mocno wyleniały autorytet

Zajrzeć do bibliografii książki o społeczeństwie włoskim i prawie pewne, że cytowany będzie Luigi Barzini. Tylko czy Barzini nie jest przestarzałym autorytetem? Czy jego opis społeczeństwa nie trąci naftaliną? Ostatecznie książkę pisał, gdy Chrześcijańska Chrześcijańska Demokracja była przy władzy, nie wyszły na jaw jej powiązania z Mafią, a o prawie do rozwodu dopiero rozmawiano.

Tymczasem, czytając książki cytujące Barziniego jako autorytet, ma się wrażenie, że dla autorów społeczeństwo włoskie zamarło w bezruchu, podjęło świadomą decyzję zatrzymania się w latach 60. w oczekiwaniu na następnego Barziniego, który opowie o wpływie internetu i Unii Europejskiej na przeciętnego obywatela, a niechętne rozwodom komentarze Barziniego przerobi na statystyki rozwodów,  poruszy sprawy aborcji,  ustawę o zapłodnieniu pozaustrojowym,  wspomni wreszcie o opinii społeczeństwa na tematy badań nad komórkami macierzystymi, problemami nauki włoskiej, wpływie Berlusconiego na życie polityczne...Mówiąc krótko: uwspółcześni wiedzę o społeczeństwie.

Włosi
No i sprawa przekonań Barziniego: na ile można ufać w obiektywną ocenę sytuacji w przypadku osoby, która nie kryje swojej niechęci do rozwodów? I czy obecnie można przyjmować w dobrej wierze opinie człowieka, który pisze o świecie mężczyzn, ignorując świat kobiet? Z resztą w pierwszych zdaniach przedmowy sam zaznacza, że nie jest to książka naukowa i że nie jest jego ambicją napisać więcej niż zostało zawarte w XIX-wiecznej powieści. Czy w takim razie powinien być traktowany jako autorytet? Pisze prawdę, czy bawi się z czytelnikiem, zacierając ślady i chowając się za grzecznymi, choć zgrabnymi, formułkami? A więc, czy pisząc po angielsku, nadal pozostaje Włochem? A jeśli tak, to jak angielskojęzyczny czytelnik jest w stanie odróżnić otwartość od pozy? Nie każdy czytelnik musi przecież znać prozę Macchiavellego i Castiglione....

A w końcu życiorys samego Barziniego. Był dziennikarzem, a nie socjologiem, w dodatku początkowo silnie związanym z włoskim faszyzmem. Potem zmienił przekonania i przeszedł na stronę demokracji, a konkretnie chrześcijańskiej demokracji. Czy możemy mu ufać, gdy tłumaczy fenomen Mussoliniego? Czy jest wiarygodny, gdy twierdzi, że faszyzm był jedynie nieprzyjemnym, choć niezbyt bolesnym eksperymentem społecznym?


I przy wszystkich tych zastrzeżeniach nadal twierdzę, że Barziniego powinno się przeczytać, Pisze piękną językiem, miejscami potrafi uwodzić. Mastroiani włoskiej literatury: wiesz, że wczoraj był u kochanki, ale gotowa jesteś pozwolić mu wrócić na ten jeden wieczór. Oczywiście po raz ostatni i żeby mi się to nigdy więcej nie powtórzyło ;)
nie mielibyśmy pistoletów bez  Pistoi, francuskiego savon bez miasta Savona, fajansów bez Faenzy. [...] Włosi odkryli Amerykę dla Amerykanów; uczyli Anglików poezji, dyplomacji i zasad handlu, Niemców uczyli sztuki wojennej, Francuzów gotowania, Rosjan tańca i aktorstwa, a wszystkich  muzyki.

Ale proszę mnie (a zwłaszcza mnie) nie brać na serio. Wystarczy samemu pojechać do Włoch. I wtedy - parafrazując Barziniego - napisze się swoją własną opowieść, bowiem ulica włoska dostarczy materiału. A więc będzie pełna dozwolonych i zakazanych miłości; będzie lekcją sztuki, doświadczeniem patosu i intryg, radości i tragedii, uniesienia i depresji, sielska i wielkomiejska, staroświecka i nowoczesna, lub będzie po prostu dolce.

buziaki

2 comments:

  1. wylinialy a nie wylenialy

    ReplyDelete
    Replies
    1. prawie gówno prawda. Za Słownikiem Poprawnej Polszczyzny (PWN): wylenieć a. wylinieć dkIII 1. forma dokonana czas. lenieć a. linieć 2. pot. 'wytrzeć się, zniszczyć się przez wytarcie': kożuszek Jasia całkiem wyleniał (wyliniał)

      Delete

Powered by Blogger.