Już bez pomocy kancelarii Colletti i Co., z siedzibą w Rzymie i Monachium, najmujemy rzeczoznawcę do wyceny, bo czas nagli. Są chętni na dom, zbliża się też okres wakacyjny. Stefano z agencji dzwoni codziennie, obiecuje współpracę, ale rzeczoznawcy do domu nie wpuszcza. Geometra pisze dzieło z serii fantasy; wycena oparta jest na domniemaniach własnych i aktach z urzędu gminy. Najwyraźniej mamy tydzień cudów bo wychodzi mu, że dom jest wart więcej niż cena sprzedaży i bank przyjmuje jego wycenę. Stefano jeszcze straszy sprzedażą komuś innemu, ale o tym innym (fikcyjnym chyba?) kupcu słyszymy od dluższego czasu. Najwyraźniej mamy tydzień nie tylko cudów ale i fikcji literackiej.

Kancelaria Colletti i ska przejmuje negocjacje. Sprawdzają stan prawny, szukają dziury w całym i próbują nakłonić Stefano do minimalnej współpracy. Ale Stefano dostał swoje 4%, więc nie ma powodu żeby się fatygować. Udaje mi się jednak wymusić na nim wywiezienie śmieci i rozwalających się mebli.

Musimy wyrobić sobie Codice Fiscale. Bez tego nie możemy kupić domu. Podobno musimy jechać do Włoch. Na szczęście konsulat w Monachium ma uprawnienia. Dostajemy kartę z cyferkami i literkami. To nasz numer fiskalny. Oficjalne dokumenty przyślą za kilka tygodni.
wybraliśmy. Chcemy (?) kupić ten dom. Ile w tym uczucia do regionu i domu a ile lenistwa? Trudno powiedzieć. Z wizyty pamiętam jedynie kocie kupy na podłogach, śmierdząca łazienkę i piękne klamki. Wiemy natomiast, że nie za bardzo chce się nam szukać w internecie, jeździć i oglądać.


Lago Bolsena i wgórza Piansano
przyszła wycena mieszkania w Piansano. Warte jest niecałe 60 tysięcy, właściciel chce 97. Bank daje nam 70% z 60. Resztę musimy pokryć z własnej kieszeni. Postanawiamy zrezygnować, ale właściciel domaga się oficjalnego dokumentu z banku. W/g mnie liczy, że jakimś cudem będziemu mu musieli zapłacić 10% za zerwanie umowy. Wysyłamy więc kopię wyceny i dyskretnie przemilczamy fakt, że to nie bank nie chce nam sfinansować kupna tylko my nie chcemy przepłacać.
Przede wszystkim urocze miasto, klimatyczne bardzo i jednocześnie mało znane, więc nie trzeba przebijać się przez hordy snujące się jak stado przeżuwających krów. Na obrzeżach miasta piękny kościół św. Piotra; po mieście warto po prostu pochodzić, zaglądając w zakamarki. Do kościoła Św. Piotra nie można było wejść, ani się nawet do niego zbliżyć, bo brama zamknięta na kłódkę i bez strażnika, więc nie było się nawet kogo zapytać :-(

Do poczytania o Tuscanii: angielska wikipedia
historia miasta (po włosku)
i wirtualna wycieczka




koniecznie All Gallo (chyba mają gwiazdkę Michelina, napewno polecany przez Gambero Rosso). Ceny niekoniecznie z najniższej półki, ale warto. Jadłam boskie risotto z kaszy. Desery warte grzechu (wizualnie też), lody robione na miejscu. A i na wnetrze ciekawe: koguty wszędzie i różnych wcieleniach. Obsługa świetna. I mówią po angielsku. Niestety, strona internetowa All Gallo już nie istnieje, więc trudno sprawdzić w jaki dzień restauracja jest zamknięta. Restauracja jest częścią hotelu o tej samej nazwie.

