałam o wycieczce znajomym z Ginestry. Giny, jak zwykle to nie interesowało, ale Annamaria, która o projekcie słyszała, była zachwycona zdjęciami. Na pewno sami tam pojadą wiosną, gdy nie będzie śniegu. A może pojedziemy razem? Stefano zabierze ze sobą rower. Ja umówię się na rozmowę z kimś z Sextantio, a potem pójdziemy razem próbować pecorino i rozmawiać o życiu w mieście, które jest hotelem na Księżycu.
Powered by Blogger.