i przy okazji instrukcja obsługi j. włoskiego. Nowe to, świeżutkie. I jeśli wystarczy zapału ma szansę być fajną czytelnią.
http://wloski-online.blogspot.com/
16.stycznia. Ciąg dalszy
po wczorajszej wymianie opinii, po wnikliwej lekturze WSZYSTKICH postów (i konsultacjach z porządnymi słownikami) wycofuję rekomendancję. Wydawało się, że autorka wie, ale tak naprawdę to autorce wydaje się, że wie.
Jedną pomyłkę można usprawiedliwić, dwie jeszcze daje się wybaczyć, ale żeby pisać do redakcji krytkując czyjąś niewiedzę, gdy samemu się nie sprawdziło? To za dużo. Ponieważ nie mam zwyczaju wycinać dowodów mojej głupoty (może wyciągniecie z niej wnioski ;-)), post zostaje. Zmieniam jedynie czcionkę w (nie)rekomendowanym linku.
22 comments:
dobre, dobre, niezła zdrowa dawka krytyki.należy się, szczególnie tym, co szpanują na niewiadomo-jakich znawców niewiadomo-czego.
Mayu, a piłaś może kiedykolwiek spermutę d'arancia? To jedno z moich ulubionych...
spermuta brzmi bosko, w sam raz do popicia pene. ;D
che schifooooooooooooo!
Ile złości do ludzi i całego świata trzeba mieć, żeby założyć taką stronę?
Normalny człowiek zwróciłby uwagę na miejscu i poszedł dalej. Myślałem, że to poradnik językowy, a tam taka kicha!
@anonymous
najwyraźniej pojęcie złośliwości jest względne. Tak z resztą jak i przyjętej formy poradnictwa językowe. Blog tłumaczy na czym polega piętnowany błąd. a że używa przy tym ciętego języka? Mnie to odpowiada, tobie nie musi.
Język jest średni, a nie cięty - wedlug mnie oczywiście.
ZRESZTĄ nie mam nic przeciwko przyjętej formie poradnictwa JĘZYKOWEGO, polegającej na prostowaniu błędów z życia wziętych. Razi mnie widoczna gołym okiem przyjemność, jaką autor, czy też autorka czerpie z piętnowania po imieniu, nazwisku, albo nazwie miejsca. Te mozolnie wykreślane ramki na obrazkach. Przecież wystarczyłoby coś w rodzaju "w pewnej restauracji napisali w menu ...".
Mnie to nie odpowiada, Tobie może. I raczej nic z tego odkrycia nie wynika.
Znawstwo tych "językoznawców" widać pod hasłem "arancino".
Biedaki nie wiedzą że jest to najpierw "pomarańczka" (zdrobnienie), mała pomarańcza - a dopiero potem jakaś kluska.
I w tym swoim zaślepieniu "dokładają" Tessie Caponi-Borawskiej. Cóż - jak Pan Bóg chce kogoś pokarać, to najpierw mu rozum odbiera.
szkoda, że w dyskusji brakuje głosu Marghe, ale może jeszcze któraś z 'naszych' Włoszek się odezwie, bo mnie brakuje pewności, ale... nigdy nie spotkałam się we Włoszech z określeniem pomarańczka, arancino to przede wszystkim krokiet ryżowy.
Sprawdziłam też w moim wielkim słowniku j. włoskiego (Oxford Paravia); arancino to jedynie krokiet ryżowy.
i jeszcze jedno pomarańcza to l'arancia (rodzaj żeński), arancio to drzewko pomarańczowe. Mała pomarańcza w takim razie powinna być arancina. Tak na zdrowy chłopski rozum.
http://en.wiktionary.org/wiki/arancino
http://en.wiktionary.org/wiki/arancio
Chciałem skorzystać z włoskiej wersji, ale mój program antywirusowy ją blokuje.
