w sklepie z antykami znaleźliśmy byłą szafę sklepową z szufladkami.
Szafa życie kończyła sprzedając papier ścierny, sznurek i pająki (wnioskując z zawartości szuflad), choć pewnie zaczynała w karierę w wiejskim
sklepie spożywczym z pretensjami do bycia delikatesami, bowiem ktoś
nadał szufladom sznyt prawie mahoniowy, malując biedermayerowską
wykończeniówkę na zwykłej i niezbyt dobrze wykończonej buczynie.
Dobry dzień dzisiaj, bo oprócz szafy sklepowej, którą szorowałam godzin 5, poczta przyniosła karafkę prawie kryształową i prawie srebrną (czyli tłoczone szkło i cyna) oraz filiżankę w palemki. Czekamy jeszcze na półmisek udający Miśnię, lampę biurową z lat 30., wagę kuchenną i garnek żeliwny.
Jest takie fajne angielskie powiedzenie one man's garbage is another man's treasure. Czyjeś śmiecie są dla kogoś innego skarbem, co jak najbardziej pasuje do nas, ekspertów od bida-antyków bawarskich :-)
Dobry dzień dzisiaj, bo oprócz szafy sklepowej, którą szorowałam godzin 5, poczta przyniosła karafkę prawie kryształową i prawie srebrną (czyli tłoczone szkło i cyna) oraz filiżankę w palemki. Czekamy jeszcze na półmisek udający Miśnię, lampę biurową z lat 30., wagę kuchenną i garnek żeliwny.
Jest takie fajne angielskie powiedzenie one man's garbage is another man's treasure. Czyjeś śmiecie są dla kogoś innego skarbem, co jak najbardziej pasuje do nas, ekspertów od bida-antyków bawarskich :-)
29 Jul 2011
23:28
Jestem przygotowana. Od tygodni znam odpowiedź na pytanie co mnie motywuje , gdyby Pani, Zwierciadło, Cosmo, Elle, Kawa czy Herbata chciały pytać. Nie mam wątpliwości, że pytanie padnie gdy tylko redakcja zrozumie jak bardzo istotna jest moja odpowiedź dla dobra ludzkości.
A więc motywuje mnie blog. Robię więcej zdjęć, podciągnął mi się warsztat i przeczytałam instrukcję obsługi do Olympusa. Dla dobra blogu sięgam po książki, których bym wcześniej nawet w rękawiczkach do ręki nie wzięła. Przeczytałam w ten sposób wszystko w j. polskim co ma Italię w tle i przy okazji odkurzyłam Śmierć w Wenecji, dokładając ją do sterty książek do natychmiastowego przeczytania. Sięgnę do niej niebawem, za dwa-trzy lata....
Dzięki blogowi poznałam ludzi. Na przykład Beatę i Petera. Nie dosyć, że mieszkają prawie niedaleko, to jeszcze fajnie się z nimi rozmawia. Wczoraj, na przykład, rozmawiałyśmy o polskich przekleństwach i próbowałam sobie przypomnieć czy w amerykańskim angielskim jest odpowiednik polskiego 'o kurwa, ja pierdolę', gdzie kurwa wymawiana jest z pietyzmem oraz odpowiednim akcentem, a w 'ja pierdolę' akcent pada na drugą część słowa i ę brzmi dobitnie. .Peter o kurwa z odpowiednim akcentem już zna. JC jeszcze nie, ale ma 14 dni by się podciągnąć. Za dwa tygodnie bowiem spotykamy się u nas: Beatka i Piotruś przyjeżdżają na wino. Będziemy pić Campanię: Fiano, Greco, Aglianico, Taurasi. Przy okazji wymienimy się adresami dobrych winnic i porobimy plany na rok przyszły, gdyż elity takie jak my powinny dojechać do Werony na targi wina i do Turynu na targi Slow Food. Pochwalę się im, że już mamy rezerwacje w hotelach w Rovereto i Trento. Nie dosyć, że genialnie odnalazłam hotele z których najbliżej jest do ulubionych restauracji i enotek, to jeszcze umiejętnie wynegocjowałam obniżkę ceny. Z czego jestem bardzo dumna, gdyż zaoszczędzone pieniądze będzie można przeznaczyć na następną książkę z Toskanią w tle lub, co bardziej prawdopodobne, na butelkę jakiegoś teroldego czy innego traminera. W październiku bowiem elity jadą do Trentino na traminer z Alto Adige i do restauracji w Trento. Do października jeszcze daleko, ale jakoś tak się składa, że weekendy do końca roku mamy pozaklepywane, bo to i goście najeżdżają (poznani przez internet), a to my jedziemy do Ligurii i do Ginestry, że o wypadzie do Holandii nie wspomnę.
