nowe Stedelijk

przedwczoraj wsiadało się na okręt zwany Stedelijkmuseum w Amsterdamie, a jutro będzie się szukało vaporetto w saunie zwanej Wenecją.

W torbie aparat, mapa, Weneckie Tęsknoty Pollakówny i Venice, Pure City Petera Ackroyda
w Holandii świętuje się stadnie. Jak nowe dziecko, to przed domem stoi bocian. Jak zdany egzamin to flaga i plecak.A na 50. urodziny stawia się abrahama, czyli stracha na wróble z przyklejoną facjatą jubilata(ki) i odpowiedni transparent opisujący tajemnice zawodowe i życie osobiste. W ubiegłą sobotę całe Waarland wiedziało, że Kees jeździ na rowerze, hoduje tulipany, w wolnych chwilach pracuje dla Interpolis i udziela się politycznie w chadekach.Czego nie napisała na folii Anja, to synowie i brat dowiedzieli tworząc własne transparenty. A że w Holandii nikt nie udaje, że nie widzi i nie czyta, więc raz po raz przed domem zatrzymywało się auto lub rower i przy pustej na ogół Schaapskuilweg zrobiło się tłoczno.

holenderska sztuka świętowania

By świętować w Holandii trzeba mieć grubą skórę, bo jeśli jubilata nie obraziły transparenty,  abrahamy i gapiący się przechodnie, to jest szansa, że obrażą śpiewane na imprezie kuplety, w których wyciąga się grzechy przeszłości, wietrzy urazy, komentuje ostatnią fryzurę i krostę na czubku nosa. A ponieważ w Holandii wszystko jest wyważone, więc obrażający muszą - dla równowagi - zrobić z siebie idiotów. Na 50. urodzinach u Kees-a kuplety śpiewało dwóch businessmenów ubranych w kosze na cebulki tulipanów. I z tulipanami zamiast krawatów.

Fotorelacja z ostatniej soboty w stodole brata JC, a abrahamy stały trzy-


 na dole strony wisi mapka pokazująca wszystkie miejsca, które włoszczyzna opisywała. No dobra, nie wszystkie, tylko te zapamiętane i znalezione na googlemap. W przyszłości będzie lepiej: prowincjami będzie, z adresami, ze zdjęciami i może podlinkuje odpowiednie posty. Na razie jest tak jak jest, czyli wychodek za stodłą. Lepsze to niż latryna, ale nadal śmierdzi.....
↓
↓

Postęp technologiczny skręcił w prawo i jest tu →
większość rzeczy których ci nie mówię są nieprawdą
nie mówię ci ich bo mogłyby być użyte przeciw mnie
- ale nie jesteśmy w sądzie
jest znacznie gorzej, bo jesteśmy małżeństwem. W sądzie przynajmniej zna się zasady i ma się obrońcę

Mogłam wygrać tę rozmowę. Wystarczyło powiedzieć, że czytelne zasady sądowe to niekoniecznie prawidłowość. Na przykład Fiori i Florio, który procesowali się o 10. drzew oliwnych przez lat dwadzieścia. Proces w końcu dobiegł końca. 16. maja zmarł Fiori, a w trzy dni po nim adwokat Florio.

w zależności od tego, kto podaje przepis, supplì* - tradycyjne krokiety ryżowe z Lacjum - mogą być różowe lub białe. Nadziewane samą mozzarellą lub mozzarellą wymieszaną z drobno posiekanym prosciutto. Na przykład Dizionario delle Cucine Regionali Italiane podaje, że ryż na supplì miesza się z sosem pomidorowymi. Oretta Zanini de Vita, czyli autorka książki o kuchni Rzymu i Lacjum, gotuje ryż do którego dodaje starty parmezan, czyli robi białe prawie-risotto, a a mozzarellę miesza z posiekanym prosciutto. Wszyscy moimi sąsiedzi robią supplì z wczorajszego risotto. I tak risotto z salsiccią, radicchio, cukinią, szparagami, grzybami, bobem, ziołami nadaje się na supplì** , wystarczy wbić do niego jedno lub dwa jajka, wyrobić, w mokrych dłoniach uformować kulki (wielkości dużej śliwki) wcisnąć kawałek mozzarelli, zalepić dziurkę, supplì otoczyć w bułce tartej i usmażyć w oliwie. Najlepsza jest oliwa extra vergine i sąsiedzi twierdzą, że musi być miejscowa:D

Lubię supplì, które rozsypuje się pod widelcem, a więc do risottto dodaję jedynie jedno jajko. Przekonałam się jednak, że z delikatne supplì wymagają dużego półmiska, gdyż muszą leżeć jednowarstwowo. Moje pierwsze delikatne supplì przypominały popękane placki z których zwisały nitki stopionej mozzarelli.  Lepiej wyglądało spaghetti wymieszane z zostałą z ubiegłego dnia zuppą di pesce. Ryba co prawda rozpadła się na kawałki, ale owoce morza trzymały formę. Pomijając kształt krokietów, spryskaną oliwą kuchenkę i plamy sosu pomidorowego na ścianie, była to bardzo udana kolacja. Sąsiadka była zachwycona.