Tutaj akurat jest o kluskach, ale też na temat "chłopiec, czy dziewczynka?":
http://www.cronachedigusto.it/servizi-speciali/salone-del-gusto-2008/2449-arancina-o-arancino-questione-di-lingua.html
Udało się:
https://it.wiktionary.org/wiki/arancino
Jeśli nawet Włosi i Włoszki nie chcą znać "małego pomarańczka" :]
to znają taką pomarańczę.
Kończę ten temat. Wolę, żeby śniło mi się w nocy coś innego.
@anonymous rozumiem, że ci blog i ja, która go podlinkowałam, po nerwach pojechaliśmy, ale wypadałoby być lepiej przygotowanym: przeczytaj proszę jeszcze raz post na blogu i wtedy podlinkowywuj.Wybacz, ale podanie angielskojęzycznej wikipedii jako kontrargumentu dla poważnego słownika wydanego przez Oxford University Press nie zasługuje na dalszą dyskuję.
Włoskojęzycznej Wikipedii też. Patrz wyżej.
Słownik oksfordzki niekoniecznie musi zajmować się każdym zdrobnieniem, czy każdym owocem przedwcześnie spadłym z drzewa.
Ani z Wikipedii, ani z Oxfordu:
http://www.flickr.com/photos/aurelio-nicchia/2506633944/in/photostream/
Piccoli frutti - pomarańczki :)))
Z brioche też cóś jakby "nauczycielce" kulą w płot wyszło. Patrz: pierwszy komentarz tam.
Za to jadu, arogancji - co nie miara.
autorka się walnęła. Mogła sprawdzić. Ale cenię ją za to, że a) nie moderuje postów, bo krytyczny post się ukazał b) a nawet jeśli moderuje, to go puściła.
Zobaczymy jak będzie dalej. A tak swoją drogą, to ciekawa jestem dlaczego tego blogu się przyczepiłeś? Znam mnóstwo gorszych.
Albo nie czytała jeszcze komentarzy - są dość nowe - albo nic do niej nie dociera. Jeśli czytała i cokolwiek dociera, to w przypadku takich brioche na przykład powinna usunąć swój wpis i wysłać przeprosiny do Twojego Stylu - a nie moderować komentarze.
Dlaczego tego bloga się przyczepiłem? A ile nowych blogów mogę poznać w jeden wieczór? Poznałem troszkę Twój, pobieżnie przejrzałem parę innych i tylko ten jeden znalazłem beznadziejny.
No i blogi, to może gorsze są - ale blogerkę z gorszym charakterem, to chyba trudno znaleźć. W wielu przypadkach, a może nawet w większości przypadków, to ona ma rację w sprawie języka - ale co z tego? Pisałem już wcześniej, za co ją znielubiłem od razu. Ten jej e-mail do Twojego Stylu, na temat brioche, mówi wszystko.
Męska decyzja ;)
Zajrzałem tam ostatni raz:
- komentarze autorka bloga przeczytała i odpowiedziała,
- nie dotarło,
- zaczęła moderować komentarze.
Nie rozumie nawet, że cytat który zamieściła pod "brioche" potwierdza tylko, jak bardzo się wygłupiła tym listem do Twojego Stylu :)))
Dobra - szkoda czasu i atłasu :)
Ja nie widzę nic złego w piętnowaniu błędów językowych, zwłaszcza u osób, które (prowadząc restaurację) chcą zbić biznes na "włoskości". To jest niechlujstwo i brak szacunku dla klientów.
Co do błędów na blogu, to nie będę analizować.
A w ramach piętnowania: nasze znalezisko z przedwczoraj, w menu sieci restauracji Pizza Eataliano (ex Pizza Marzano, jeszcze wcześniej Pizza Express):
Caffe Affogatto
http://www.pizzaeataliano.pl/menu.php?n=77
Literówek to tam jest cała masa, ale kawa z utopionym kotem przebija je wszystkie
moje najnowsze ulubione słowo affo-gatto :)
Post a Comment