Dzięki blogowi poznałam też kilku świetnych kucharzy, niektórych odwiedziłam i jesteśmy wstępnie umówieni na następne spotkanie przy stole. Z działki, na której stał stół zastawiony przednimi wędzonkami i wspaniałym pesto, pochodzą zdjęcia ogrodnicze (patrz↑), które napewno spodobają się Dobremu Wnętrzu. Boję się jednak, że skontaktują się ze mną zbyt wcześnie a ja nawet listy ulubionych sklepów wnętrzarskich nie mam. Podobno Ikea się nie liczy. Przynajmniej nikt z ekspertów wnętrzarstwa do zakupów w niej się nie przyznaje.
28 Jul 2011
21:55
poniedziałek, 25 lipca
autor przesłał mi linka do blogu o Toskanii i Emilii. Trochę mnie zaskoczył, bo chyba bardziej rozbieżnych światopoglądów to trudno w polskojęzycznej blogosferze ze świecą szukać: Toscoemiliano jest o rozważaniach duchowych i sztuce życia z bogiem, a Włoszczyzna o dziwnych świętych i sztuce picia wina tak, by spróbować wszystkiego i nie wpaść pod stół.
Blogu nie przeczytałam. Przyznaję, że podtytuł mnie odstraszył :-) Ale autor wydaje się być sympatyczny, wymieniliśmy kilka majli światopoglądowych i okazało się, że mimo wszystko jest coś co nas łączy. Obydwoje lubimy sztukę sakralną, choć zapewne z kompletnie odmiennych powodów :-)
środa, 27. lipca
7:45
kiedyś zapewne powstanie lista blogów, których już nie czytam, i wtedy akuratnie wypunktuję powody dla których przestałam je czytać. Ale do tematu powrócę, gdy będę w złośliwym nastroju.
Dziś jestem przyjazna: od rana świeci słońce, samochody warczą pod oknami, a turyści oglądają klatkę schodową: 'popatrz, schatz, jakie klimatyczne wnętrze!'. Ano klimatyczne. Tylko czy musicie łazić takim stadem, że zajmujecie całe podcienia? I czy nie da się podziwiać sieni bez blokowania wejścia do niej? Zwłaszcza gdy za wami stoję z kubkiem cappucino, rzodkiewkami w kieszeni i bochenkiem chleba pod pachą?
7:59
Wasserburg jest śliczny i zabytkowy. Tłumy ciągną, by go zobaczyć. Do Ginestry nie ciągnie nikt, a jedyne tłumy jakie widziałam przyszły na darmową wyżerkę z okazji świętego Jana. I w ogóle nie byli to turyści, a miejscowi. Dobrze, że we Włoszech mieszkamy nieturystycznie. Turystycznie mieszka Aleksandra, gdyż mieszka w Pistoii. Aleksandra pisze mi, że podoba się jej język włoszczyzny. Zdanie może jeszcze zmieni :-). A ja podlinkowywuję jej toskański blog.