*Supplì to nazwa krokietów ryżowych z Lacjum. W Neapolu robi się palle di riso, a na Sycylii sławne arancini. 
** wajątkiem jest risotto risi e bisi, ale risi e bisi to prawie zupa.
Od 1. do 5. maja Orvieto świętowało nieumiarkowanie w jedzeniu (ale nie w piciu).

Orvieto
Orvieto świętowało lody. Najlepsi zamrozili smak i zapach regionu, a Orvieto sprzedawało karnety. Pięć euro za pięć gałek i kolorowy sznurek, na którym wieszało się karnet.

Lody śmietankowe z Emilii, lody orzechowe z Lacjum, lody anyżkowe z Sycylii, lody gruszkowo-winne z Val d'Aosta i lody o smaku oliwy taggiasca z Ligurii.  Na wszystko patrzyły dusze potępione z ze ściany duomo. Lody o smaku torrone z Abruzji, lody polane syropem winnym z Molise, lody z nutellą z Apulii i sorbet cytrusowy z Calabrii. Dusze potępione patrzyły na nas ostrzegawczo.

nogi w Orvieto i Sienie

Ginestra też świętowała. Rano po wiosce przeszedł Jan Ewangelista, a potem jego konterfekt przenosił się z domu Giovanniego do domu najstarszego muzykanta wioski, a na ustawionych pod pocztą stołach świątowano nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. Na parkingach Ginestry zabrakło dla nas miejsca, więc JC zaparkował na brzegu pola, a ja wyszłam popatrzeć czy nie zablokował alfy na mediolańskich rejestracjach. Stanęłam na trawie i jak na sądzie ostatecznym otworzyły się czeluście: pod lewą nogą zarwała się ziemia. Z odchłani wyciągnął mnie i moje spuchnięte kolano JC.

Od tego momentu wspinanie po schodach zajmowało 5 min: po pół minuty na każdy stopień. Potem było lepiej, więc kuśtyłałam sobie po Sienie i po schodach na dach duomo. 90 stopni w górę i 90 stopni w dół, a za mną ciągnęła grupa zwiedzających. Kuśtyk, kuśtyk, przepraszam, że tak wolno, ale....

W Paestum kuśtykałam w kurzu od świątyni Posejdona do świątyni Ateny. W Velii wdrapałam się na wzgórze dawnego akropolu. Ale schodzić pomagał mi JC.

21. maja doktor odesłał mnie do ortopedy. Rentgen pokazał cienką nitkę pęknięcia kłykcia przyśrodkowego kości piszczelowej i kuśtykanie zmieniło się w kicanie: dwie kule ze światełkami odblaskowymi w niebieskich uchwytach oraz zakaz wstawania z łóżka lewą nogą. Wczoraj pokicałam po Monachium. I tak się nakicałam, że teraz bolą mnie ręce.

Informacja o 1.święcie lodów w Orvieto jest tu. Warto sprawdzać, kiedy będzie obchodzone  w przyszłym roku. Przy okazji dodaję, że ja głosowałam na anżykowe sycylijskie, a JC na apulijskie z nutellą. Najmniej nam smakowały lody z oliwą, choć doceniliśmy pomysł.

A jakby ktoś chciał przypomnieć sobie anatomię kolana, to proszę bardzo: polska wikipedia na temat i z ilustracjami

w Wasserburgu lato. Na Ponte Rosso tłok, jak to latem. Dzisiaj mamy obiecaną atrakcję: falę powodziową. Nie wiemy jedynie czy 5,99 6,15 metrów to już jest to, czy będzie lepiej.
 
 Viva l'estate a Wasserburg!

Na razie zalało wyspę na której stał kiedyś klasztor i ścieżki spacerowe wzdłuż rzeki. Po rzece pływają całe drzewa i kawałki łąki (na szczęście bez owiec i krów), a statek spacerowy Christina urwał się ze sznurka i popłynął na wycieczkę. Do zalania nawierzchni mostu brakuje jeszcze jakiegoś metra.

18:21
od godziny most jest zamknięty dla samochodów i dla przechodniów. Przed drzwiami domów położonych w pobliżu rzeki poukładano worki z piaskiem.  Nadal leje.

18:29
dla tych, którzy nie mieszkają w Wasserburgu i nie mogą osobiście uczestniczyć w imprezie, poziom wody prawie na żywo; pegel in Donaugebiet.

20:14 poziom wody opada. Wygląda na to, że kajakiem po Marienplatz pływać nie będziemy. Chyba powinniśmy przeprowadzić się do Pasawy. Tam ma być fala powodziowa na 12 metrów, choć przy zaledwie 7,60 miasto już ciut podtopione.

orvieto wyprane z kolorytu lokalnego

Powered by Blogger.