Adres:
All Gallo
Via del Gallo 22
01017 Tuscania
tel. 0695 170 9723

Kredyt za zdjęcie należy się chyba Anielce, która niestrudzenie fotografowała wszystko w restauracji. Niestety, zdjęcia potraw gdzieś zawieruszyłam

na zdjęciach dom wyglądał pięknie. Przestronny (110 mkw) i dobrze wykończony. Nic, tylko się wprowadzać. Rzeczywistość jednak rozczarowała. Dom wydawał się ciasny, większość przestrzeni zajmowały schody z których skręcało się do miniaturowej łazienki i sypialni. Kuchnia też była pod schodami. Do piwnicy można się jedynie wczołgiwać. Z resztą widać na zdjęciu jak małe są do niej drzwi. Miejscowość piękna; między górami, na półwyspie wcinającym się w jezioro. Szare kamienne domy. Kompletna cisza. Podobno wioska ożywa latem. Domu nie kupiliśmy. Przy wzroście JC burzenie sufitów byłoby koniecznością


Garfagnana jest piękna, stroma i dzika. Dom na urwisku (Fosciandora) ma ponad 100 lat, dziury w podłodze i scianach, ale za to jest potężny taras, widok na stary kościół i dolinę, rozsypujący się kominek w kuchni oraz stara szafa narożnikowa do której przywiązuję się natychmiastowo. Zakochana w szafie, belkach sufitowych i szarym kocie sąsiada gotowa jestem chwalić drogę tak wąską, że niektóre zakręty trzeba brać na 3 razy oraz brak sklepu w okolicy.

Przemieszczamy się do Lacjum. Ja w przekonaniu, że już nic lepszego nie znajdziemy, Hans w nadziei, że może jednak. Po dwóch dniach mamy dosyć. Albo klatka schodowa się sypie(Vetralla), albo agent nie zjawił się na umówione spotkanie (Orte) albo mieszkanie już sprzedane (Viterbo, Orte, Vetralla, Piansano). Na liście mamy tylko dwa miejsca: kamienicę w Ginestra Sabina i mieszkanie w Piansano. Obydwa z widokami, obydwa wśród gajów oliwnych, choć bez winnic i obydwa duże. Dom w Ginestra smierdzi kotami i zgniłą żywnością (ktoś zapomniał pomyć talerze po ostatniej wieczerzy) a łazienka cuchnie sikami. Ma za to śliczne staroświeckie okna, marmurowe schody, centralne ogrzewanie i kominek na parterze. Mieszkanie w Piansano jest czyste i zadbane choć pasztetowa na podłodze i zlote aluminium ram okiennych uroku mu nie dodają. Kuchnię wciśnięto do spiżarni a jadalnię wyłożono sosnowa boazerią.

Decydujemy się na mieszkanie w Piansano, bo miasteczko ma urząd miasta z romańskimi kolumnami i sklep z serami (już bez kolumn). Podpisujemy wstępną umowę i wstawiamy do niej klauzulę, że kupno domu zależy od zgody banku.
Klasztor w San Antimo prawdopodobnie został wybudowany w 781, czyli za Karola Wielkiego i zasiedlony przez zakon benedyktynów. Obecny budynek pochodzi z XII w (rok 1118 wyryty jest na jednej z kolumn).

Przed wjazdem na parking przy klasztorze stoi sklep z pamiątkami. Nie wiem jak wygląda teraz, ale kilka lat temu był b.dobrze zaopatrzony, zwłaszcza w książki. W wyznaczonych godzinach mnisi intonują chorały gregoriańskie. Niestety, San Antimo jest bardzo popularne i na ogół trzeba przedzierać się przez stada i ich beczenie. Irytujące; osobiście najbardziej nie lubię wycieczek z Niemiec. Raz, że jest ich najwięcej a dwa, że wydają się najgłośniejsi.

Kościół otwarty codziennie od 10:30 do 12:30 i 15-18 (w niedziele i święta 9:15-10:45 i 15-18). Godziny śpiewania chorałów gregoriańskich sprawdzić w kościele lub telefonicznie tel: 0577 835659)

Wycieczki do pobliskiego Montalcino nie polecam. Lepiej trafić do Abbadia San Salvatore lub pociągnąć na południe: Saturnia, Sovana, Pitigliano.


Powered by Blogger.