8:55
Nadal środa. Zadano mi pracę domową: napisać notkę biograficzną. Mam napisać o sobie. Dla RFM Classic. A ja o sobie lubię pisać albo poematy albo nic. Ma ktoś przepis jak napisać pean, który nie brzmi jak pean i jednocześnie nie mówi nic? Z chęcią skopiuję. I teraz lecę po następne cappucino. Wena potrzebuje smaru :-)
autor przesłał mi linka do blogu o Toskanii i Emilii. Trochę mnie zaskoczył, bo chyba bardziej rozbieżnych światopoglądów to trudno w polskojęzycznej blogosferze ze świecą szukać: Toscoemiliano jest o rozważaniach duchowych i sztuce życia z bogiem, a Włoszczyzna o dziwnych świętych i sztuce picia wina tak, by spróbować wszystkiego i nie wpaść pod stół.
Blogu nie przeczytałam. Przyznaję, że podtytuł mnie odstraszył :-) Ale autor wydaje się być sympatyczny, wymieniliśmy kilka majli światopoglądowych i okazało się, że mimo wszystko jest coś co nas łączy. Obydwoje lubimy sztukę sakralną, choć zapewne z kompletnie odmiennych powodów :-)
środa, 27. lipca
7:45
kiedyś zapewne powstanie lista blogów, których już nie czytam, i wtedy akuratnie wypunktuję powody dla których przestałam je czytać. Ale do tematu powrócę, gdy będę w złośliwym nastroju.
Dziś jestem przyjazna: od rana świeci słońce, samochody warczą pod oknami, a turyści oglądają klatkę schodową: 'popatrz, schatz, jakie klimatyczne wnętrze!'. Ano klimatyczne. Tylko czy musicie łazić takim stadem, że zajmujecie całe podcienia? I czy nie da się podziwiać sieni bez blokowania wejścia do niej? Zwłaszcza gdy za wami stoję z kubkiem cappucino, rzodkiewkami w kieszeni i bochenkiem chleba pod pachą?
7:59
Wasserburg jest śliczny i zabytkowy. Tłumy ciągną, by go zobaczyć. Do Ginestry nie ciągnie nikt, a jedyne tłumy jakie widziałam przyszły na darmową wyżerkę z okazji świętego Jana. I w ogóle nie byli to turyści, a miejscowi. Dobrze, że we Włoszech mieszkamy nieturystycznie. Turystycznie mieszka Aleksandra, gdyż mieszka w Pistoii. Aleksandra pisze mi, że podoba się jej język włoszczyzny. Zdanie może jeszcze zmieni :-). A ja podlinkowywuję jej toskański blog.
8:55
Nadal środa. Zadano mi pracę domową: napisać notkę biograficzną. Mam napisać o sobie. Dla RFM Classic. A ja o sobie lubię pisać albo poematy albo nic. Ma ktoś przepis jak napisać pean, który nie brzmi jak pean i jednocześnie nie mówi nic? Z chęcią skopiuję. I teraz lecę po następne cappucino. Wena potrzebuje smaru :-)
27 Jul 2011
09:08
Obiecałam sobie w ubiegłym roku, że Włoszczyzna będzie tylko o włoszczyźnie: obrazki z niewłoskich wycieczek będę wstawiać na blogi fotograficzne, a na włoszczyźnie będzie tylko o Włoszech. W szerokim tego słowa rozumieniu. Tak więc dzisiaj będzie o ubiegłotygodniowych klasztorach z Badenii-Wirtembergi :-)
Bo to jak najbardziej włoski temat: jak klasztory to Kościół Katolicki, a jak Kościół to Włochy, boć katolicyzm to przecież import włoski. Moim (niezbyt) skromnym zdaniem, to jeden z gorszych projektów włoskich, ale biorę poprawkę na stan imperium rzymskiego (sypiące się) i próby uzdatnienia państwowej religii importem obcych bogów, więc Włochów za KrK rugać nie będę, zwlaszcza że po klasztorach i kościołach latać lubię. Tyle w ramach wstawki światopoglądowej.
Chciałam tekst pod poemat satyryczny ułożyć, a konkretnie pod Monachomachię Ignacego Biskupa (!) Krasickiego. ale mi niezbyt idzie. Nie dosyć, że klasztorów zwiedziliśmy razem 5 (a więc czterech brakuje) to bram ułomków mam zero. Jedne bramy są za dobrze zachowane by je nazwać resztkami, a tam gdzie mogłby być resztki - nie ma nic. Najwyraźniej niemiecki Gründlichkeit albo odrestaurowywuje albo wyburza; form przejściowych nie ma. Tak więc z Monachomachii zostają jedynie cytaty umieszczone pod zdjęciami....Szkoda, mogło być tak ładnie i literacko, a będzie tylko ładnie i włosko.
Najpierw Reichenau: klasztory wybudowane na trasie pielgrzymkowej do Rzymu. Czyli pierwsza włoska koneksja. Klasztory pobenedyktyńskie, a więc św. Benedykt, Nursia (czyli obecna Norcia w Umbrii). Benedykt Reichenau nie odwiedził, ale do pokrewieństwa z Subiaco czy Montecassino klasztory Ober-, Mittel- i Niederzell mogą się poczuwać. Katedra w Mittelzell jest pod wspólnym patronatem Marii i św. Marka, tego samego co patronuje Wenecji. Podobno w relikwiarzu znajdującym się w skarbcu katedry są jego szczątki (Marka). Pytanie tylko jak to jest możliwe, skoro Wenecja świętego w całości wykradła z rąk Infidelów i przemyciła w kontenerze z wędzonymi szynkami, aby z szacunkiem pochować zwłoki (pewnie jeszcze pachnące wędzonką) w bazylice na głównym placu miasta? Czy Mittelzell ma kawałki świętego ukradzione Wenecji, czy kawałki ukradli zanim Wenecja ukradła resztę, czy raczej mówimy o świętym Marku bis, relikwiach umownych, jakich pełno było w Europie w średniowieczu, gdzie dobra relikwia gwarantowała popularność i napływ turystów? Na pytanie na razie nie znalazłam odpowiedzi, ale mamy następną koligację włoską.
W przewodniku po zabytkach Reichenau doczytałam jeszcze, że preromańskie polichromie w Niederzell (a może chodziło o polichromie w Oberzell?) są w stylu lombardzkim, czyli wnaciąganym włoskim :-). I jakby tego było mało, to Egino, biskup Werony w czasach Karolingów, był pochodzenia alemańskiego. Suma sumarum, klasztory w Reichenau mają tyle włoszczyźnianych powiązań, że i na 9 klasztorów starczy, czyli włoszczyzna pierwszej jakości. Dobrze to, bo i w Bebenhausen i Blaubeuren, włoskie koligacje trzeba mocno naciągać.
I Bebenhausen i Blauberen leżą na terenach Szwabii, a Szwabia to dom rodzinny Staufów; tych Staufów z których wywodził sięł Fryderyk II, władca południowych Włoch. Dodatkowo Bebenhausen to klasztor pocysterski, a więc - choć Cystersi to koligacje francuskie - to nie da się ukryć, że zakon opierał się na Regulae Benedicti (wpływy włoskie!), klasztor w Bebenhausen jest dalekim krewnym klasztorów cysterskich we Włoszech, chociażby Fossanova, Casamari i Valvisciolo z Lacjum (o nich pisałam wcześniej).
A jeśli wierzyć angielskojęzycznej Wiki, to Blaubeuren należał początkowo do Benedyktynów. I tak oto okazuje się, że włoszczyznę można znaleźć wszędzie. A jak się odpowiednio spreparuje tekst i selektywnie potraktuje fakty, to i Reichenau i Bebenhausen i Blaubeuren można uznać za włoską kolonię :-)
Tyle mojego. Resztę proszę sobie doczytać:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Reichenau_(wyspa)
http://www.sacred-destinations.com/germany/bebenhausen-monastery.htm
http://en.wikipedia.org/wiki/Blaubeuren_Abbey
Trochę dodatkowych informacji:
wszystkie klasztory w Reichenau są otwarte od 9 do zachodu słońca; trudno dowiedzieć się na 100% co to znaczy, bo w jednym miejscu podają godzinę 16 jako godzinę zamknięcia, gdzie indziej 17; ta sama uwaga dotyczy zwiedzania w niedzielę: trudno jest mi powiedzieć czy można w niedzielę zwiedzać czy też nie. Wejście do skarbca w Mittelzell kosztuje 2 euro od osoby; skarbiec niedostępny jest w czasie przerwy obiadowej. W sobotę po południu otwarty był od godziny 15. Przy Oberzell obsiano pole miejscowymi kwiatami polnymi. To warto zobaczyć; na tyłach Mittelzell jest herbarium z ziołami z ksiąg przeora Walahfrieda Strabo.
25 Jul 2011
15:55
pytają mnie: co ty tam robisz w Ginestra przez miesiąc czy dwa, przecież nie masz samochodu internetu telewizji;
a ja mówię, że siedzę
Siedzę, na przykład, na ławce niedaleko od poczty. Obok mnie kobieta, która zawsze chodzi w szafirowych laczkach i rybaczkach obszytych koronką, i rozmawiamy sobie o pogodzie. Albo o jej suczce powsinodze, która wabi się Perla. I o tym, że Perla wyżera karmę miejscowym kotom. Albo o ładnie kwitnących pelargoniach.
Siedzę też koło Padre Pio i czekam na roznoszące się po wzgórzu io sono il tuo fruttaiolo. Co przypomina mi, że mamy wtedy wtorek lub piątek po południu i mam kupić warzywa od pana z Rieti.
Codziennie rano siedzę przy czerwonym stoliu pod murem, naprzeciwko baru. Piję cappuccino, zagryzam rogalikiem; jeśli siedzę przy czerwonym stoliku w środę, to słucham babskich plotek, bo w środę mamy babską obsługę w barze i babski dzień przed barem. Jeśli jest wtorek lub czwartek, to również czekam na Cessidio i jego warzywa, przerabiając odmianę czasowników nieregularnych. Lub rozwiązując krzyżówki z serii condordane dei medi e tempi verbali. Lub sylabizując biografię Vivaldiego.
Czasami idę posiedzieć gdzie indziej: na przykład na stromych schodach w Poggio Moiano. Schodzi się nimi z do najstarszej części miasta przypominającej termitierę.
Albo siedzę na kamiennej ławce patrząc na Santa Vittoria w Monteleone.
Chodzę też posiedzieć w gościach; siedziemy razem Annamaria, jej mama, teściowa, która codziennie przychodzi z wizytą, oraz ja i czekamy na powrót Stefano z pracy. Pijemy kawę i milczymy. Albo pijemy kawę i opowiadamy sobie o czereśniach. Lub o szyciu firanek.
Siedzę też na balkoniej i czekam na zachód słońca. Albo siedzę na parapecie w korytarzu i czekam na wschód słońca.
22 Jul 2011
16:09
Suszony makaron to pasta secca. Jego przeciwieństwem jest makaron świeży, czyli pasta fresca. Ten drugi często trafia do rosołu, zwłaszcza jeśli jest rodzajem pierożka lub, rzadziej, płatem lasagna i wtedy mówimy o pasta in brodo. Tak pasta fresca jak i pasta secca może stać się
pastasciutta, zyli przeciwieństwem pasta in brodo, pod warunkiem, że ma się durszlak lub sito. Gotujemy makaron, cedzimy i mamy pasta asciutta. Asciutto znaczy pozbawiony wody, odcedzony, a że Włosi cenią sobie płynność wypowiedzi, więc pasta i asciutta złączono w jedno: pastasciutta.
Pastasciutta to miska dziennego makaronu, nasz makaron powszedni :-) A żeby makaron lepiej wchodził, trzeba go czymś omaścić. A więc sos pomidorowy, ragu, gorgonzola rozpuszczona w śmietanie (lub kluszczance), oliwa z czosnkiem i peperoncino, carbonara, Norma, putanesca, amatriciana.....Albo skwarki z podgardla, przesmażone z kawałkami cebuli i wszystko posypane peccorino. Oczywiście ugotowany makaron moża przyprawić na sucho dużą ilością startego pecorino i grubo mielonym czarnym pieprzem, co akurat sosem nie jest, ale jest smaczne. I wtedy mamy pastasciutta z cacio e pepe, tradycyjną potrawę z Lacjum.
O makaronach już było. I to sporo:
o pastasciutta
poezja w nazwie
miska tradycyjnego makaronu
książki o makaronach, choć nie kucharskie: [1], [2]
o wstążkach, pierogach i ich historii,
ulubiony makaron
makaron z prażonej pszenicy
jak dawniej robiono makaron
makarony regionalne: Lacjum: biedamakaron z Lacjum, pasta all'amatriciana, pasta z Sabiny
sos z fekułu i gorgonzoli
najważniejsze sosy mojego życia
Pastasciutta to miska dziennego makaronu, nasz makaron powszedni :-) A żeby makaron lepiej wchodził, trzeba go czymś omaścić. A więc sos pomidorowy, ragu, gorgonzola rozpuszczona w śmietanie (lub kluszczance), oliwa z czosnkiem i peperoncino, carbonara, Norma, putanesca, amatriciana.....Albo skwarki z podgardla, przesmażone z kawałkami cebuli i wszystko posypane peccorino. Oczywiście ugotowany makaron moża przyprawić na sucho dużą ilością startego pecorino i grubo mielonym czarnym pieprzem, co akurat sosem nie jest, ale jest smaczne. I wtedy mamy pastasciutta z cacio e pepe, tradycyjną potrawę z Lacjum.
O makaronach już było. I to sporo:
o pastasciutta
poezja w nazwie
miska tradycyjnego makaronu
książki o makaronach, choć nie kucharskie: [1], [2]
o wstążkach, pierogach i ich historii,
ulubiony makaron
makaron z prażonej pszenicy
jak dawniej robiono makaron
makarony regionalne: Lacjum: biedamakaron z Lacjum, pasta all'amatriciana, pasta z Sabiny
sos z fekułu i gorgonzoli
najważniejsze sosy mojego życia
21 Jul 2011
20:59
czyli zdecydowałam się na publikowanie równolegle mniej prywatnych
fragmentów włoszczyzny na stronie RFM Classic. Spodobał mi się list
zapraszający do współpracy i nie mogłam się oprzeć tytułowi serii
"między blogiem a prawdą".
JC zapytał co ja chcę z tej współpracy mieć oprócz świadomości, że moje nazwisko (a właściwie jego nazwisko) wisi obok w na stronie obok nazwiska popularnego pisarza? Ja nawet nie wiem co ja z tego chcę mieć....długopis z napisem? A jak dobrze pójdzie, to używany motorower na raty?
JC zapytał co ja chcę z tej współpracy mieć oprócz świadomości, że moje nazwisko (a właściwie jego nazwisko) wisi obok w na stronie obok nazwiska popularnego pisarza? Ja nawet nie wiem co ja z tego chcę mieć....długopis z napisem? A jak dobrze pójdzie, to używany motorower na raty?
21 Jul 2011
07:28
zdaniem znajomych wszystko było ukartowane: zawiłość oficjalnego tekstu przyklejonego na murach Ginestry i brak rzetelnej informacji tłumaczącej za i przeciw w przystępny sposób. Nie do końca doinformowana, gdyż nie byłam w stanie zrozumieć oficjalnego języka ogłoszeń rządowych i przeczytać drobnego druku, mogłam polegać jedynie na informacjach z wykładów w barze. A wykładów było dużo, gdyż wioska tygodniami dyskutowała o zbliżającym się referendum. Wykładowcy, zgodnie i ponad podziałami politycznymi, twierdzili że rząd liczy na tradycję. A tradycją jest, że przeciętny Włoch nie głosuje w referendum.
Oczywiście nikt z klasy rządzącej nie przyjechał do naszego baru. Bo gdyby przyjechał, to by się dowiedział, że coś się szykuje. Z resztą nie tylko w naszym barze: przed wejściem do sklepu w Osteria Nuova rozdawano ulotki pod wymownym tytułem Jak Głosować, a w Rieti wolontariusze tłumaczyli akuratnie co znaczy TAK a co znaczy NIE, dodając iż chodzi o pryncypia, czyli reaktory nuklearne i wodę. Reaktorów nuklearnych to my w gminie nie mamy, ale wody dużo to i owszem, co z resztą mogę potwierdzić jako posiadaczka cantiny z basenem pokaźnej wielkości wypełnionym wodą źródlaną, oraz podmiękających od czasu do czasu ścian na parterze. Choć głosować mi w referendum nie wolno, to na wszelki wypadek wpisałam się na listę osób nie wyrażających zgody na prywatyzowanie wody.
W niedzielę rano w barze spotkaliśmy pana od urn wyborczych. Był w ubranku z lampsami i łańcuchem na szyi. Pod szkołą, udekorowaną flagami i strażą honorową z carabinieri, kręcili się miejscowi czekający na otwarcie lokalu wyborczego. Już w godzinach przedpołudniowych wiadomo było, że quorum raczej będzie osiągnięte i że plan rządowy liczenia na narodową inercję i tumiwisizm nie wypalił. W niedzielę po południu zaczęto promować wyjazd na krótki urlop, z dala od hałasu miejsca zamieszkania i stresu urn wyborczych. Nic nie pomogło. Włosi, zgodnie z tradycją bycia nieprzewidywalnymi, poszli głosować :-)
Nie będzie prywatyzacji wody: źródła w Farfie mogą dostarczać wodę do rzymskich fontann; Górna Sabina i Cicolana do Toskanii i Umbrii. Właśnie opracowywuję projekt legitymacji 'oficjalny dostawca wody', która to legitymacja upoważniałaby mnie do wchodzenia poza kolejką do Uffizi i Villi Borghese. A jakby ktoś nie chciał jej zaakceptować to zawsze mogę zagrozić, że zakręcę kurek w cantinie ;-)
Oczywiście nikt z klasy rządzącej nie przyjechał do naszego baru. Bo gdyby przyjechał, to by się dowiedział, że coś się szykuje. Z resztą nie tylko w naszym barze: przed wejściem do sklepu w Osteria Nuova rozdawano ulotki pod wymownym tytułem Jak Głosować, a w Rieti wolontariusze tłumaczyli akuratnie co znaczy TAK a co znaczy NIE, dodając iż chodzi o pryncypia, czyli reaktory nuklearne i wodę. Reaktorów nuklearnych to my w gminie nie mamy, ale wody dużo to i owszem, co z resztą mogę potwierdzić jako posiadaczka cantiny z basenem pokaźnej wielkości wypełnionym wodą źródlaną, oraz podmiękających od czasu do czasu ścian na parterze. Choć głosować mi w referendum nie wolno, to na wszelki wypadek wpisałam się na listę osób nie wyrażających zgody na prywatyzowanie wody.
W niedzielę rano w barze spotkaliśmy pana od urn wyborczych. Był w ubranku z lampsami i łańcuchem na szyi. Pod szkołą, udekorowaną flagami i strażą honorową z carabinieri, kręcili się miejscowi czekający na otwarcie lokalu wyborczego. Już w godzinach przedpołudniowych wiadomo było, że quorum raczej będzie osiągnięte i że plan rządowy liczenia na narodową inercję i tumiwisizm nie wypalił. W niedzielę po południu zaczęto promować wyjazd na krótki urlop, z dala od hałasu miejsca zamieszkania i stresu urn wyborczych. Nic nie pomogło. Włosi, zgodnie z tradycją bycia nieprzewidywalnymi, poszli głosować :-)
Nie będzie prywatyzacji wody: źródła w Farfie mogą dostarczać wodę do rzymskich fontann; Górna Sabina i Cicolana do Toskanii i Umbrii. Właśnie opracowywuję projekt legitymacji 'oficjalny dostawca wody', która to legitymacja upoważniałaby mnie do wchodzenia poza kolejką do Uffizi i Villi Borghese. A jakby ktoś nie chciał jej zaakceptować to zawsze mogę zagrozić, że zakręcę kurek w cantinie ;-)
20 Jul 2011
13:03
Powered by Blogger.












